Strona główna » Promień Żary zrobił swoje. Bóbr Bobrowice bez zmian nie wytrzymał tempa

Promień Żary zrobił swoje. Bóbr Bobrowice bez zmian nie wytrzymał tempa

przez Małgorzata Fudali-Hakman

Promień Żary zgodnie z planem dopisał do dorobku trzy punkty, choć przez moment zrobiło się mniej komfortowo, niż można było się spodziewać. Bóbr Bobrowice przyjechał do Żar w minimalistycznej wersji kadrowej, ale charakteru odmówić mu nie można. Problem w tym, że charakter nie strzela pięciu bramek.

Goście w wersji „11 i wystarczy”

18 kwietnia w Żarach rozegrano kolejne spotkanie zielonogórskiej klasy okręgowej. Promień, lider rozgrywek, podejmował Bobra Bobrowice. Już przed pierwszym gwizdkiem było jasne, że goście nie przyjechali w optymalnym składzie.

Na ławce rezerwowych? Cisza, spokój i trener z kierownikiem drużyny. Bóbr zagrał cały mecz jedną jedenastką, bez możliwości korekt, bez planu B i bez marginesu błędu.

– „Przyjechaliśmy z ogromnymi problemami kadrowymi, zagraliśmy bez zmian i długimi fragmentami skutecznie broniliśmy. To wymaga charakteru” – mówił po meczu trener Bobra Karol Widerowski.

I tu akurat trudno się nie zgodzić.

Promień pod kontrolą, ale nie bez zgrzytów

Promień miał ten mecz wygrać i od początku było widać, kto rozdaje karty. Trener Piotr Makowski, mając w perspektywie mecz pucharowy z Wartą Gorzów i derby z Unią Kunice, zdecydował się na rotacje. Na boisku pojawiła się mieszanka podstawowych zawodników i tych, którzy zazwyczaj oglądają mecze z ławki.

Mimo to gospodarze kontrolowali wydarzenia. Pierwszy cios padł w 13. minucie, kiedy Bartłomiej Pruchniak otworzył wynik spotkania.

Goście bronili się ambitnie i długo skutecznie. Aż do momentu, gdy w 42. minucie wykorzystali jedną z nielicznych okazji. Akcja lewą stroną i strzał z ostrego kąta, który zamienił się w efektowny lob nad źle ustawionym bramkarzem Promienia. 1:1 i przez chwilę zrobiło się… ciekawiej, niż zakładano.

Na szczęście dla gospodarzy, szybko wrócili na właściwe tory. Jeszcze przed przerwą, w 45. minucie, ponownie trafił Pruchniak i Promień schodził do szatni z prowadzeniem.

– „Mecz pod pełną kontrolą, choć nie ustrzegliśmy się błędu, co kosztowało nas utratę bramki” – podsumował trener Promienia Piotr Makowski.

Druga połowa: fizyka wygrała z ambicją

Po przerwie różnica zaczęła być coraz bardziej widoczna. Bóbr, grający bez zmian, na dużym boisku zaczął odczuwać trudy spotkania. Ambicja została, ale nogi już niekoniecznie.

Promień natomiast przyspieszył i dołożył kolejne bramki. W 60. minucie na 3:1 trafił kapitan Krzysztof Wiliński. Kwadrans później Bartłomiej Pruchniak skompletował hat-tricka, wykorzystując rzut karny. Wynik meczu ustalił w 79. minucie Kornel Szymański, który pojawił się na boisku z ławki – luksus, którego goście mogli tylko pozazdrościć.

Plan wykonany, teraz ważniejsze sprawy

Promień zrobił dokładnie to, co miał zrobić – wygrał i nie stracił kontroli nad meczem, nawet jeśli przez chwilę musiał się „przebudzić”.

– „Kolejny krok wykonany. Punkty zostają w Żarach. Już skupiamy się na meczu pucharowym i derbach w Kunicach” – podkreślił Makowski.

Z kolei Bóbr, mimo wysokiej porażki, może mówić o solidnej postawie w defensywie przez długie fragmenty meczu.

– „Mimo wyniku wracamy z podniesionym czołem” – zaznaczył Widerowski.

I faktycznie, przy takich warunkach kadrowych samo dotrwanie do końca w jednym składzie to wynik, którego nie widać w tabeli, ale który trener na pewno zapamięta.

Zobacz także

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz