Strona główna » Profesor Żwirek i spółka bez litości. Budowlani II rozbili Tęczę Kaczenice

Profesor Żwirek i spółka bez litości. Budowlani II rozbili Tęczę Kaczenice

przez Małgorzata Fudali-Hakman

W niedzielę 3 maja, w Święto Konstytucji, na stadionie OSiR w Lubsku rozegrano hit 19. kolejki żarskiej B-klasy. Lider – Budowlani II Lubsko – podejmował Tęczę Kaczenice w meczu dwóch drużyn walczących o awans do A-klasy. Spotkanie zapowiadało się na wyrównane starcie. Szybko okazało się, że zapowiedzi to jedno, a boisko – zupełnie co innego.


Lotnisko i upał, czyli selekcja naturalna

Główna płyta w Lubsku zrobiła swoje. Szeroko, równo, perfekcyjnie przygotowana murawa – idealna do gry technicznej, ale przy majówkowym upale momentami bardziej przypominała test wydolności niż mecz piłkarski.

Warunki były dla wszystkich takie same. Tylko nie wszyscy wyglądali, jakby byli na nie gotowi.

Pan profesor Żwirek

W składzie Budowlanych II pojawili się zawodnicy z pierwszej drużyny: Tymoteusz „Dynia” Dynowski i Marcin „Żwirek” Piech. I to właśnie ten drugi od pierwszych minut narzucił swój styl temu spotkaniu. Grał jak profesor, który nie musi podnosić głosu, żeby wszyscy wiedzieli, kto tu rządzi. Każde jego podanie było przemyślane, dokładne i, co najważniejsze, robiło różnicę. Skrzydła dostawały piłki „na tacy”, a młodsi zawodnicy patrzyli na niego jak w podręcznik do piłki nożnej.

Powinien być pogrom… wyszedł remis

Pierwsze pół godziny to była dominacja gospodarzy. Budowlani II tworzyli sytuację za sytuacją i spokojnie powinni prowadzić kilkoma bramkami. W 12. minucie wynik otworzył Mikołaj Kluwak po składnej akcji rozpoczętej od tyłu i dokładnym podaniu od Żwirka. Wszystko wskazywało na szybkie, bezbolesne popołudnie.

Tylko że skuteczność postanowiła wziąć wolne. Adamski dwa razy, Kluwak, Rechul – sytuacje były, ale piłka uparcie nie chciała wpadać do siatki.

A kiedy już wpadała, do akcji wkraczał sędzia boczny, który konsekwentnie dopatrywał się spalonych, studząc radość gospodarzy. Efekt? Zamiast pogromu – nerwowe 1:0 i rosnące poczucie, że to się może zemścić.

Tęcza w tym czasie była wyraźnie przyciśnięta, zmęczona i z bardzo krótką ławką. W pewnym momencie trener gości, widząc jak jego drużyna opada z sił, próbował wywalczyć choć chwilę wytchnienia, dopominając się u sędziego Piotra Irskiego o przerwę na wodę. Bez skutku. Przerwy nie było, a bezsilność szkoleniowca tylko podkreślała obraz gry jego zespołu.

I wtedy przyszła kara.

W doliczonym czasie pierwszej połowy Borys Sadownik wykorzystał błąd defensywy, przejął piłkę, ruszył skrzydłem i pokonał Michała Kluwaka strzałem między nogami. 1:1. Zamiast kontroli – zimny prysznic.

Po przerwie: koniec złudzeń

Druga połowa to już zupełnie inna historia. Budowlani II wrócili na boisko skoncentrowani i – co najważniejsze – skuteczni. W 49. minucie Kacper Rechul wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, a potem było już tylko kwestią czasu, kiedy padną kolejne bramki. Żwirek dalej dyrygował grą z chirurgiczną precyzją, skrzydła robiły przewagę, a Tęcza z każdą minutą traciła siły i chęci do gry. W 74. minucie na listę strzelców wpisał się Igor Adamski, zabierając rywalom resztki motywacji.

Koncert i truskawka na torcie

Końcówka spotkania przypominała już bardziej jednostronny występ niż mecz na szczycie. Budowlani grali swoje, a Tęcza wyraźnie gasła.

A skoro była scena, to przyszedł czas na solo gitary prowadzącej. W doliczonym czasie gry Marcin Piech wpisał się na listę strzelców, dokładając, jak powiedziałby Tomasz Hajto, swoją „truskawkę na torcie”. Trafienie było nie tylko nagrodą za jego występ, ale też symbolicznym domknięciem meczu, w którym od początku rozdawał karty.

A potem sędzia zakończył spotkanie, trochę jakby z troski o gości. I gorąca. Albo jedno i drugie.

Lider nie przez przypadek

Budowlani II wygrali pewnie 4:1 i potwierdzili, że wynik to nie tylko efektowny występ, ale też ważny krok w walce o awans. W tabeli zrobiło się jednak naprawdę ciasno.

Na czele są Budowlani II Lubsko, ale tuż za nimi czai się Fadom Nowogród Bobrzański, który wskoczył na drugie miejsce, wyprzedzając Tęczę Kaczenice. Oba zespoły dzieli zaledwie jeden punkt, a co istotne – bezpośredni mecz między nimi już się odbył i to właśnie Fadom jako jedyny znalazł sposób na lidera w tym sezonie.

Do końca rozgrywek pozostało sześć kolejek i terminarz nie zamierza nikogo rozpieszczać. Budowlani zmierzą się jeszcze m.in. z niewygodną Spartą Grabik, rozpędzoną Łużyczanką Lipinki Łużyckie czy Piastem Lubanice na finiszu sezonu. Teoretycznie są też mecze „do wzięcia”, ale w tej lidze teoria często kończy się po pierwszym gwizdku.

Fadom z kolei ma przed sobą kalendarz, który na papierze wygląda nieco łagodniej, choć i tam nie zabraknie pułapek, choćby starcia z Łużyczanką, Zielonymi Drożków czy wymagającą Iskrą Jabłoniec.

Jedno jest pewne, margines błędu praktycznie nie istnieje. Jeśli ktoś myśli o awansie do A-klasy, musi wygrywać wszystko. A patrząc na układ sił, zapowiada się wyścig do samej mety.

Zobacz także

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz