Strona główna » Promień lepszy od Ilanki w Pucharze

Promień lepszy od Ilanki w Pucharze

przez Małgorzata Fudali-Hakman

W środę, 1 kwietnia, rozegrano mecz 1/8 finału STS Pucharu Polski na szczeblu Lubuskiego ZPN pomiędzy Promieniem Żary a Ilanką Rzepin. Lider zielonogórskiej okręgówki sprawił niespodziankę, pokonując czwartoligowca 3:2, choć w końcówce zrobiło się nerwowo i emocji nie brakowało do ostatniego gwizdka.

 Eksperyment, który wypalił bardziej niż powinien

Promień wyszedł składem dalekim od podstawowego, bo na boisku  Oprócz Kuby Femlaka, Jakuba Skiby i Marcela Sadowskiego, pojawili się Dorian Ochmański, Michał Makowski, Wojciech Fink, Michał Olkiewicz, Rafał Bryczkowski, Aleksander Sendziak, Jakub Pietrusiak oraz Michał Kochanowski, którzy dostali od trenera Piotra Makowskiego szansę, żeby się pokazać i w pełni ją wykorzystali.

W tym starciu to Ilanka miała być tą dojrzalszą, czwartoligową drużyną, ale trener Ilanki Rzeplin także wstawił do pierwszego składu 4 zmienników. Jednak to rywale żaran byli upatrywani jak faworyt tego starcia. Teoretycznie, bo większość czasu wyglądali jakby ktoś wyciągnął im wtyczkę.

Stały fragment i teatr jednego… bączka

W 27. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Dośrodkowanie ze stałego fragmentu gry, piłka spada w pole karne i najwyżej wyskakuje Jakub Femlak – 1:0.
Tyle że połowa tej bramki należy się Kubie Skibie, który urządził wokół bramkarza Ilanki mały spektakl. Kręcił się przy nim jak bączek, absorbował, przeszkadzał, irytował – robił wszystko poza zaparzeniem herbaty. I zrobił to na tyle skutecznie, że golkiper był bardziej zajęty Skibą niż piłką.

Druga połowa zaczęła się brutalnie dla Ilanki

Po przerwie Promień dokonał zmian – za Jakuba Pietrusiaka, Aleksandra Sendziaka i Michała Olkiewicza na boisku pojawili się Kornel Szymański, Krzysztof Wiliński oraz Radosław Romanowski. W końcówce spotkania swoją szansę otrzymał również Bartłomiej Pruchniak.

Już w 46.Minucie do bramki trafił Michał Kochanowski i było 2:0. Promień wszedł w drugą połowę tak, jakby przerwy w ogóle nie było. Ilanka – jakby jeszcze siedziała w szatni i zastanawiała się, co właśnie poszło nie tak.

Dziewiątka robi swoje

W 55. minucie było już 3:0. I tu żadnego „skrzydłowego romantyzmu” – Kornel Szymański zrobił to jak klasyczna dziewiątka. Wszedł w pole karne, przepchnął się, utrzymał na nogach jak czołg, którego nie da się przewrócić, i dograł idealnie do Jakuba Femlaka. Ten tylko dołożył nogę i skompletował dublet.

Karny z kategorii „interpretacja artystyczna”

Trzy minuty później Ilanka dostała tlen. W 58. minucie sędzia wskazał na wapno po sytuacji, która spokojnie mogła się wydarzyć centymetr wcześniej lub później – zależy, kto patrzył. Kontakt był, gwizdek był, gol też. 3:1.

Wraca wiara, zaczyna się bałagan

Kilka minut później było już 3:2 i nagle mecz przestał być pod kontrolą Promienia. Ilanka uwierzyła, że jeszcze może, a gospodarze zaczęli grać tak, jakby wynik parzył ich w ręce.

Czerwona kartka i gra na przetrwanie

W 80. minucie Dorian Ochmański postanowił jeszcze dorzucić coś od siebie do tego i tak już rozgrzanego widowiska – faul, druga żółta kartka i w konsekwencji czerwona. Czyli klasyczny zestaw „nie pomogę, to przynajmniej utrudnię”. Promień na własne życzenie wszedł w tryb przetrwania, bo granie końcówki w osłabieniu przy rozpędzonej Ilance to nie jest dokładnie to, co trenerzy wpisują w plan meczowy.

Nawalanka, czyli klasyka końcówek

Końcówka? Faule, przepychanki, kartki i coraz mniej piłki w piłce. Ilanka cisnęła, Promień się bronił, a sędzia rozdawał kartki jak ulotki pod marketem.

I w tym całym chaosie Promień zrobił najważniejsze: nie pękł, bo można grać pięknie przez 90 minut. Można też przez ostatnie 20 wyglądać jak drużyna, która walczy o przetrwanie. Sztuka polega na tym, żeby mimo wszystko dowieźć wynik. Promień tę sztukę opanował do perfekcji i awansował do kolejnej rundy.

Zobacz także

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz