Co słychać w Stali Jasień? Głównie echo. Echo obietnic, deklaracji i zapewnień, które odbijają się od pustych trybun i wracają bez żadnej treści. Klub formalnie istnieje, w tabelach figuruje, w papierach żyje. W praktyce przypomina bardziej projekt archiwalny niż drużynę piłkarską. Taką, o której mówi się w czasie przeszłym, choć kalendarz uparcie pokazuje teraźniejszość.
W piątek, 30 stycznia, odbyło się spotkanie sympatyków klubu z prezesem. Spotkanie wyczekiwane, obudowane nadziejami i podszyte niepokojem, bo od listopada klub funkcjonuje w stanie, który najłagodniej można nazwać hibernacją. Po burzliwej końcówce rundy jesiennej kibice chcieli konkretów: czy drużyna przystąpi do rozgrywek, czy jest trener, czy są treningi, czy klub jeszcze żyje – tak naprawdę, a nie tylko w dokumentach.
Nie mam żółtych papierów!
Krążyły plotki o dymisji prezesa, rozwiązaniu klubu, zamkniętym stadionie. Spotkanie miało je przeciąć. Nie przecięło. Co najwyżej dolało oliwy do ognia.
Prezes Mariusz Sierko zaczął od długiego wstępu o swoim stanie zdrowia: szpital, badania kardiologiczne, neurologiczne, psychiatryczne, przy okazji dementując krążące pogłoski o „żółtych papierach”. Brzmiało to raczej jak wstęp do autobiografii niż odpowiedź na pytanie: „czy Stal w ogóle zagra wiosną?”. Potem przyszła pora na finanse i klasyczne „to nie my”. Winna gmina, winny sponsor, winne okoliczności. W tej układance zarząd wyglądał jak jedyny element bez skazy.

Problem w tym, że na sali siedział sekretarz gminy Jasień, Radosław Pogorzelec, który tę narrację dość szybko sprowadził na ziemię. Przypomniał rzecz podstawową: MKS Stal Jasień, mimo „miejskiej” nazwy, nie jest klubem miejskim, tylko stowarzyszeniem. Gmina może dawać dotacje, może pomagać infrastrukturalnie, ale nie zarządza klubem i nie podejmuje za niego decyzji.
To kto jest w zarządzie?
CZYTAJ TEŻ: Jak Surmaj wygrał ze Stalą Jasień w sądzie: https://regionalna24.pl/sebastian-surmaj-wygral-z-klubem-przed-sadem-stal-jasien-musi-zaplacic-ponad-16-tysiecy-zlotych/
Jeszcze bardziej wymowna była część dotycząca samej struktury klubu. W praktyce zarząd to prezes i jego partnerka. Trzeci członek zrezygnował miesiące temu, choć w KRS nadal widnieje. Członków klubu też jest niewiele więcej, a nawet tyle samo… Mariusz Sierko poinformował na spotkaniu, że aktualnie stowarzyszenie liczy ich dwóch opłacających składki. To on i jego partnerka. Zaskoczenie?
To oznacza, że walne zgromadzenie członków, jedyny organ zdolny do odwołania prezesa w tej chwili, jest fikcją. Teoretycznie można je zwołać w ciągu 14 dni od ogłoszenia, ale tu pojawia się kolejny absurd: klubowa strona na Facebooku została odebrana dotychczasowym administratorom i zarządza nią wyłącznie przedstawiciel firmy Felgenhauer. Informacji brak. Komunikacja na poziomie radiowej ciszy. Trudno zwołać walne, kiedy jedyne narzędzie komunikacji przypomina zamkniętą gablotę. Deklaracje prezesa o chęci odejścia pozostają więc tylko deklaracjami.
Wszyscy pouciekali
W tle mamy jeszcze piłkarzy i trenera, czyli ludzi, bez których klub sportowy jest tylko nazwą. Zawodnicy od miesięcy nie trenują w Jasieniu, część znalazła już nowe kluby. Niektórzy dostali zwolnienia w zamian za rezygnację z roszczeń finansowych, inni, jak trener Tomasz Leszczyński czy zawodnik Julian Mordasiewicz, skierowali sprawy do Polubownego Sądu Piłkarskiego PZPN. To samo czeka kolejnych piłkarzy, jeżeli prezes ich po prostu nie puści. Podobno najlepszy strzelec Stali, Kamil Kurianowicz, ma kontynuować karierę w Sparcie Katowice. Jussuf Mwinyi ma zakotwiczyć w KS Panattoni Goczałkowice, a bramkarz Marcel Gawłowski wrócił do Chrobrego Głogów. Reszta wciąż tkwi w prawnym i organizacyjnym zawieszeniu. Dlaczego? Oficjalnie są zawodnikami Stali i to nimi „chwalił się” prezes, twierdząc, że na liście ma 13 zawodników, ale realnie patrząc, nie ma szans, żeby w Jasieniu podjęli treningi. Oficjalnie wciąż są zawodnikami Stali. W praktyce trudno oczekiwać, by nagle zmaterializowali się na treningu jak bohaterowie FIFA Pro.
Całość zaczyna przypominać teatr absurdu. Klub istnieje, ale nie funkcjonuje. Zarząd jest, ale nie zarządza. Stadion jest, ale bez licencji. Drużyna jest, ale nie trenuje. Członkowie są, ale w liczbie, która pozwala co najwyżej rozegrać partyjkę szachów.
Co zrobiła gmina?
W ten obraz wpisuje się też stanowisko burmistrz Jasienia, Małgorzaty Zimnej, która postanowiła jasno oddzielić emocje od faktów. Przyznała, że z niepokojem obserwuje sytuację i że Stal jest ważną częścią tożsamości miasta. Jednocześnie zaznaczyła wprost: jako burmistrz nie ma wglądu w bieżące finanse klubu ani wpływu na jego decyzje, bo stowarzyszenie działa samodzielnie.
Gmina w 2025 roku przekazała klubowi 235 tys. zł dotacji. Do tego dochodzi inwestycja w szatnie, której całkowity koszt wynosi 584 200 zł, na co składają się: 233 680 zł środków własnych Gminy Jasień oraz 350 520 zł środków pozyskanych zewnętrznie, w tym z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego oraz z Ministerstwa Sportu i Turystyki. -Samorząd pomaga, ale nie może prowadzić klubu za rękę ani podejmować decyzji za zarząd. Innymi słowy: można zbudować zaplecze, ale nie da się za kogoś wyjść na boisko-twierdzi Małgorzata Zimna.
Czytaj też: Bramkarz Stali przebywał w Polsce nielegalnie: https://regionalna24.pl/bramkarz-stali-felgenhauer-jasien-zostal-zawieszony-przez-lzpn-do-odwolania-dlaczego/
W tym roku gmina Jasień przeznaczyła na dofinansowanie sportu łącznie 295 tysięcy złotych. Z tej puli, tyle samo co w ubiegłym roku, zaplanowano dla Stali Jasień. Problem w tym, że do 11 lutego trzeba złożyć wniosek o dotację, a MKS Stal Felgenhauer Jasień… jeszcze tego nie zrobił. Pieniądze więc są, leżą na stole i czekają, tylko ktoś musi po nie sięgnąć. Teoretycznie mogą to zrobić również inne kluby. Warunek jest jeden: szkolenie dzieci i młodzieży z terenu gminy. Jeśli więc Stal nie zdąży lub nie zechce, po środki mogą wystąpić okoliczne kluby: np. z Lubska, Krosna czy Zielonej Góry. Wystarczy dobrze uzasadniony wniosek i odpowiednia dokumentacja, a później, na mocy porozumienia, takie drużyny mogłyby nawet trenować na miejskich obiektach przy stadionie w Jasieniu. Podobno takie deklaracje już padły. Czy coś z tego wyjdzie pokaże czas.
Póki co, klub złożył jedynie sprawozdanie z działalności za ubiegły rok. Dokument trafił do urzędu, ale wciąż jest w trakcie weryfikacji. Jak informuje sekretarz miasta, Radosław Pogorzelec, urzędnicy analizują rozliczenia i w najbliższym czasie klub zostanie wezwany do okazania faktur oraz rachunków potwierdzających wydatkowanie środków.
Czy w urzędzie jeszcze mają nadzieję, że Stal wystąpi w rundzie wiosennej?

-Trzymam kciuki za sportowe sukcesy Stali Jasienia i wierzę, że klub będzie nadal godnie reprezentował nasze miasto-przekazała burmistrz Jasienia, Małgorzata Zimna.
Ile dał Felgenhauer?
Sponsor tytularny twierdzi, że od lat wspiera lokalne inicjatywy społeczne w Jasieniu i regionie, a sponsoring Stali od początku miał służyć przede wszystkim akademii piłkarskiej oraz szkoleniu dzieci i młodzieży. W oświadczeniu przekazanym redakcji sponsor jasno zaznacza jednak coś, co dla wielu kibiców może być kluczowe: firma nie uczestniczy w zarządzaniu klubem, nie ma wpływu na jego decyzje organizacyjne ani finansowe oraz nie bierze udziału w bieżącej działalności operacyjnej.
Co więcej, Felgenhauer informuje, że aktualna umowa sponsorska obowiązuje do dnia 31 marca 2026 roku i została w pełni zrealizowana już w grudniu 2025 roku. Wsparcie przekazano zgodnie z zapisami kontraktu, a dodatkowo, na prośbę prezesa, firma udzieliła także pomocy przekraczającej pierwotne ustalenia. Czyli tłumacząc na nasze: Mariusz Sierko całą kwotę przeznaczoną na ten sezon „przejadł” już w pierwszej rundzie. Do tego, gdy pod koniec zabrakło kasy, sponsor sypnął groszem.

Felgenhauer przyznaje wprost, że nie posiada oficjalnych sygnałów ani zaproszenia do rozmów ze strony władz klubu i jego prezesa Mariusza Sierko w sprawie dalszego funkcjonowania klubu czy akademii. Od dłuższego czasu firma nie otrzymała również sygnałów dotyczących zainteresowania kontynuacją współpracy. Firma chce wspierać lokalne inicjatywy społeczne, w tym działalność sportową, ale prowadzoną przez prawidłowo funkcjonujące kluby, zgodnie ze strategią marketingową i społeczną odpowiedzialnością biznesu.
Czyli takie, które istnieją nie tylko w KRS i wyobraźni prezesa, ale także na boisku.
Kto zgasi światło?
Na razie światło jeszcze się pali. Słabo, migocze, jak żarówka w korytarzu opuszczonego budynku, której nikt nie wymieniał od lat, ale wciąż udaje, że spełnia swoją funkcję. Stal Jasień formalnie trwa – w tabelach, w KRS-ie, w papierach, w sprawozdaniach. W praktyce coraz bardziej przypomina klub-widmo, który istnieje głównie po to, by można było o nim mówić w czasie teraźniejszym.
Bo tu wszystko jest „na niby”. Zarząd jest, ale nie ma komu zarządzać. Drużyna jest, ale nie ma komu grać. Stadion jest, ale nie ma licencji. Dotacje są, ale nie ma wniosku. Sponsor jest, ale nie ma rozmów. A kibice? Kibice zostali z echem obietnic, które odbija się od pustych trybun i opuszczonego boiska.
Pytanie nie brzmi więc już „czy Stal zagra wiosną”, tylko „kiedy skończy się ta farsa”. Czy światło zgaśnie nagle, jednym ruchem, oficjalnym komunikatem o wycofaniu drużyny? Czy może będzie gasło powoli, dzień po dniu, aż wszyscy przyzwyczają się do ciemności i przestaną pytać?
Zwróciliśmy się do zarządu klubu i prezesa Mariusza Sierki o zajęcie oficjalnego stanowiska. Niestety nie otrzymaliśmy odpowiedzi.