Sebastian Surmaj, były zawodnik Stali Felgenhauer Jasień, wygrał proces przed Piłkarskim Sądem Polubownym Polskiego Związku Piłki Nożnej. Spór dotyczył zaległych wynagrodzeń oraz łamania warunków kontraktowych przez klub.
Problemy od początku
Sebastian Surmaj trafił do Stali Jasień jesienią 2024 roku. Wcześniej reprezentował barwy m.in. Górnika Wałbrzych, Miedzi Legnica, Karkonoszy Jelnia Góra, Cariny Gubin, Warty Gorzów oraz Stilonu Gorzów Wielkopolski, a przez trzy sezony poprzedzające przejście do Jasienia grał w Lubuszaninie Drezdenko. Do Stali trafił z rekomendacji obecnego szkoleniowca Tomasza Leszczyńskiego.
W momencie podpisania umowy piłkarz miał ustalone wynagrodzenie w wysokości 2750 zł netto miesięcznie oraz zapewnienie mieszkania w Zielonej Górze. Klub jednak nie wywiązał się z obietnic – choć tymczasowe lokum faktycznie zostało zapewnione.

– Prezes klubu Mariusz Sierko od początku umieścił mnie w Jasieniu, w motelu, w którym mieszkałem razem z Yersonem. Nie mieliśmy nawet osobnych pokoi. Prosił, żebym przeczekał dwa tygodnie, bo znajomy miał wkrótce udostępnić mieszkanie. Z tygodnia na tydzień jednak wszystko się przeciągało: raz chodziło o remont, innym razem o meble – wspomina Surmaj.
Po rozmowie w obecności trenera prezes ostatecznie przyznał, że nie będzie w stanie wynająć wspomnianego mieszkania, gdyż jego znajomy oczekuje zbyt wysokiej kwoty. Wtedy rozpoczęły się negocjacje – zawodnik zaproponował 2000 zł dopłaty z budżetu klubowego na wynajem lokalu, jednak prezes uznał, że to „zdecydowanie za dużo” i zaproponował 1200 zł.
– Zaniemówiłem. Powiedział, że w tej cenie spokojnie znajdę mieszkanie w Zielonej Górze. Wtedy zwrócił się do trenera, żeby ten sprawdził ogłoszenia na telefonie. Łukasz Czyżyk otworzył jakąś stronę, poprzeglądał i powiedział: „O, tu jest za 1300, tu za 1200 – także coś można znaleźć”. Wiedziałem, że to kompletna bzdura – relacjonuje zawodnik.
Ostatecznie prezes zaproponował inne rozwiązanie – 1000 zł miesięcznie na wynajem mieszkania oraz opłacenie pierwszego czynszu i kaucji, która miała zostać rozliczona później. Surmaj nie miał wówczas większego wyboru i zgodził się na te warunki. Kilka dni później podpisano umowę na kwotę 2750 zł + 1000 zł dodatku mieszkaniowego, czyli łącznie 3750 zł podstawy oraz 350 zł premii za wygrany mecz.
Chaos finansowy i wypłaty z kieszeni prezesa
Problemy z wypłatami pojawiły się niemal natychmiast. Zawodnik otrzymywał pieniądze nieregularnie – mniej więcej co dwa, trzy tygodnie. Na początku były to niewielkie przelewy „na bieżące wydatki”, później wyłącznie gotówka.
– Raz 1000 zł, raz 1500, innym razem 2000 zł. Zazwyczaj wyglądało to tak, że przychodziliśmy do klubu i kto pierwszy zdążył wejść do prezesa, ten miał szansę dostać pieniądze. Sięgał wtedy do kieszeni, wyciągał banknoty i wypłacał tyle, ile akurat miał przy sobie – opisuje Surmaj.
Jeśli brakowało gotówki, słyszeli: „jutro będzie”. To „jutro” często przeciągało się jednak o tydzień, a nawet dwa. Zaległości rosły z miesiąca na miesiąc, a zawodnicy coraz częściej dopytywali o wypłaty.
Konflikt i groźby
Do eskalacji doszło w listopadzie 2024 roku, gdy Surmaj ponownie nie otrzymał pełnej pensji. Brakowało około 500 zł.
– Napisałem do prezesa i zapytałem, kiedy zamierza mi wypłacić resztę. Odpowiedział, że „wszystko się zgadza”, a chwilę później telefonicznie zaproponował rozwiązanie kontraktu, tłumacząc, że „za dużo go kosztuję” – wspomina zawodnik.
Czytaj też: https://regionalna24.pl/ciety-jezyk-pana-prezesa-n1294002/
W pierwszej rozmowie ton był spokojny. Surmaj wysłuchał prezesa i starał się go zrozumieć. – Powiedziałem, że to część piłki nożnej, na którą każdy się godzi. Być może nie spełniłem jego oczekiwań, może miał inne powody – mówi.
Kilka dni później, po konsultacji z Polskim Związkiem Piłkarzy, który potwierdził, że ma pełne prawo dochodzić należności w sądzie, sytuacja diametralnie się zmieniła.
– Gdy poinformowałem o tym prezesa, otrzymałem telefon pełen wulgaryzmów i gróźb. W rozmowie padały słowa: „Ty cwaniaku jeb…ny”, a w jednej z wiadomości SMS, którą mam do dziś, przeczytałem: „poznałem w życiu wielu skur…ieli, ale Ty jesteś nie do podrobienia”. Dla mnie to wręcz komplement od takiego człowieka – mówi z ironią piłkarz.– Słyszałem też: „Zobaczymy się w sądzie”, „Uważaj, jak przechodzisz przez pasy”. Żałuję, że nie nagrałem tych rozmów – dodaje.
Wspomina również wcześniejsze spięcia podczas meczów. – Pamiętam spotkanie z Ilanką Rzepin, gdy nie podałem tam, gdzie prezes chciał, i z boku usłyszałem tylko: „Ku…wa mać, ale on mnie wk…rwia! Niech już stąd wypie…dala, mam go dosyć!”. Potem w czasie drogi powrotnej śmialiśmy się z chłopakami z tekstu prezesa. Jednocześnie jednak byliśmy w szoku, jak tak można powiedzieć. Takie sytuacje sprawiały, że coraz częściej myślałem o odejściu-stwierdza Surmaj.
Niestety po zakończeniu rundy jesiennej czarny scenariusz się ziścił.
– Powiedziałem prezesowi, że zgadzam się na rozwiązanie umowy, ale proszę o wypłatę jednej pensji, żebym mógł spokojnie opłacić mieszkanie i przetrwać okres świąteczny. Usłyszałem tylko: „Absolutnie mnie to nie interesuje. Nie widzę powodu, żeby płacić, skoro już nie chcę z tobą współpracować”. Kiedy przypomniałem o obowiązującej umowie, odparł: „Jaką umowę, Seba, proszę cię…”. Wtedy postanowiłem dochodzić swoich praw – relacjonuje piłkarz.
Ostatecznie w styczniu 2025 roku kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron, jednak bez zrzeczenia się należnych pieniędzy. Po dwóch wezwaniach do zapłaty zaległych wynagrodzeń, zawodnik postanowił działać.

Wyrok: klub musi zapłacić ponad 16 tysięcy złotych
Sebastian Surmaj złożył pozew do Piłkarskiego Sądu Polubownego PZPN, który pełni w futbolu rolę arbitrażu. Wyroki tego sądu mają moc równą orzeczeniom sądów powszechnych i mogą być egzekwowane przez komornika.
19 września 2025 roku sąd wydał wyrok, w którym jednoznacznie przyznał rację zawodnikowi. Na mocy orzeczenia Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Miejski Klub Sportowy „Stal” Jasień ma wypłacić Sebastianowi Surmajowi 11 940,65 zł tytułem zaległego wynagrodzenia wraz z ustawowymi odsetkami oraz 4 617 zł zwrotu kosztów postępowania, w tym 3600 zł za zastępstwo procesowe.
Klub z Jasienia złożył wniosek o ponowne rozpoznanie sprawy, ze względu na uchybienia formalne. -Myślę, że to takie przeciąganie sprawy i odwlekanie nieuchronnego -twierdzi Senastian Surmaj.
Problem szerszy niż jeden zawodnik
Sprawa Surmaja nie jest odosobniona. Wielu byłych graczy Stali Jasień wciąż domaga się zaległych pieniędzy. Problemem jest często brak podpisanych umów cywilno-prawnych lub profesjonalnych kontraktów, co uniemożliwia skuteczne dochodzenie roszczeń.
– Próbowałem załatwić sprawę polubownie, ale klub mnie ignorował. Nie miałem wyjścia – musiałem skierować sprawę do sądu – podkreśla Surmaj.
Były zawodnik Stali Jasień przyznaje, że przed dołączeniem do drużyny słyszał już ostrzeżenia dotyczące sposobu zarządzania klubem. – Mówiono mi: „Nie idź tam bez umowy”. Miałem jednak nadzieję, że będzie inaczej. Niestety, nie było – mówi.
Wygrana Sebastiana Surmaja może stać się precedensem i otworzyć drogę także innym piłkarzom, którzy zostali poszkodowani przez klub z Jasienia.