Strona główna » Tego wypadku można było uniknąć

Tego wypadku można było uniknąć

przez PS

Tak mówią bliscy Artura Idziaka (†53 l.), który zginął w wypadku w Gedii. Wciąż trwa prokuratorskie śledztwo, a rodzina wynajęła adwokata.

– Około 2.30 zadzwonił do mnie znajomy i powiedział mi, że tata uległ bardzo ciężkiemu wypadkowi i żebym jak najszybciej jechał do szpitala – opowiada Miłosz Idziak, syn Artura. 

Do wypadku doszło w marcu ub. roku, na nocnej zmianie. 

Całą rodziną pojechali na Szpitalny Oddział Ratunkowy do Nowej Soli, a tam dowiedzieli się, że Artura nie udało się uratować. Miłosz tego samego dnia pojechał do zakładu odebrać rzeczy ojca. 

– Widziałem tę potężną maszynę. Próbowałem wypytać o coś pracowników. Powiedzieli mi tylko, że ta maszyna nie miała prawa ruszyć w kierunku ojca – opowiada Miłosz. 

– Zarząd Gedii odezwał się do nas dwa dni po zdarzeniu. Mamy żal do firmy, że o wypadku nie poinformował nas nikt z kierownictwa, czy dyrekcji. Rozmowy z nami były prowadzone pocztą pantoflową przez znajomego, a przecież mówimy o potężnym pracodawcy – opowiada Miłosz. 

Wspomina, że po wypadku chodziły różne plotki i wersje zdarzeń, także w gminie Siedlisko, w której mieszkają. – Niektóre wersje były bardzo bolesne – mówi Miłosz. 

Odebraliśmy to jako umywanie rąk  

Rodzinę zaproszono na spotkanie w Gedii. Miłosz pojechał z mamą. 

– Padały tam różne propozycje, także finansowe. W naszym odczuciu one były karygodne. – mówi M. Idziak. Wtedy rodzina zgłosiła się do mecenasa Dariusza Szczepaniuka

Rodzice zmarłego przystali na propozycję ugodową, ale Miłosz i jego mama wciąż negocjują z Gedią. Trzeba dodać, że firma nie jest zobowiązana żadnym wyrokiem do wypłaty zadośćuczynienia rodzinie, ale zaproponowała to sama z siebie. Miłoszowi i jego mamie nie spodobało się to, jak zostali potraktowani.    

– Empatia ze strony zakładu była na niskim poziomie. Zważywszy na to, przez co przeszliśmy. Straciliśmy najbliższą osobę. Dla nas to cios, po którym do dzisiaj nie możemy się pozbierać. Przez tyle lat tata pracował jako kierowca i bezpiecznie wracał do domu, tymczasem zginął w zakładzie, w którym powinny być zapewnione wszelakie warunki bezpieczeństwa i higieny pracy – mówi Miłosz. Dodaje, że do dzisiaj wspólnie z mamą musi korzystać z pomocy terapeutów. 

Brakuje mi ojca 

Miłosz jest jedynakiem. 

– Byłem bardzo zżyty z ojcem. Przez wiele lat pracował jako kierowca. Sześć dni w tygodniu, także na nocki. Ciężko pracował, żeby utrzymać dom. W pewnym momencie uznał, że jest zmęczony to pracą i zatrudnił się w Gedii, słyszał, że to bardzo porządny pracodawca. Pracował tam od 1,5 roku – wspomina syna. Mówi, że tata był złotą rączką. – Brakuje go strasznie w domu i teraz ja musiałem przejąć jego obowiązki. Tato ma niepełnosprawnego brata, który urodził się z porażeniem mózgowym. Na razie zajmują się nim moi dziadkowie, ale tata zawsze ich zapewniał, że jeżeli ich zabraknie, to on zaopiekuje się bratem, pomagał im finansowo. Dla brata i dla rodziców mój tata był stopniem bezpieczeństwa. A teraz go zabrakło – mówi Miłosz. 

Bardzo nieprzyjemna śmierć 

Wypadek badała Państwowa Inspekcja Pracy. Równolegle śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Nowej Soli. 

Obecnie śledztwo w powyższej sprawie pozostaje zawieszone z powodu długiego okresu oczekiwania  na opinię biegłego z zakresu automatyki oraz bezpieczeństwa i higieny pracy mgr. inż.  Marcina Kosickiego. Termin wydania opinii ustalono na 31 marca 2026 roku” – napisała nam Ewa Antonowicz, rzecznik prokuratury okręgowej.

Kiedy w lipcu ub. roku dopytywaliśmy o śledztwo, Ewa Antonowicz, rzeczniczka ujawniła, że w ramach prowadzanego postępowania ustalono, że przyczyną śmierci pokrzywdzonego były rozległe obrażenia czaszkowo-mózgowe. Artur obsługiwał lawetę służącą do przenoszenia przyrządów. To specjalny stół, który wjeżdża pod prasę ważącą kilkadziesiąt ton. Z relacji światków wynika, że stół, gdy wjedzie pod prasę, powinien się zatrzymać, ale się nie zatrzymał. Przejechał na drugą stronę prasy i przygniótł pracownika. Współpracownicy rzucili się mu na pomoc. Rozkleszczyli stoły dwoma wózkami widłowymi i wydostali kolegę. 

Prokuratura przeprowadziła eksperyment procesowy na maszynie, przy której doszło do wypadku.

– Nie stwierdzono uszkodzeń mechanicznych tej maszyny – mówiła wtedy Antonowicz. – Podczas pierwszych prób maszyna działała poprawnie, czyli stół reagował na przyciski pilotów i maszyna zatrzymywała się. Podczas trzeciej próby zasymulowano utratę połączenia sygnału Wi-Fi stołu z maszyną. I wtedy po wydaniu komendy pilotami stół ruszył. Następnie odłączono przewód komunikacyjny od sterownika, a stół nadal kontynuował jazdę, pomimo tego, że sterownik stracił komunikację z maszyną, nie reagował na piloty i czujniki, prowadził do kolizji z drugim stołem – wyjaśniała rzeczniczka.

– To skomplikowane śledztwo – przyznaje D. Szczepaniuk. Jednym z głównych dowodów jest nagranie z firmowego monitoringu. D. Szczepaniuk wiedział je wiele razy. Nikt z rodziny nie miał siły, żeby je obejrzeć, mecenas relacjonował im co jest na filmie. 

– Bardzo nieprzyjemna śmierć, której według mnie można było uniknąć – mówi D. Szczepaniuk. Dodaje, że taki pogląd jest poparty nie tylko tym co zobaczył na filmie, ale także po analizie dokumentów i instrukcji prasy. 

Co ustaliła inspekcja?

O to co udało się ustalić w tej sprawie spytaliśmy także Okręgową Inspekcję Pracy w Zielonej Górze. Jerzy Jaboński, szef tej instytucji odpisał nam:

„Wypadek wydarzył się w trakcie przezbrajania prasy mechanicznej zagranicznej produkcji. Pracownik przebywający w strefie pracy stołów został przyciśnięty przez przesuwający się stół, doznał urazu głowy, zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Okoliczności i przyczyny wypadku badał zespół inspektorów pracy OIP Zielona Góra. Inspektorzy w odniesieniu do tego wypadku ustalili zarówno przyczyny techniczne (w zakresie funkcjonowania maszyny), organizacyjne (w zakresie nadzoru, strefy niebezpiecznej, instrukcji bhp) i ludzkie (zachowanie poszkodowanego). Maszyna, przy eksploatacji której doszło do wypadku została objęta kontrolą w zakresie spełniania wymagań zasadniczych.

W związku z ustalonymi niezgodnościami dotyczącymi: instrukcji użytkowania, działania maszyny oraz zagrożeń o charakterze elektrycznym, sprawa została do dalszego procedowania przekazana do organu nadzoru rynku kraju siedziby producenta (teren UE).

Wobec osób odpowiedzialnych przeprowadzono postępowanie w sprawach o wykroczenia. Inspektorzy wydali środki prawne w tej sprawie: decyzje w nakazach, wnioski w wystąpieniach, w trakcie kontroli decyzje ustne. W związku z wypadkiem niezależne postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Nowej Soli”.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz