Strona główna » Cudotwórca z Kożuchowa

Cudotwórca z Kożuchowa

przez PS

Stary lis samorządu Jacek Milewski miał być gwarantem spokojnej pracy dla niedoświadczonej burmistrz Aliny Śmigiel. Tymczasem jest odwrotnie, pakuje ją w kolejne kłopoty.

Na ostatnie sesji Jacek Milewski, wiceburmistrz Kożuchowa, zacytował radnym swoje ulubione powiedzonko: – Niemożliwe załatwiamy, od ręki. Na cuda trzeba trochę poczekać – powiedział. 

Motto samorządowe Jacka Milewskiego wiceburmistrza Kożuchowa https://www.youtube.com/shorts/k3TpmALehK8

Chwile później o głos poprosili mieszkańcy z ul. Topolowej, protestujący przeciwko antenie telefonii komórkowej, którą w ub. roku postawiono im pod oknami. Oni liczą na cud, czyli przeniesienie wieży z dala od ich domostw. 

– Kto wydał decyzję lokalizacyjną dla tej wieży? Dostaliśmy kopię dokumentu, ale bez pieczątek, bez podpisów. Dlatego chcielibyśmy wiedzieć kto imiennie się pod tym podpisał? Czy to była pani burmistrz, czy zastępca burmistrza? Bo całe zło zaczęło się od tej decyzji  – pytali. 

– Fizycznie podpisałem ją ja, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Podpisałem w imieniu organu, dlatego odpowiedzialność jest wspólna i proszę nas nie rozgrywać, bo to, do niczego nie prowadzi – tłumaczył J. Milewski. 

Dla niego może to nie miało znaczenia, ale dla mieszkańców ma ogromne. Dobrze wiedzą, że w Kożuchowie jest gościem, pamiętają, że przychodził tu w aurze samorządowego guru, który na wszystkim się zna, tymczasem nie potrafił przewidzieć, że w tej sprawie będzie opór społeczny. 

– W zasadzie nie wiadomo, jaką korzyść z pracy pana Milewskiego mają mieszkańcy Kożuchowa – tak komentowano na osiedlu przy wieży.   

Zabrakło wrażliwości 

Zarówno A. Śmigiel, jak i J. Milewski skupili się na tym, że dopełnili wszystkich procedur. I upierali się, że nie można było wydać decyzji odmownej. Nie uderzyli się w pierś, że mogli wyjść do ludzi i spytać ich o zdanie. A. Śmigiel twierdziła, że takich postanowień są dziesiątki miesięcznie, ale raczej nie dotyczących wież. W mieście są trzy anteny, a łącznie w gminie jest ich pięć. 

Kto podpisał się pod decyzją? – pytali mieszkańcy na sesji: https://www.youtube.com/watch?v=ZKXVo1xJKbs

Mamy żal, że w naszej sprawie zabrakło komunikacji i wrażliwości społecznej. Po prostu państwo zadecydowaliście, powtarzając jak mantrę, że jest to inwestycja celu publicznego i koniec, to zamyka drogę odwoławczą. Tymczasem z mediów dowiedzieliśmy się, że Play była skłonna zmienić lokalizację, ale informacja od gminy poszła za późno, kiedy maszt już stał. Teraz to jest musztarda po obiedzie. Decyzja lokalizacyjna była podjęta w listopadzie 2024 roku. Był grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień, dalej żeście spali w zimowym śnie.  O tej inwestycji dowiedzieliśmy się z chwilą montażu masztu. Informacja była w Biuletynie Informacji Publicznej, ale nikt tam nie zagląda, a są jeszcze Aktualności kożuchowskie, albo słupy betonowe, nawet kartkę na płocie można było przykleić – mówił na sesji Józef Mindler z ul. Topolowej. W odwecie usłyszał, że gazeta podała nieprawdę, a władze nie mają sobie nic do zarzucenia. 

O wieżę i kontakty z gminą pytaliśmy Play (P4). Odpisano nam, że pismo z gminy z prośbą o rozważenie zmiany lokalizacji dotarło do nich 18 grudnia, kiedy antena już stała i czekała na włączenie. Uruchomiono ją 29 grudnia. 

Dialog ze społecznością lokalną jest ważny w procesie inwestycyjnym operatora, jednak aktywny udział gminy na wcześniejszych etapach procesu inwestycyjnego mógłby znacząco ograniczyć napięcia społeczne i zwiększyć akceptację lokalnej społeczności dla infrastruktury telekomunikacyjnej – odpisał nam Paweł Antończyk, pracownik P4 odpowiedzialny za kontakt z mediami. 

Bierny jak radny z Kożuchowa 

Mieszkańcy zastanawiają się, czy A. Śmigiel w ogóle wiedziała o decyzji J. Milewskiego. 

– Może gdyby sama miała się podpisać to podjęłaby inną decyzję – zastanawiają się.  Dziwi ich też postawa radnych, którzy biernie słuchali tego, jak J. Milewski pouczał wszystkich, że nie dało się postąpić inaczej, zwłaszcza, że na tej samej sesji lamentowali, że bez konsultacji wciśnięto strzelnicę mieszkańcom Radwanowa. Nikt nie dostrzegł analogii, chociaż w przestrzeni publicznej wiadomo, że negatywną decyzję co do lokalizacji masztów wydali m.in. prezydent Zielonej Góry, czy ostatnio władze Nowej Soli. A więc można. W drugim przypadku starostwo i tak dało pozwolenie na budowę, ale nikt z mieszkańców nie może zarzucił władzom Nowej Soli, że wszystko biernie aprobowało. Mało tego, prezydent Beata Kulczycka szuka możliwości zaskarżenia decyzji starostwa.

Ktoś kto siedzi wiele lat w samorządzie doskonale wie, że konsekwencją może być skarga inwestora do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a później wieloletnia walka przed sądami administracyjnymi. Oczywiście władze Kożuchowa powiedzą, że nie było na czym oprzeć negatywnej decyzji. Byłoby gdyby tylko wyszli zapytać mieszkańców. Ale takiego cudu nie było. Nikt nie wyszedł do ludzi. 

W Nowej Soli byłego prezydenta nie mają za cudotwórcę. https://regionalna24.pl/rachunek-za-bledy-wladzy-ile-kosztuje-upor/

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz