Sparing sparingiem, ale skuteczność w piłce nożnej wciąż pozostaje walutą najcenniejszą. W niedzielę, 15 lutego, na stadionie Okrąglak w Żarach boleśnie przekonała się o tym Unia Kunice, która uległa Budowlanym Lubsko aż 1:6.
Obie drużyny przystąpiły do meczu w mocno okrojonych składach – Unia w czternastu, Budowlani w trzynastu zawodników, w tym z dwoma bramkarzami. Mimo kadrowych braków od pierwszych minut oglądaliśmy otwarty futbol, bez kalkulacji i asekuracji.
I to właśnie zespół z Kunic rozpoczął lepiej. Po składnej akcji na prowadzenie wyprowadził go Fabian Dułak. W tamtym momencie nic nie zapowiadało tak jednostronnego finału. Unia miała kolejne sytuacje, by pójść za ciosem. Tyle że między słupkami gości stał Konrad Jonio. Bramkarz Budowlanych Lubsko w pierwszej połowie kilkukrotnie popisał się znakomitymi interwencjami, broniąc stuprocentowe okazje i utrzymując swój zespół w grze.
A piłka nożna bywa bezlitosna. Niewykorzystane sytuacje szybko się mszczą.
Z każdą minutą to drużyna z Lubska przejmowała kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Gdy już dochodziła do głosu, była konkretna i skuteczna. Do siatki trafiali kolejno: Oskar Chwieszczennik, Paweł Niewiadomski, Jakub Kajetańczyk, Patryk Siwik oraz Adrian Bławuciak. Padła także bramka samobójcza – piłkę do własnej siatki skierował Paweł Maćków.
Owszem, Budowlani również nie wykorzystali wszystkich okazji – piłka odbijała się od słupka, trafiała w poprzeczkę, zdarzały się niecelne strzały. Różnica polegała jednak na tym, że gdy nadarzała się kluczowa szansa, zespół z Lubska potrafił ją zamienić na gola. Tego elementu wyraźnie zabrakło Unii.
Wynik 6:1 mówi sam za siebie. Jedna drużyna była skuteczna i konsekwentna, druga – mimo niezłego początku – nie potrafiła utrzymać tempa i odpowiedzieć na rosnącą presję rywala. Dla jednych udany sprawdzian przed ligą, dla drugich materiał do poważnych wniosków.









































