No cóż, podobno czego bym nie napisała, będziecie to czytali. To zobaczymy.
Ostatnio prezes Kado Górzyn, Sławek Ciechanowicz, powiedział mi, że już nie może się doczekać felietonu. I że tęsknił, i że mogę pisać nawet o pomidorowej i gołąbkach, bo i tak wszyscy będą to czytali. Hmm, serio? Czyli w zasadzie mogłabym poprowadzić rubrykę pod wdzięcznym tytułem: „O garach”, bo przecież na tym znam się najlepiej, prawda Jaro? Umiem przyrządzić obie te potrawy, ale wolę przysmażać tyłki zawodnikom, gotować działaczy i przypiekać na żywym ogniu sędziów. Dlatego nieraz będę ugniatać, jak ciasto na pierogi, wybujałe ego niektórych pseudo sportowców, prezesów i dziennikarzy. Może nie dostaniecie niestrawności?
Przypuszczam iż wątpię. Bo ja nieustannie lecę na alugastrinie.
Od samego patrzenia na ten żałosny grajdoł i na to co w nim się wyrabia, jest mi niedobrze. A może po prostu za dużo wpieprzam czekolady? To też możliwe. W każdym razie wyczyny niektórych panów „trenerów” i „działaczy” powodują u mnie permanentny odruch wymiotny.
Miało być o piłce nożnej, ale LZPN postanowił odwołać kolejkę 4.ligi. Bo boiska ucierpią od deszczu, śniegu i wiatru. I od różnych innych czynników. Na przykład od korków piłkarzy. Galopowanie po rachitycznej i źle utrzymanej trawce przez 90 minut na bank, by się jej nie przysłużyło. Ale czy nie do tego właśnie są przeznaczone boiska piłkarskie? Do grania? Widocznie nie u nas. Piłka nożna musi więc poczekać. Póki co zaparzę sobie rumianku. Mogę poczęstować jak ktoś ma ochotę. Może wiceprezes Promienia by się skusił? Zapraszam.
Jednakże byli odważni, którzy mimo „szalejących zamieci i huraganowego wiatru” zagrali, bo odbył się 1(słownie: jeden) sparing b-klasowych drużyn. Na Okrąglaku. Oczywiście tradycyjnie żarski MOSRiW miał wyrąbane i nie kiwnął palcem, żeby nawierzchnię jakoś przygotować. Jakkolwiek. Nikt nawet nie próbował. A kluby płacą grubą kapuchę (miało być kulinarnie i jest, włala) za wynajem tego bubla. Proponuje się zbuntować i olać żarskiego nieroba i przenieść się do Żagania albo Szprotawy. Gdzie jest taniej i bardziej cywilizowanie. I komuś się chce.
Będzie za to o koszykówce. Też piłka, tylko taka czerwona.
W Krono się dzieje. Musiało, bo mogło się okazać, że koszykarze pierwszy raz od lat, nie awansowaliby do fazy play-off. Dlatego najpierw w drużynie pojawił się czarnoskóry gracz. I dobrze, bo wniósł do tego bezbarwnego towarzystwa powiew jakości i widowiskowości. Nie do końca chyba było to uzgodnione z ówczesnym trenerem żaran, bo zaraz potem Nikodem Sirijatowicz pożegnał się z zespołem. Oczywiście z powodów osobistych. Ciekawe czy ktoś w to uwierzył? Na ławce trenerskiej pojawił się Redżi. Ikona koszykarska naszego grajdoła. Trener legenda. Człowiek orkiestra. I tak mogę cały czas. Uczyłam się od mistrzów. Zmiana szkoleniowca miała spowodować cud. Czyli mieli grać lepiej. Stanowczo. I na luziku wygrywać każdy mecz. Cud się nie zdarzył, bo żaranie grają tak samo. Gdyby nie Jay C. to miejsce w plejofach odjechałoby w siną dal. A tak, chyba zajmą miejsce w pierwszej ósemce, grając nadal archaiczną koszykówkę rodem z epoki kamienia łupanego i stosując metodę, i tu użyję piłkarskiej metafory: Laga na Leszcza i niech on się martwi, jak dociągnąć korzystny wynik do końca. A młodzi nadal grzeją ławę, wchodząc na kilka minut, nieraz sekund, a niektórzy nawet wcale. Nie podoba mi się to. No tak, wcześniej też mi się nie podobało. I nie ma siły, żeby mi się takie coś, kiedykolwiek spodobało. Nawet po literku, na skuterku.
56
Poprzedni artykuł