Zajrzeliśmy w wyniki z egzaminów na prawo jazdy? Które szkoły z powiatu nowosolskiego w ub.r. najlepiej przygotowywały do egzaminu praktycznego?
Ranking szkół jazdy za 2025 rok przygotowaliśmy w oparciu o dane ze starostwa w Nowej Soli. To tam kwartalnie dostarczane są statystyki zdawalności z wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego (WORD). Trzeba pamiętać, że niektórzy mieszkańcy Powiatu nowosolskiego zdają egzamin nie tylko w Zielonej Górze, ale często decydują się także na zdawanie go w Głogowie. Chociaż do Głogowa jest dalej niż do Zielonej Góry, to kursanci decydowali się tam jeździć bo panowała wśród nich opinia, że w głogowskim WORD łatwiej zdać. Dotarliśmy do danych z tych dwóch ośrodków dzięki czemu mamy pełniejszy obraz zdawalności w 2025 roku.
Uczy już 25 lat
Kolejny raz na szczycie rankingu jest Ośrodek Szkolenia Kierowców „AURA” z Nowej Soli. Od lat z powodzeniem prowadzi go Józef Dysiewicz. – Ile lat już szkolę przyszłych kierowców? Będzie 25 lat – przyznaje nam pan Józef. W pracy pomagają mu synowie więc ma nadzieję, że niedługo będzie im mógł przekazać stery swojej firmy.

J. Dysiewicz zdradza, że ostre zimy nie sprzyjają szkołom jazdy. – Jak kursanci zobaczyli w tym roku śnieg i mróz, to przyszło ich o połowę mniej niż zwykle. Czekali aż zima odpuści i dopiero wtedy zapisali się na kurs. Obawiali się nauki w takich warunkach – mówi J. Dysiewicz.
Opowiada, że pada już mit Głogowa „jeźdź tam, to zdasz”. – Jeszcze dwa, trzy lata temu przepuszczali tam na egzaminach i nie patrzyli, czy ktoś umie dobrze jeździć. Teraz to już wróciło do normalności. Kursanci zaczęli zauważać, że ta wyprawa do Głogowa, gdzie jedzie się godzinę, nie jest już aż tak opłacalna. Tymczasem do Zielonej Góry jest od nas 15 minut i już się ćwiczy – mówi pan Józef. Dodaje, że takie podejście głogowskiego WORD tylko psuło rynek.
Wysoko w rankingu jest też Szkoła Nauki Jazdy „Atut” z Nowej Soli. Jeśli chodzi o zdawalność jest tuż za „Aurą”, ale jeśli chodzi o ilość egzaminów żadna inna szkoła w powiecie nie może się z nią równać. W ub. roku kursanci „Atutu” podchodzili do egzaminu 565 razy i 220 razy go zdali.
Właścicielem szkoły jest Przemysław Prusaczyk, instruktor z 19-letnim doświadczeniem.

– Staramy się stworzyć przyjazną atmosferę do nauki, więc może to ma wpływ, że nasi kursanci dobrze przyswajają sobie wiedzę i radzą sobie na egzaminie. Mamy siedmiu doświadczonych instruktorów, a na koniec zawsze robimy egzamin wewnętrzny – mówi P. Prusaczyk. Twierdzi, że wciąż sporą popularnością cieszy się Głogów, bo tam egzaminy są w strefie, gdzie jest mniejszy ruch. – W Zielonej Górze jest inna dynamika, większy ruch, ronda turbinowe, ale dzięki temu można się nauczyć lepiej jeździć. Co z tego, że ktoś zda egzamin i będzie miał prawo jazdy, jak będzie się bał wjechać do miasta. – mówi P. Prusaczyk.
Mniej odporni na stres
Kurs to 30 godzin, ale jak mówi J. Dysiewicz niektórym i 40 godzin za mało, żeby dobrze się wyuczyć. – Predyspozycje kursantów maleją. Jednak ten wirtualny świat powoduje, że młodzi ludzie mają słabszą wyobraźnię. Trzeba dużo im mówić i ich psychomotoryka jest słabsza. Kiedyś jednak tej piłki było więcej, biegania po podwórku, wspinania się na drzewa, te pokolenia miały dzięki temu lepszą psychomotoryka. Obecne pokolenia są przyzwyczajone, że przychodzą na gotowe i nie muszą się wysilać. Ostatnio z kursantem zatrzymaliśmy się na spadku i auto zaczęło mu się cofać. Pytam go czujesz, że coś jest nie tak? On, że auto jedzie, ale czemu skoro ma stać. Mówię mu, że siła fizyczna go ciągnie w dół, rób coś, reaguj, siłą woli go nie zatrzymasz – opowiada J. Dysiewicz.
P. Prusaczyk zauważył też, że młodzi kursanci są mniej odporna na stres. – Słabo sobie radzą ze stresującymi sytuacjami na drodze, a wiadomo, że takich jest zawsze sporo. Musimy się czasem wcielać w rolę psychologów i mówić, że tylko spokój ich uratuje. No i spada niestety wiedza techniczna o samochodach i mechanice – mówi instruktor.
J. Dysiewicz twierdzi, że ok. 75 proc. kursantów, którzy wyszli spod reki dobrego instruktora, ma szansę zdać za pierwszym razem. Pozostałe 25 proc. to grupa, która nie zależenie od tego kto szkoli i tak będzie miała problemy na egzaminie.
