Strona główna » Kontuzja zmieniła wszystko. Delta bezlitosna po przerwie

Kontuzja zmieniła wszystko. Delta bezlitosna po przerwie

przez Małgorzata Fudali-Hakman

W sobotnie popołudnie, 21 lutego, na sztucznej nawierzchni żarskiego Okrąglaka iskrzyło od pierwszego gwizdka. A-klasowa Delta Sieniawa Żarska podejmowała w kolejnym meczu kontrolnym B-klasowe rezerwy Budowlani Lubsko i choć na papierze wszystko wskazywało na gospodarzy, boisko długo wcale tego nie potwierdzało.

Młody zespół z Lubska przyjechał w skromnym składzie, ale z ogromnym charakterem.

–Do dyspozycji mieliśmy tylko 12 zawodników plus dwóch bramkarzy z uwagi na ferie i wyjazdy, ale nie ma co narzekać – mówił po spotkaniu trener gości Krzysztof Matrunionek. – Zespół dobrze wszedł w mecz, nie przestraszyli się zawodników Delty.

I rzeczywiście, nie było widać różnicy klas. Delta częściej operowała piłką, próbowała budować akcje szeroko, spokojnie, cierpliwie. Ale to Budowlani byli konkretniejsi. Cztery świetne okazje w pierwszej połowie, czyli cztery momenty, w których faworyt mógł zostać boleśnie ukłuty.

Po przerwie wszystko się zmieniło. Jeden z zawodników z Lubska doznał poważnej kontuzji kolana. Na stadion podjechała karetka, a piłkarz został przetransportowany na SOR do szpitala. Długa przerwa wybiła młody zespół z rytmu. Emocje opadły, koncentracja uleciała, a mecz, niestety, stracił swój wcześniejszy pazur.

– Od tego momentu gra się posypała. Drugą połowę tak naprawdę tylko dograliśmy do końca. Brawa dla Delty – przyznał szkoleniowiec gości.

A Delta nie zamierzała czekać. Gdy tylko wyczuła moment zawahania, wcisnęła gaz do dechy. Skrzydła zaczęły pracować pełną parą, tempo wzrosło, a defensywa z Lubska coraz częściej pękała pod naporem. Dwukrotnie do siatki trafił Kanu Gabriel Junior, a po jednym golu dorzucili Wojciech Dąbrowski i Filip Pisarek. Doświadczenie i chłodna głowa zrobiły swoje.

– Graliśmy fantastyczny futbol. Już dawno nie widziałem tak wspaniałego widowiska – mówił trener Delty Marek Sitarek. – Obrona wciągała przeciwnika, by raz po raz wykorzystywać ich słabość, rozgrywając szybkie akcje skrzydłami. Częste zmiany stron były zabójcze dla rywala. W każdej formacji byliśmy bardziej efektywni, co przełożyło się na pełną kontrolę nad spotkaniem. Fazy przejściowe były tak zróżnicowane, że przeciwnik momentami nie wiedział, czy gra mecz piłkarski, czy bierze udział w „Tańcu z gwiazdami”.

To był mecz dwóch historii. Pierwsza, o odwadze, młodości i niewykorzystanych szansach. Druga, o doświadczeniu, wyrachowaniu i bezlitosnym wykorzystaniu momentu słabości rywala. Ostatecznie wygrała jakość i skuteczność. Ale przez pierwsze 45 minut faworyt naprawdę musiał patrzeć rywalowi prosto w oczy.

Zobacz także

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz