Strona główna » Jak policzyć do dwóch trzecich i nie zwariować, czyli co to jest jest obustronny walkower

Jak policzyć do dwóch trzecich i nie zwariować, czyli co to jest jest obustronny walkower

przez Małgorzata Fudali-Hakman

Na boisku wszystko było jasne.

7 czerwca Budowlani II Lubsko pokonali Kado II Górzyn 4:2 w 24. kolejce rozgrywek żarskiej B- klasy. Kibice wrócili do domów, a piłkarze mogli spokojnie rozpamiętywać mecz i zastanawiać się, czy druga bramka była ładniejsza od pierwszej, trzeciej czy czwartej.

Potem do gry weszły paragrafy.

I nagle okazało się, że w piłce nożnej nie wystarczy już umieć strzelać bramek. Trzeba jeszcze biegle posługiwać się kalkulatorem, regulaminem i najlepiej mieć pod ręką kogoś, kto potrafi rozszyfrować, co autor miał na myśli, pisząc o dwóch trzecich.

Najpierw ktoś usłużny znalazł Adriana Bławuciaka. Jakby poszperał mocniej może dokopałby się do Chin. Okazalo się, że Buba przekroczył limit występów w drużynie wyższej klasy rozgrywkowej. Walkower dla Kado. Górzynianie dopisali sobie 3 punkty, a lubszczanie zadawali sobie pytanie: Znowu?

Ale co się odwlecze to nie uciecze. Piłkarskie CBŚ ruszyło pełną parą. „Ktoś” poszukał i znalazł Patryka Kniata z Kado Górzyn. W ruch poszły Extranet, kalkulatory i regulaminy. Brakowało tylko taśmy policyjnej i techników kryminalistyki przeczesujących protokoły meczowe.

Efekt?

Obopólny walkower.

I tak doszliśmy do paradoksalnej sytuacji, w której mecz zakończony na boisku wynikiem 4:2 przeszedł do historii bardziej z powodu paragrafów niż bramek.

Kiedy piłkarze liczą gole, działacze liczą ułamki

W teorii wszystko wygląda banalnie.

Regulamin mówi, że zawodnik traci prawo gry w drużynie niższej klasy po rozegraniu dwóch trzecich oficjalnych meczów w drużynie wyższej klasy.

Dwie trzecie. Matematyka z podstawówki. Problem zaczyna się wtedy, gdy kilku ludzi siada nad tym samym regulaminem i po godzinie dochodzi do szesnastu różnych wniosków. I wtedy rodzą się pytania. A każde następne bardziej absurdalne od poprzedniego.

Czy limit liczy się na dzień meczu?

Czy na koniec rundy?

Czy na koniec sezonu?

Czy liczą się mecze pucharowe?

Jak traktować zawodników zgłoszonych dopiero zimą?

A co z młodzieżowcami?

Im dłużej człowiek czyta ten regulamin, tym bardziej przypomina on instrukcję składania szafy z Ikei. Niby wszystko jest napisane. Niby nawet są obrazki. Tylko po dwóch godzinach zostają trzy śrubki, jedna półka i poczucie, że coś poszło nie tak.

Dwóch winnych i pół regulaminu

Najciekawsze jest to, że obaj zawodnicy znaleźli się w bardzo podobnej sytuacji. Adrian Bławuciak został zgłoszony dopiero przed rundą wiosenną. Patryk Kniat również. I właśnie tutaj zaczyna się zabawa, bo regulamin nakazuje uwzględniać mecze rozegrane po potwierdzeniu zawodnika do klubu.

Niby jasno.

Tylko później trzeba jeszcze ustalić, które mecze liczyć, do którego momentu je liczyć i jak rozumieć sam moment przekroczenia limitu. Przyznam szczerze, że po kilku godzinach analizowania przepisów miałam momentami wrażenie, że łatwiej byłoby rozszyfrować instrukcję obsługi radzieckiej łodzi podwodnej niż dojść do jednego, niepodważalnego wniosku.

Finał Pucharu i ?

Największy problem pojawił się jednak kilka dni wcześniej. 4 czerwca rozegrano finał Pucharu Polski. Kado II Górzyn wystawiło w nim sporą grupę zawodników pierwszej drużyny. I tutaj pojawia się kolejne pytanie.

Jeżeli przyjąć jedną interpretację regulaminu, część tych zawodników mogła już wcześniej przekroczyć limit występów.

Jeżeli przyjąć, że mecze PP to runda wstępna następnego sezonu, to wszystko było zgodne z przepisami.

Jeżeli ten sam dokument pozwala dojść do dwóch różnych, logicznie uzasadnionych wniosków, to trudno później dziwić się, że pojawiają się protesty, odwołania i wzajemne oskarżenia. Skoro do ustalenia, czy zawodnik był uprawniony do gry, trzeba analizować kilka regulaminów, uchwałę PZPN i jeszcze zastanawiać się, do którego sezonu formalnie należy dany mecz, to być może problem nie leży wyłącznie po stronie klubów.

Im dłużej człowiek siedzi nad tym regulaminem, tym bardziej przypomina on spalonego w b-klasie. Sędzia boczny biegnie ile sił w nogach, akcja pędzi szybciej niż on, wszyscy krzyczą, a potem połowa stadionu twierdzi, że ofsajd był, a druga połowa gotowa jest zaświadczyć przed sądem, że napastnik startował z własnej połowy. A po meczu i tak każdy wraca do domu przekonany, że rację miał wyłącznie on.

Gra o punkty czy gra w paragrafy?

Najsmutniejsze w całej historii jest jednak coś zupełnie innego.

Za każdą drużyną stoi cały sezon ciężkiej pracy. Treningi po pracy, telefony do zawodników, wieczne kombinowanie, czy będzie jedenastu do grania, składki, paliwo i tłumaczenie żonie, że „to tylko godzinka”, po czym człowiek wraca do domu po pięciu.

A potem przychodzi koniec sezonu i okazuje się, że o wyniku może zdecydować nie piękna bramka, nie obroniony rzut karny i nie świetna interwencja bramkarza, ale sposób interpretacji jednego zdania w regulaminie.

Dopóki nagrodą jest sława kończąca się na tablicy ogłoszeń przy szatni i możliwość opowiadania przez tydzień, że „sędzia nas przekręcił”, wszyscy machają ręką na paragrafy. Kiedy jednak w grę wchodzi awans, puchar, prestiż i miesiące ciężkiej pracy, każdy przecinek zaczyna mieć znaczenie. Wtedy jedni szukają błędów u drugich, drudzy odgryzają się tym samym, a piłka schodzi na dalszy plan.

I może właśnie tutaj leży największy problem.

Nie w Adrianie Bławuciaku.

Nie w Patryku Kniacie.

Nie nawet w samych walkowerach.

Problem polega na tym, że po przeczytaniu tego samego regulaminu pięciu ludzi dochodzi do siedmiu różnych wniosków i każdy jest przekonany, że ma rację. A jeśli tak jest, to może problem nie siedzi w klubach.

Może siedzi w regulaminie.

Bo ten powinien być prostszy od przepisu na jajecznicę, a nie bardziej skomplikowany niż instrukcja obsługi elektrowni atomowej. A tak mamy koniec sezonu i dwa walkowery, które nie powinny się zdarzyć, gdyby ktoś w Związku bardziej przyłożył się do napisania miliona paragrafów, które można interpretować do woli…. Coś mi to przypomina. Czyżby nie 11 stron broszurki dla sędziów o interpretacji karnego?

Zobacz także

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz