Strona główna » Wyprowadził drużynę jako kapitan, strzelił gola i zakończył karierę. Wyjątkowy dzień „Korka”

Wyprowadził drużynę jako kapitan, strzelił gola i zakończył karierę. Wyjątkowy dzień „Korka”

przez Małgorzata Fudali-Hakman

W rozegranym 6 czerwca meczu przedostatniej kolejki zielonogórskiej klasy okręgowej Unia Kunice przegrała z Pogonią Wężyska 1:2. Wynik schodził jednak tego dnia na dalszy plan. Wszystko kręciło się wokół Konrada „Korka” Pluty, który po trzydziestu latach gry rozegrał ostatni mecz w swojej piłkarskiej karierze. I jak przystało na bohatera wieczoru, pożegnał się z kibicami golem już w drugiej minucie spotkania.

Korek zszedł z boiska po raz ostatni

Są mecze o awans. Są mecze o utrzymanie. Są też takie, których wyniku za kilka miesięcy nikt już nie będzie pamiętał. W Kunicach rozegrano właśnie taki mecz. A jednak dla jednego człowieka znaczył więcej niż niejeden finał.

Piękny gest wykonał przed meczem Adrian Stefański. Kapitan Unii bez wahania przekazał opaskę Konradowi Plucie, dzięki czemu to właśnie „Korek” wyprowadził drużynę na murawę. Niby drobiazg, kawałek materiału na ramieniu, ale czasem takie gesty znaczą więcej niż niejedno przemówienie po meczu. Towarzyszył mu starszy syn Antek, który wyprowadził tatę na boisko. Z trybun wydarzenie obserwowała żona Paulina, młodszy syn Franek oraz najbliższa rodzina. Już wtedy było wiadomo, że dla wielu osób będzie to znacznie więcej niż zwykły mecz klasy okręgowej.

Trzy dekady przy piłce

Konrad Pluta piłkę zaczął kopać jako sześciolatek. Przez trzydzieści lat przewinął się przez wiele klubów, boisk, szatni i autokarów.

Pierwsze kroki stawiał w Promieniu Żary. Później grał między innymi w Garbarni Leszno Górne, trzecioligowej Sprotavii Szprotawa, a także w FC Lesznowola, będącym zapleczem akademii Legii Warszawa. Po powrocie w rodzinne strony reprezentował barwy WKS Łaz i Mirostowiczanki, a przez ostatnich sześć lat był jednym z filarów Unii Kunice. Równolegle przez lata występował także na futsalowych parkietach w barwach drugoligowego Mundialu Żary. Dziś ma 36 lat. Organizm wystawił rachunek za trzy dekady biegania po boiskach, halach i treningach. I choć serce pewnie jeszcze chciałoby grać, ciało miało już na ten temat nieco inne zdanie.

Scenariusz niemal idealny

Spotkanie z Pogonią Wężyska było typowym meczem końcówki sezonu. Oba zespoły zapewniły sobie utrzymanie, sąsiadowały ze sobą w tabeli i mogły podejść do spotkania bez kalkulatorów oraz nerwowego oglądania wyników rywali.

Krótko mówiąc, mecz o pietruszkę. Albo pomidora. Albo ogórka. W zależności od aktualnych cen warzyw.

Unia miała jednak dodatkową motywację. Chciała wygrać dla „Korka”.

I już w 2. minucie wszystko wyglądało tak, jakby scenariusz pisał ktoś uzależniony od szczęśliwych zakończeń. Konrad Pluta huknął z dystansu lewą nogą i trafił do siatki. Bramkarz Pogoni Adrian Sala wyglądał przez moment na równie zaskoczonego jak część kibiców. Był to jednak ostatni raz tego dnia, kiedy dał się pokonać.

Sala postawił mur

Radość gospodarzy trwała zaledwie sześć minut. Wyrównał Patryk Sochacki. Od tego momentu Unia robiła wszystko, by podarować swojemu koledze wymarzone zakończenie kariery. Gospodarze atakowali, szukali swojej szansy i raz po raz meldowali się pod bramką Pogoni.

Problem polegał na tym, że między słupkami gości stał Adrian Sala. Bramkarz Pogoni rozegrał jedno z najlepszych spotkań w sezonie i momentami sprawiał wrażenie człowieka, który postanowił samodzielnie wygrać ten mecz. Strzały gospodarzy odbijał, łapał i wyciągał z sytuacji, po których wielu kibiców już widziało piłkę w siatce.

Piłka nożna bywa jednak przewrotna. Kiedy jedna drużyna nie wykorzystuje swoich okazji, druga zwykle korzysta z prezentu. Tak było i tym razem. W 30. minucie Patryk Krawczyk wykorzystał zamieszanie pod bramką gospodarzy i ustalił wynik spotkania na 2:1 dla Pogoni. Jak się później okazało, była to bramka, która rozstrzygnęła losy meczu.

Łzy, torty i wielkie serca

Po końcowym gwizdku wynik przestał mieć znaczenie. Były łzy, wzruszenie i podziękowania. Największe wrażenie robiło jednak to, kto stał za całym pożegnaniem.

Nie klub. Nie działacze. Nie zarząd.

 To byli rodzice dzieci, które trenuje Konrad Pluta oraz jego bliscy i przyjaciele. To oni przygotowali oprawę całego wydarzenia. Były banery, zdjęcia, torty, darmowa wata cukrowa i popcorn dla najmłodszych. Były sztuczne ognie, były podziękowania i atmosfera, której nie powstydziłby się niejeden klub grający kilka szczebli wyżej.

Krótko mówiąc, ludzie, którym przez lata poświęcał swój czas, odwdzięczyli się dokładnie w taki sam sposób.

Patrząc na reakcje dzieci, rodziców i zawodników trudno było nie odnieść wrażenia, że dla wielu osób Konrad Pluta był kimś więcej niż tylko piłkarzem.

Łyżka dziegciu w beczce miodu

I tu dochodzimy do momentu, którego trudno nie zauważyć.

Bo skoro rodzice potrafili przygotować całą oprawę, zadbać o każdy szczegół i stworzyć wydarzenie, które na długo zostanie w pamięci uczestników, wydawałoby się, że obecność przedstawicieli klubu będzie czymś oczywistym.

Tymczasem zabrakło członków zarządu i trenera Jarosława Gada.

Nie mówimy przecież o wydarzeniu zorganizowanym spontanicznie między pierwszą a drugą połową. Ostatni mecz Konrada Pluty był zapowiadany od dawna. Każdy wiedział, kiedy się odbędzie i dlaczego jest wyjątkowy. Nie było nawet nikogo, kto przez mikrofon powiedziałby kibicom, dlaczego tego dnia zawodnik wyprowadza drużynę jako kapitan, dlaczego po meczu pojawiają się torty, banery i wzruszeni ludzie. A przecież nie każdy, kto przyszedł na stadion, musiał wiedzieć, że ogląda właśnie ostatni mecz zawodnika, który przez trzy dekady zostawiał zdrowie na boiskach, a później poświęcał swój czas kolejnym pokoleniom młodych piłkarzy.

To był jedyny zgrzyt podczas dnia, który dla wielu osób miał być świętem.

Na szczęście najważniejsi tego dnia byli obecni.

Byli koledzy z drużyny. Byli kibice. Były dzieci. Byli rodzice. Była rodzina.

I był „Korek”, który schodził z boiska po raz ostatni, zostawiając za sobą trzydzieści lat historii zapisanej na boiskach, halach i stadionach regionu.

Zobacz także

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz