Po wyborach w lubuskiej Koalicji Obywatelskiej sporo polityków zastanawia się, jakie będą następne posunięcia Marka Cebuli i czy nowy szef będzie słuchał podszeptów dwóch kobiet.
Waldemar Sługocki po 10 latach musiał oddać stołek szefa lubuskiej KO Markowi Cebuli. Wynik 293 do 251 dla jednych był zaskoczeniem, a dla innych potwierdzeniem tego, że M. Cebula to polityk bardzo pracowity. Jeszcze zanim kampania ruszyła w KO mówiło się, że M. Cebula od miesięcy objeżdżał doły partyjne i przekonywał do swojej kandydatur. Słychać było też, że po 10 latach w partii czuć było zmęczenie rządami W. Sługockiego, który formacją kierował trochę jak wojskiem.
544 z 850
W KO wybory są powszechne, a więc każdy z 850 członków ma głos. W wyborach wzięło udział łącznie 544 działaczy. Co się stało z pozostałymi 300? W okręgu wschowskim do urn poszły tylko 4 osoby (Sługocki wygrał 3:1), w świebodzińskim 9 (Cebula wygrał 5:4).
W. Sługocki miał przewagę w 5 z 14 okręgów. To prócz Wschowy, Międzyrzecz (24:19), powiat gorzowski (28:15), okręg strzelecko-drezdenecki (38:5) i… okręg nowosolski. Platformersi z Nowej Soli poparli W. Sługockiego w kampanii i dali tego dowód w głosowaniu 24:5.

W piątek M. Cebula jako wojewoda był w Nowej Soli na otwarciu magazynu i wrócił do niej w sobotę już jako kandydat, żeby się spotkać z działaczami, ale na spotkanie z nim przyszła ledwie garstka. Trzeba żyć teraz nadzieją, że nie będzie pamiętliwy.
Nie będzie rewolucji
Po ogłoszeniu wyników, większość symbolicznie całowała pierścień nowego króla, publikując wspólne zdjęcia z Cebulą w mediach społecznościowych i gratulując mu zwycięstwa. Sporo „platformersów” boi się teraz o posady. Politycy każdej partii dobrze wiedzą, że opowiedzenie się w wyborach po czyjejś ze stron może później skutkować utratą stanowiska.
M.Cebula nie zapowiada rewolucji. – Teraz skupiamy się na pracy organizacyjnej po wyborach, rozmawiam z liderami w powiatach. Próby przypisywania mi działań związanych ze zmianami kadrowymi proszę traktować w kategorii plotek. To były demokratyczne wybory, w których każdy miał prawo wystartować, proces wyborczy był tajny i dobrowolny. Dzisiaj jako wzmocniona struktura rozpoczynamy kampanię wyborczą i mamy zamiar wygrać wybory w 2027 roku – mówi nowy szef KO.
M. Cebula ma ambitny plan, aby w nadchodzących wyborach parlamentarnych osiągnąć jeszcze lepszy wynik niż w 2023 roku. – Mieliśmy 5 mandatów, a nasz główny konkurent 4. Stać nas na więcej i chciałbym do tego doprowadzić – zapowiada.
Mężczyźni boją się kobiet
Zwolennicy W. Sługockiego samego M. Cebuli obawiają się mniej, niż posłanek, które go wsparły w wyborach, czyli Elżbiety Polak i Krystyny Sibińskiej. – To one mogą chcieć rozliczeń – słyszymy od działaczy KO. W partii mówi się np. że K. Sibińska nie chciała, żeby Hubert Harasimowicz był w zarządzie województwa.

E. Polak mówi o nowym otwarciu, ale to wcale nie oznacza zmian kadrowych. – Zarząd województwa wybierają radni w sejmiku. Będzie spotkanie z klubem, ale nie wyobrażam sobie aż tak dużej interwencji, jak to robił Waldemar Sługocki. Między innymi dlatego były potrzebne zmiany. Szef regionu ma swoją pracę, to jest prowadzenie dobrej komunikacji z członkami i strukturami, przekaz tego co robimy w sejmie, aktywność wśród ludzi i spotkania, tego zabrakło – mówi E. Polak. Dla niej te wybory też skończyły się sukcesem, bo została szefową struktur zielonogórskich, gdzie pokonała W. Sługockiego.
Robert Kornalewicz, szef klubu KO w radzie miasta w Zielonej Górze powiedział „wybory nas zjednoczą”. Możliwe, że scenariusz będzie odwrotny. W. Sługocki wciąż ma w partii wielu zwolenników, którzy zawdzięczają mu kariery. Pytanie czy „interwencja” w sejmiku i zmiany w zarządzie byłyby w ogóle możliwe, skoro wciąż zasiada tam spora grupa ludzi W. Sługockiego. Choć nie wszyscy, bo Marcin Jabłoński (były marszałek, a dziś radny) po wyborach dał kąśliwy wpis: „Cisza, która zapada po huku pękającego nadęcia, ma w sobie coś niezwykle kojącego…”. Polubił to Jerzy Wierchowicz. W Słubicach, czyli mateczniku M. Jabłońskiego, W. Sługocki przegrał 33:3!

Nie rozdzieram szat
W. Sługocki mówi, że w przyszłość patrzy z optymizmem. – Przegrałem wybory, ale nadal będę aktywny w życiu publicznym, będę miał więcej czasu na aktywności związane z działalnością parlamentarną i w regionie. Mam 54 lata, całe życie przede mną. 10 lat byłam przewodniczącym, być może środowisko było w jakieś mierze już zmęczone. Nie rozdzieram szat. Takie sytuacje w życiu są często przesłanką do refleksji, ale też napędzają. – mówi były szef KO. Mówi, że będzie miał teraz więcej czasu na pisanie książek i artykułów.

– Cieszę się w jakiej kondycji zostawiłem Koalicję Obywatelską, najsilniejszą w historii. Jeśli w przyszłości wyniki będą słabsze, to będę pytał wszystkich, którzy wzięli dzisiaj odpowiedzialność za lubuską Platformę, dlaczego tak się stało – mówi.