Anna Ciszka-Marczewska i Alina Śmigiel spotkały się w sali sądowej. Była rzeczniczka chce wrócić do urzędu, burmistrz nie wyobraża sobie, żeby mogła z nią pracować.
Rozprawa dobrnęła do finału. W czwartek, 14.03., w Sądzie Rejonowym w Nowej Soli, oko w oko spotkały się Alina Śmigiel, burmistrz Kożuchowa oraz Anna Ciszka-Marczewska, była rzeczniczka Urzędu Miasta. A. Ciszka-Marczewska po wyborach została zwolniona przez A. Śmigiel. Powód to utrata zaufania. Na ostatniej rozprawie obie panie opowiadały, jak doszło do wręczenia wypowiedzenia.
A. Ciszka-Marczewska w maju ub.r. wróciła do pracy po urlopie szkoleniowym i od razu została wezwana do gabinetu A. Śmigiel. Burmistrz pytała o oryginał umowy z zespołem „Szpilki”, którego nikt w urzędzie nie mógł odnaleźć. A. Ciszka-Marczewska nie wiedziała, gdzie jest umowa.
– Burmistrz powiedziała, że nie widzi możliwości dalszej współpracy ze mną i wręczyła mi wypowiedzenia za porozumieniem stron. Nie podpisałam go i chciałam wykonać zdjęcie, ale wypowiedzenie mi zabrano i dano nowe, tym razem bez świadczenia pracy. Też go nie podpisałam i też chciałam zrobić zdjęcie, ale mi nie pozwolono – zeznawała A. Ciszka-Marczewska. Dodała, że burmistrz nie wyjaśniła, na czym polega „utrata zaufania” i że jest jeszcze dodatkowy powód ekonomiczny (taki jest w wpisany uzasadnieniu wypowiedzenia).
– Czy pani w ogóle wie, dlaczego pani straciła pracę? – zapytała wprost sędzia Monika Dembowiak.
– Nie wiem – odpowiedziała była rzeczniczka.
Była też pytana o konflikt z A. Śmigiel.
– Nigdy nie miałam z panią Aliną konfliktu – odpowiedziała.
– A pani wyobraża sobie dalszą współpracę? – pytała sędzia.
– Nie widzę żadnych przeszkód, żebyśmy mogły dalej wspólnie pracować – odpowiedziała.
Czyszczenie komputera
Zaginiona umowa to nie jedyny wątek tej sprawy. Innym jest kasowanie danych, które burmistrz zarzuca pracownicy. Po wyborach exburmistrz Paweł Jagasek przeniósł A. Ciszkę-Marczewską ze stanowiska rzeczniczki na głównego specjalistę w wydziale funduszy i inwestycji. Oficjalnie, żeby „usystematyzować zakres obowiązków”, bo – jak zeznawał na wcześniejszej rozprawie P. Jagasek – jego podwładna i tak w 90 proc. zajmowała się działaniami promocyjnymi przydzielonymi do tego wydziału. Dodawał też przy tym, że chciał „chronić pracownika”, bo wiedział, że nowa burmistrz na pewno zmieni rzecznika. A. Ciszka-Marczewska, zmieniając stanowisko, wyczyściła komputer rzecznika. W oczach nowej burmistrz to zachowanie było „nieetycznie” i mogło doprowadzić do utraty ważnych dokumentów. Mogło, bo wszystkie dane A. Ciszka-Marczewska przeniosła na przenośny dysk, więc nic nie utracono. W sądzie powódka tłumaczyła, że chciała po prostu uporządkować komputer, ale gminny informatyk zeznał, że żaden z pracowników wcześniej tak nie robił. W tle przewija się też wątek ekonomiczny, że dla A. Ciszki-Marczewskiej nie było pracy w wydziale funduszy. Tylko że na początku roku zrobiono reorganizację i wydział rozrósł się do 8 osób, bo podłączono do niego także biuro Lubuskiej 9. Zadania dotyczące promocji nadal są w tym wydziale i – jak stwierdziła na sprawie burmistrz – zajmuje się nimi nowa kierownik Renata Lityńska, a także Michał Suski, jeden z pracowników innego wydziału.
Dochodziły do mnie informacje
Ciekawe były zeznania A. Śmigiel. Burmistrz opowiedziała, że zwolnienie A. Ciszki-Marczewskiej było poprzedzone analizą akt osobowych wszystkich głównych specjalistów.
– Porównywaliśmy wykształcenie i doświadczenie. Każdy, kto pracuje w tym wydziale, powinien być wysoko wykwalifikowany – mówiła.
Burmistrz przez kilka minut opowiadała, jakie miała rozterki w związku z tym, że zaplanowana była gala, a tymczasem zakontraktowany był tylko jeden wykonawca za 14 tys. zł, czyli „Szpilki”.

– Sama zadzwoniłam do zespołu i menadżer powiedział mi, że przesłał umowę do urzędu. To był dla mnie ważny sygnał, że to było niedopełnienie obowiązków. Stąd był mój brak zaufania do osoby, która zajmowała się takimi tematami i ich nie dopełniła – tłumaczyła A. Śmigiel.
Sędzia pytała o konflikt, bo to jest argument podnoszony przez prawniczki (są dwie – jedna z urzędu, druga dodatkowo wynajęta) A. Śmigiel w odpowiedzi na pozew.
– Dochodziły do mnie informacje odnośnie niepochlebnego wypowiadania się na mój temat – przyznała A. Śmigiel, ale nie potrafiła powiedzieć, kiedy miały paść takie wypowiedzi.
W tym klimacie jedna z prawniczek burmistrz spytała: – Czy pani Anna składała wniosek o odwołanie pani w referendum?
– Dowiedziałam się tego od sekretarz i pracownika biura podawczego – odpowiedziała burmistrz.
– A czy pani Ania była podpisana pod wnioskiem o referendum? – zapytała Katarzyna Drewniak-Szarata, adwokatka A. Ciszki-Marczewskiej.
– Nie podpisała się. Przyszła jako doręczyciel – odpowiedziała burmistrz.
– A wie pani, czy przy okazji nie załatwiała jakichś spraw w urzędzie? – dociekała adwokatka.
– Nie wiem – przyznała burmistrz.
Relacje z Jagaskiem
– Czy wie pani, jakie relacje łączyły panią Anię z byłym burmistrzem? – spytała też adwokata A. Śmigiel.
– Ale do czego ma zmierzać to pytanie? – dziwiła się sędzia.
– Zażyłe bliskie relacje wynikają z zeznań światków – tłumaczyła adwokatka.
Sędzia dopuściła pytanie, chociaż nie bardzo widziała związek ze sprawą.
– To co pani chce powiedzieć w tej sprawie? – spytała sędzia A. Śmigiel.
– Ale mówimy teraz? – spytała burmistrz.
– Nie wiem. To było pytanie pani adwokatki. Proszę na nie odpowiedzieć – mówiła sędzia.
– Kożuchów jest małą społecznością – zaczęła burmistrz.
– Dobrze, ale proszę odpowiedzieć na pytanie – kontynuowała sędzia.
Nastała cisza, którą przerwała K. Drewniak-Szarata i poprosiła o złożenie przyrzeczenia od A. Śmigiel. Po nim burmistrz powiedziała: – Łączyły ich relacje służbowe, ale pani Ania bardzo często uczestniczyła… czy ja mam mówić z informacji, które widziałam, czy z relacji? – upewniała się burmistrz.
– Pytanie było jasne – powiedziała sędzia.
– Bardzo często uczestniczyła w różnego rodzaju spotkaniach, wyjazdach, na dowód tego są faktury z wyjazdów służbowych – kontynuowała A. Śmigiel.
– Co to ma świadczyć o relacjach? – dociekała sędzia.
– No ja teraz też wyjeżdżam na różne wyjazdy służbowe i nie zabieram ze sobą osoby, która mi asystuje – odparła burmistrz.
– Pani ma w urzędzie rzecznika? – pytała sędzia.
– Nie mam. Ale jest osoba na umowę zlecenie, która prowadzi stronę Facebooka urzędu – odpowiedziała burmistrz.
– A stanowisko rzecznika w ogóle zostało zlikwidowane? – pytała K. Drewniak-Szarata. Z wyjaśnień burmistrz wynikało, że likwidowano je dopiero w styczniu br., a do tego czasu było nieobsadzone.
Kto przygotowywał wypowiedzenie?
A. Śmigiel wielokrotnie powtarzała, że przed zwolnieniem analizowała wykształcenie i doświadczenie innych głównych specjalistów w urzędzie i po tych analizach padło, że A. Ciszka-Marczewska ma zostać zwolniona.
– A powiedziała pani powódce, jakie były kryteria doboru do zwolnienia? – pytała K. Drewniak-Szarata.
– Nie pamiętam – odpowiedziała burmistrz.
– Nie wpisała pani tego też w treść oświadczenia o wypowiedzeniu. Dlaczego? – dociekała adwokatka.
– Nie wiedziałam, że jest taki obowiązek – stwierdziła burmistrz.
– A kto przygotowywał wypowiedzenie? – kontynuowała adwokatka.
– Ja przygotowywałam – przyznała burmistrz.
– Dlaczego nie kadrowa? – pytała K. Drewniak-Szarata.
– Pani kadrowej dałam do sprawdzenia – oświadczyła A. Śmigiel.
– Pani kadrowa zeznała, że w dniu wypowiedzenia dano jej do wglądu te dokumenty, to kiedy miała je poprawić? – pytała adwokatka.
– Nie pamiętam – odpowiedziała burmistrz.
Gdzie się podziało zaufanie?
Na koniec K. Drewniak-Szarata zadała sprytne pytanie.
– W wypowiedzeniu napisała pani utratę zaufania. A kiedy pani je zdobyła? Żeby coś utracić, trzeba to najpierw mieć – zwróciła uwagę.
– Na pewno sposób prowadzenia dokumentacji, tych umów… – wyliczała burmistrz.
– Kiedy pani zdobyła zaufanie do powódki? Takie jest pytanie – wyjaśniła prawniczka.
Nastała cisza, którą przerwała sędzia: – Tu jest gra słów. Może to jest tylko czepianie się słówek, a może nie. Proszę wytłumaczyć to słowo, którego pani użyła. Czy brak i utrata znaczą dla pani to samo? Jak pani obejmował stanowisko to miała pani zaufanie czy nie?
– Być może jest tak, jak mówi pani sędzia, że to jest gra słów. Dla mnie ta umowa… – odpowiadała nieręcznie A. Śmigiel.
– To dlaczego użyła pani słowa utrata, a nie brak? Miała pani kiedyś zaufanie do powódki? Już lepiej wytłumaczyć nie mogę – mówiła sędzie.
– Ja myślałam o umowie, że jeżeli nie ma dokumentów, to utraciłam to zaufanie – odpowiedziała burmistrz.
– Czemu się pani sprzeciwia przywróceniu powódki do pracy? – dopytywała jeszcze adwokatka.
– Jeżeli ktoś nie pilnuje dokumentów i jest na takim stanowisku, to dla mnie to jest już jakaś informacja o osobie. Jeżeli osoba wykasowuje dane z komputera, to też są dla mnie informacje. Urzędnik tak nie postępuje nieetycznie – wyjaśniła burmistrz.
– A któryś z tych dokumentów, które powódka zgrała na dysk, pani utraciła? – padło pytanie.
– Nie mam oryginału umowy – odpowiedziała burmistrz.
– O komputerze mówimy – jednocześnie wyjaśniały sędzia i prawniczka.
– Informatyk na szczęście odzyskał te dane. Ale gdybym się w porę nie zainteresowała, to moglibyśmy je stracić – przekonywała burmistrz.
– Czy pani w świetle tej wiedzy, że są te dane, widzi możliwość współpracy z powódką? Czy są jakieś inne przyczyny, dla których nie chce pani z nią współpracować? – pytała sędzia.
– Te merytoryczne przyczyny są dla mnie najważniejsze. O przechowywaniu, usuwaniu dokumentów. To jest dla mnie najważniejsze, bo nie wyobrażam sobie, żeby pracownik miał tak postępować – odpowiedziała burmistrz.
Po mowach końcowych sędzia zapowiedziała, że za dwa tygodnie wyda wyrok w tej sprawie.