Wójt Izabela Bojko w dziwny sposób dba o swoje dobre imię. Postanowiła rozgrzebać starą sprawę i pozwała fundację ratującą zwierzęta, domagając się od niej 60 tys. zł. Czy to można wygrać wizerunkowo?
Pewnie niektórzy jeszcze pamiętają historię bernardyna pani wójt i nalotu Dolnośląskiego Inspektora Ochrony Zwierząt. Tym, którzy zapomnieli, o co chodziło, I. Bojko postanowiła odświeżyć pamięć, bo poszła z DIOZ do sądu.
Historia wydarzyła się w sierpniu ub. roku. Ktoś zgłosił DIOZ, że pies pani wójt jest zamknięty w kojcu, a po ilości odchodów można wnioskować, że rzadko jest wypuszczany. Inspektorzy pojechali na miejsce, nagrali filmy i ruszyli prosto do gabinetu wójt. Odbyła się tam następująca wymiana zdań:
– Otrzymaliśmy zgłoszenie dotyczące tego psa. Czy to jest pani pies? – spytał Konrad Kuźmiński, jeden z inspektorów i pokazał wójt zdjęcie.
– Tak, tak, no – potwierdziła zaskoczona I. Bojko.
– Widzi pani, jakie tam odchody są? – spytali inspektorzy.
– To są odchody, bo córka nie sprzątała – tłumaczyła się wójt.
– To pani może posprzątać – upomnieli inspektorzy.
– Co jakiś czas sprzątamy to – zarzekała się wójt.
– Nie ma co jakiś czas. Jak wchodzimy do toalety, to nie wchodzi cała rodzina, a później spuszczamy wodę – pouczyła inspektorka i dodała, że pies ma piekło, bo nie ma żadnego zadaszenia.
– Szlag mnie trafia, jak widzę u osoby, która jest odpowiedzialna za ochronę zwierząt, że jest bród, smród i kiła – dodał K. Kuźmiński.
Wójt tłumaczyła, że pies nie siedzi cały czas w kojcu, ale jest wypuszczany i „lata sobie na drugą posesję z końmi”.
– Jakby pies latał, to by tyle odchodów nie było. Nas się nie oszuka – powiedzieli inspektorzy.

Ingerencja sztucznej inteligencji
Wójt zareagowała oświadczeniem, które pojawiło się na stronie gminy. Napisała, że zarzuty są „nieprawdziwe” i godzą w jej dobre imię. Zapewniła, że pies jest zadbany, regularnie szczepiony i w dobrej kondycji. Całą akcję nazwała „wykonanym zleceniem”. Miała „daleko idące wątpliwości co do autentyczności nagrania”. Nie chodziło jej jednak o to, że inspektorzy podrzucili kupy do zagrody bernardyna, ale o to, że mogło dojść do „ingerencji sztucznej inteligencji”.


Jej zdaniem akcja miała na celu „zohydzenie” jej w oczach mieszkańców. Przekonywała, że to spisek „pewnej grupy ludzi”, którzy prowadzą „kampanię ataków i prób zdyskredytowania” jej i radnych. Później była kolejna publikacja w gminnym pisemku. Wójt pokazywała zdjęcie Klopsa, bo tak nazywał się bernardyn, i wynik kontroli pracownika Powiatowego Inspektoratu Weterynarii, który nie znalazł uchybień. Żeby usprawiedliwić zamieszczanie prywatnych informacji w biuletynie opłacanym z publicznych pieniędzy, wójt zrobiła to pod płaszczykiem przestrzegania mieszkańców przed DIOZ, którzy – jej zdaniem – dopuścili się manipulacji. Tekst miał być przestrogą dla mieszkańców gminy, że to, co spotkało ją, może spotkać każdego z nich.
Wójt kontratakuje
Dziś kurz wzniecono na nowo, bo wójt pozwała DIOZ o ochronę dóbr osobistych i zapłatę 60 tys. zł. Pozew inspektorzy z DIOZ sfotografowali na kupie odchodów i napisali: „(…) Pies rasy bernardyn był utrzymywany w stanie rażącego niechlujstwa. W brudzie, w odchodach, w smrodzie, który był efektem długotrwałego braku podstawowej opieki. (…) zamiast refleksji, zamiast przeprosin, zamiast naprawienia tego, co zostało zrobione, mamy pozew na 60 tysięcy złotych przeciwko organizacji, która tę sytuację ujawniła”.

Opublikowali też nagranie z interwencji. Jednocześnie ujawnili, że sprawę zgłosili do prokuratury. Ta odmówiła wszczęcia postępowania, ale zaskarżono tę decyzję od sądu i sprawa wróciła do prokuratury.
We wtorek, 14.04., ruszył proces w sądzie cywilnym. Świadkowie wójt (m.in. kierownik z gminy) zeznawali, że właścicielka należycie dbała o Klopsa. Narracja w tej sprawie zapewne pójdzie w tę stronę, że życie Klopsa było usłane różami, a DIOZ nagłośnił ten niefortunny moment z kupami. Adwokat wójt podnosi też, że DIOZ niepotrzebnie komentował interwencję. Przekaz był taki, że pies wójt „tonął w gównach”. W czerwcu ma się odbyć kolejna rozprawa, na której ma zeznawać I. Bojko.