Przez 45 minut w Lubanicach wszystko układało się zgodnie z planem gospodarzy. Piast prowadził po bramce Pawła Konopielki, kontrolował wydarzenia na boisku i wydawało się, że komplet punktów zostanie na miejscu.
Problem w tym, że mecze piłkarskie mają zwyczaj trwać dziewięćdziesiąt minut.
Goście z Tęczy już przed przerwą potrafili stworzyć kilka groźnych sytuacji, ale brakowało im skuteczności. Piast był konkretniejszy. Jedna składna akcja, jeden gol i do szatni gospodarze schodzili z prowadzeniem 1:0. Należy dodać, że tuż przed końcem pierwszej części, bramkarz Piasta, Dominik Korona obronił rzut karny.

Po zmianie stron obraz spotkania zaczął się jednak zmieniać.
Tęcza wróciła na boisko z wyraźnym postanowieniem poprawy celowników i bardzo szybko zaczęła sprawiać problemy defensywie gospodarzy. Najpierw doprowadziła do wyrównania, a potem poszła za ciosem.
Piast próbował odpowiedzieć, ale inicjatywa była już po stronie gości. Kolejne trafienia Wojciecha Sobskiego i Borysa Sadownika sprawiły, że zespół z Lubanic zamiast spokojnego popołudnia dostał bolesną lekcję o tym, że jednobramkowa zaliczka w piłce nożnej bywa równie bezpieczna jak parasol podczas lubuskiej ulewy.
A tych akurat w niedzielę nie brakowało.
Deszcz przeplatał się ze słońcem, wiatr dokładał swoje trzy grosze, ale to Tęcza lepiej odnalazła się w tych warunkach. Goście zachowali więcej cierpliwości, wykorzystali swoje okazje i po przerwie całkowicie odwrócili losy spotkania.
Piast może żałować, bo był to mecz do wygrania. Tęcza może być zadowolona, bo był to mecz, którego długo nie potrafiła wygrać.
Ostatecznie trzy punkty pojechały do gości, którzy pokazali, że nawet kiedy pierwsza połowa nie układa się idealnie, warto grać do końca.







































