Strona główna » Państwo umywa ręce, gmina sprząta

Państwo umywa ręce, gmina sprząta

przez PS

Władze Otynia biorą sprawy w swoje ręce i na własny koszt zamierzają ostatecznie zlikwidować tykającą bombę ekologiczną, czyli odwiert Otyń IG-1 w Zakęciu. Gminie udało się pozyskać niemal 1,8 miliona złotych dotacji, ale na drugie tyle samorząd musi zaciągnąć pożyczkę. Wykonawca jest już wybrany i ma na likwidację otworu maksymalnie pięć miesięcy.

Całkowity koszt tej operacji to blisko 3,7 miliona złotych. Po niedawnej wizycie minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski, gmina otrzymała finansowe wsparcie z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Zielonej Górze. Połowa tej sumy, dokładnie 1 mln 839 tys. 890 zł, to bezzwrotna dotacja. Drugą połowę samorząd musi jednak pokryć z własnej kieszeni, posiłkując się preferencyjną pożyczką. Choć taki krok powiększy gminny deficyt, radni na nadzwyczajnej sesji zagłosowali jednomyślnie. Zagrożenie dla wód gruntowych i zdrowia mieszkańców jest po prostu zbyt duże, by dłużej zwlekać.

Precedens na skalę kraju

Działania Otynia to sytuacja bezprecedensowa w całej Polsce. Prace będą bowiem prowadzone na działce należącej do Skarbu Państwa, a gmina formalnie nie ma obowiązku ich wykonywać. W przeszłości odwiert eksploatowała prywatna firma, która miała ministerialną koncesję. Gdy przedsiębiorstwo zniknęło z rynku, dwumilionowe zabezpieczenie finansowe zasiliło budżet państwa, a samorząd został z kłopotem sam. Co gorsza, Główny Geolog Kraju przyznał, że w przepisach brakuje jasnej podstawy prawnej, która nakazywałaby rządowi automatyczne usunięcie skutków takiej awarii.

– Nigdzie podstawy prawnej nikt nie znajdzie, ani wojewoda, ani żadne ministerstwo. Jeśli dzisiaj odpuścimy, zostawimy ten problem dla pokoleń. To jedyna i niepowtarzalna szansa, tym bardziej że 50 proc. mamy zagwarantowane w Wojewódzkim Funduszu w formie dotacji. A dlaczego bierzemy pożyczkę? Ponieważ ta pożyczka będzie podstawą do roszczeń w procesie, który wytoczymy państwu. Będziemy żądać pełnej kwoty wraz z odsetkami – tłumaczyła radnym burmistrz Otynia, Barbara Wróblewska.

Rachunek zapłaci rząd? 

Władze zapowiadają, że gdy tylko wykonawca zakończy prace, sprawa trafi do sądu. Gmina zamierza domagać się od Skarbu Państwa całkowitego zwrotu poniesionych kosztów i liczy na uruchomienie dwóch milionów złotych, które w przeszłości były zabezpieczone przez państwo.

– To jest zadanie państwa, a nie gminy, więc nie mogę sobie pozwolić na to, żeby obciążać nim mieszkańców – dodaje B. Wróblewska i zdradza plany na najbliższe tygodnie. – Mam ambitny plan, że do końca wakacji całkowicie zamkniemy temat. Te prace będą polegały na cementowaniu odwiertu, więc najkorzystniej wykonać je w okresie letnim.

Czas nagli, bo instalacje zabezpieczające zniszczony odwiert – gdzie już w grudniu 2021 roku doszło do groźnego wycieku substancji ropopochodnych – są w opłakanym stanie.

– Zawsze jest jakaś niepewność, jak skończy się nasze roszczenie względem państwa, ale wierzę, że rządzący zobaczą efekt końcowy i środki się znajdą na naszym koncie. Jest to precedens na skalę kraju i jeszcze żaden samorząd czegoś takiego nie robił. Uważam, że ktoś z rządu powinien przyjechać i nam podziękować, bo robimy nie tylko to dla bezpieczeństwa naszych mieszkańców. Gdyby to się rozlało w obrębie 400 metrów, to byłoby skażenie wód także w Nowej Soli. To ostatni moment, żeby zlikwidować ten odwiert, bo urządzenia zabezpieczające, które są na powierzchni, są w fatalnym stanie i nie wiadomo, jak długo jeszcze wytrzymają – kwituje burmistrz.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz