Strona główna » Kado Górzyn zatrzymało Beskid Bożnów. Krokodyle dotkliwie pogryzły lidera

Kado Górzyn zatrzymało Beskid Bożnów. Krokodyle dotkliwie pogryzły lidera

przez Małgorzata Fudali-Hakman

Na papierze to miał być kolejny spokojny przystanek lidera w drodze po awans. W praktyce skończyło się spotkaniem z górzyńskimi krokodylami, które nie mają w zwyczaju oddawać punktów bez walki. Beskid Bożnów wyjechał z tej wizyty wyraźnie poturbowany.

Dwunastego kwietnia, w pochmurne, lekko deszczowe popołudnie, lider zielonogórskiej A klasy przyjechał do Górzyna po swoje. Plan był prosty – zrobić swoje, zgarnąć trzy punkty i wrócić na fotel niepokonanego hegemona. I początek wyglądał dokładnie tak, jak wszyscy się spodziewali.

Już w 7. minucie Oliwier Pytel otworzył wynik spotkania dla Beskidu i przez moment wszystko było na swoim miejscu. Porządek świata został zachowany. Tyle że tylko na chwilę.

Kado odpowiedziało z rzutu karnego, a na listę strzelców wpisał się Michał Prokopowicz. I wtedy zaczęło się to, co w Górzynie zaczyna się regularnie – coś, na co przyjezdni niby są przygotowani, a i tak wychodzą z tego poobijani.

Bo na tym małym, niewygodnym boisku gospodarze potrafią zamienić mecz w coś pomiędzy walką o punkty a spotkaniem z górzyńskimi krokodylami. Niby wiesz, czego się spodziewać, ale kiedy już staniesz naprzeciw, nagle okazuje się, że ktoś tu ma znacznie więcej zębów, niż wynikało z tabeli.

W 39. minucie Bartłomiej Szymczak znów wyprowadził gospodarzy na prowadzenie i do przerwy to oni schodzili z uśmiechami, a lider z minami, które sugerowały, że ktoś właśnie przestawił im rzeczywistość.

A miało być tak pięknie

Po zmianie stron Beskid ruszył do ataku. Ambicja lidera została draśnięta i przez pierwsze dziesięć minut wyglądało to tak, jak powinno wyglądać. Nacisk, tempo, próba przejęcia kontroli. Tyle że Górzyn w takich momentach nie cofa się, tylko zaciska zęby.

W 58. minucie Tomasz Kurpisz przeleciał skrzydłem jakby goniło go coś bardzo nieprzyjemnego i podwyższył na 3:1. Minutę później Michał Galik dołożył czwartego gola i zrobiło się 4:1. I wtedy było już jasne, że to nie jest dzień lidera.

Trener Kado, Stanisław Słobodzian, zaczął zmieniać zawodników, którzy zostawili na boisku wszystko, co mieli – siły, płuca i prawdopodobnie część duszy. Po drugiej stronie zaczęło się coś znacznie mniej poukładanego.

Nerwy. Pośpiech. Faule.

Sędzia Paweł Horożaniecki nie miał wyjścia – sięgnął po kartki i zaczął nimi operować z rozmachem godnym dyrygenta orkiestry. Dziewięć kartek, w tym dwie czerwone, to już nie statystyka, to narracja.

Najpierw Piotr Pawłowski wyleciał za drugą żółtą kartkę, a schodząc z boiska postanowił jeszcze zostawić po sobie mało elegancką kropkę nad „i”. Chwilę później kapitan Beskidu, Zbigniew Mastalerz, zobaczył bezpośrednią czerwoną kartkę za zatrzymanie akcji i goście zostali zdziesiątkowani – dosłownie i mentalnie.

A jednak próbowali. W końcówce rzucili się jeszcze do przodu, jakby chcieli uratować chociaż resztki honoru. W 87. minucie Piotr Polański zdobył bramkę na 4:2.

To jednak był tylko kosmetyczny ruch na wyniku, który już dawno wymknął się spod kontroli.

Lider przyjechał do Górzyna po kolejne zwycięstwo. Wyjechał z czterema bramkami w plecy, dwiema czerwonymi kartkami i bardzo konkretną lekcją pokory.

A Kado? Kado zrobiło to, co w Górzynie robi się najlepiej – wciągnęło rywala w swoją rzeczywistość i nie wypuściło, dopóki nie było po wszystkim.

GALERIA ZDJĘĆ

Zobacz także

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz