Strona główna » Fadom – Budowlani II Lubsko 2:1. Spalone w roli głównej w meczu na szczycie B klasy

Fadom – Budowlani II Lubsko 2:1. Spalone w roli głównej w meczu na szczycie B klasy

przez Małgorzata Fudali-Hakman

Mecz na szczycie, emocje na boisku i… interpretacje spalonych, za którymi trudno było nadążyć. Fadom wygrywa 2:1 z Budowlanymi II Lubsko i zbliża się do lidera.

26 kwietnia na stadionie w Nowogrodzie Bobrzańskim rozegrano mecz na szczycie żarskiej B-klasy. Miejscowy Fadom podejmował drugą drużynę Budowlanych Lubsko.

Młodość kontra doświadczenie

To było starcie dwóch światów. Z jednej strony młodzi, rozpędzeni jak nakręcone samochodziki zawodnicy Krzysztofa Matrunionka. Z drugiej doświadczenie, spokój i Tomasz Sawicki, który wyglądał, jakby już wszystko na tym poziomie widział i nic go nie zaskoczy. Plan Nowogrodu? Prosty. Obronić swoje, a potem piłka do przodu i „Tomek, rób coś z tym”. I trzeba przyznać – robił.

Pierwsza połowa pod kontrolą… i pod lupą

Przez pierwsze pół godziny gospodarze mieli przewagę, tylko nie potrafili tego przekuć na zdobycze bramkowe. W bramce świetnie prezentował się Michał Kluwak a i defensywa Budowlanych także nie miała sobie niczego do zarzucenia. Potem jednak Fadom oddał inicjatywę i pozwolił gościom się wyszumieć. Budowlani biegali, próbowali, momentami aż za bardzo chcieli udowodnić, że młodość wszystko załatwi. Goście kilka razy doszli pod pole karne, ale wtedy do pracy wszedł Bartosz Ochocki. Bez fajerwerków, bez teatrzyku – po prostu robił swoje i wyciągał to, co trzeba było wyciągnąć.

I kiedy wydawało się, że gospodarze dowiozą remis do przerwy, nastąpił zryw Budowlanych. Za faul w polu karnym sędzia wskazał na jedenasty metr. W 40. minucie Olaf Jankowski zrobił to, co do niego należało. 0:1.

Sawicki i stara, dobra szkoła

Po przerwie Fadom za wszelką cenę wyrównać i rzucił się rywalom do gardła.. W 53. minucie klasyka B-klasy w najlepszym wydaniu – długa piłka do przodu, Tomasz Sawicki między obrońcami i szybkie „dzień dobry, do widzenia”. 1:1. Bez tiki-taki, bez filozofii. Jak się wie, którędy pobiec i gdzie stanąć, to piłka bez GPS i tak znajdzie drogę do bramki.

Bramkarz kontra napór

Gospodarze poczuli moment i przycisnęli. Kilka razy zrobiło się naprawdę gorąco, ale Michał Kluwak znów w bramce Budowlanych robił wszystko, żeby ten mecz się jeszcze nie kończył. Trzy interwencje, które spokojnie mogły zamknąć spotkanie wcześniej. Ale goście jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa.

Chorągiewka, która chciała być bohaterem

I tu zaczyna się fragment, w którym trudno już mówić tylko o piłce. W pierwszej połowie sędzia asystent Sebastian Świst najwyraźniej miał pod górkę. Nawet dosłownie. Słońce świeciło prosto w oczy, więc kilka razy „nie zauważył”, że Tomasz Sawicki, był na spalonym i …akcje po prostu puścił. Można powiedzieć: zdarza się.

Po przerwie jednak nastąpiło cudowne ozdrowienie. Widoczność wróciła, refleks się poprawił, a chorągiewka zaczęła pracować jak dobrze naoliwiona maszyna. Prawie każda akcja gości kończyła się spalonym. Czasem szybciej, niż zawodnik zdążył pomyśleć, co zrobić z piłką. Momentami można było odnieść wrażenie, że nie chodzi już o pozycje spalone w rozumieniu przepisów, tylko o jakąś nową, autorską interpretację – taką, której w podręcznikach raczej się nie znajdzie.

Kulminacja? Bramka Mikołaja Kluwaka. Wejście z drugiej linii, przed nim dwóch obrońców, sytuacja czysta. Piłka w siatce. Chorągiewka w górze. Sędzia główny zerka na asystenta i po chwili zawahania podejmuje decyzję. Bramka nieuznana. I wtedy już naprawdę trudno było udawać, że wszystko jest pod pełną kontrolą.

Kropka z wapna

Jakby tego było mało, w doliczonym czasie gry znowu w centrum wydarzeń znalazł się Tomasz Sawicki. No bo kto inny. Faul na zawodniku Fadomu w polu karnym, arbiter wskazuje na wapno i do piłki podchodzi Sawicki i „na luziku” ustala wynik na. 2:1.

Gwizdek. Koniec. Fadom wygrywa i zbliża się do lidera. Sportowo – wykorzystał swoje momenty i zrobił to, co trzeba.

Ale trudno nie odnieść wrażenia, że tym razem na boisku nie wszystko zależało tylko od piłkarzy. Niby wszyscy wiemy: B-klasa, to fatalne boiska, przypadki, laga do przodu i nieraz sędziowie, którzy potrafią wypaczyć całe widowisko. To wiadomo.

Ale jakiś poziom… mimo wszystko dobrze byłoby trzymać.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz