Firma LCL zapowiada, że wywoła referendum w sprawie odwołania burmistrz Barbary Wróblewskiej. W gminie leży ich wniosek o zapłatę 1,5 mln zł. Tymczasem gmina ściga właściciela za zaległości podatkowe, a burmistrz ma gotowe zawiadomienie do prokuratury.
Jeszcze do niedawna wydawało się, że władze Otynia wygrały los na loterii. Kilka lat temu do gminy wprowadziło się bowiem LCL, przedsiębiorstwo, które zajmuje się logistyką. Z marszu spółka rozwiązała problem ze śmietniskiem w Niedoradzu. Mieszkańcy wsi dobrze pamiętają opuszczone magazyny po firmie Alpo, w których zrobiono dzikie wysypisko. Co jakiś czas wzywano tam straż, żeby gasiła kolejny pożar. LCL wysprzątało nieruchomość i zamieniło ją w nowoczesną halę. Dziś obiekt jest ogrodzony i monitorowany. Na parkingu stoi rząd tirów.














Wybór Niedoradza nie był przypadkowy, bo magazyn znajduje się blisko torowiska i trasy S3. Dla firmy zajmującej się logistyką, lokalizacja była idealna, zwłaszcza, że dodatkowo pojawiały się zapowiedzi polityków, że w przyszłości zbudują dodatkowe zajazdy na węźle przy Niedoradzu.
Inwestor zadbał także o dobre relacje z gminą i mieszkańcami. LCL było jednym ze sponsorów Rowerowej Stolicy Polski, organizowało święto dyni, ich stowarzyszenie wspierało sportowców, a także lokalną szkołę, firma była gotowa wybudować garaż ochotnikom z Niedoradza. Co się stało, że dziś władze spółki są gotowe wywołać referendum w gminie?
Inwestycja za 130 mln zł
Jerzy Kwiatkowski, Dyrektor Zarządzający Grupą LCL, pokazuje nam wizualizację Intermodalnego Hubu Logistycznego w Niedoradzu. Fototapeta zajmuje pół ściany w jego gabinecie w siedzibie spółki LCL w Nowym Kisielinie.

– To nowoczesne centrum logistyczne z własną bocznicą kolejową, które połączy transport kolejowy i drogowy. Inwestycja warta ok. 130 mln zł, o strategicznym znaczeniu dla regionu, która stworzy miejsca pracy, ale też usprawni łańcuch dostaw i włączy naszą okolicę w europejską sieć transportową, a gmina nam ją blokuje – mówi J. Kwiatkowski i wskazuje, że przez hub w Niedoradzu będą przechodzić towary z portu w Świnoujściu, które dalej będą transportowane aż na Śląska, a stamtąd w różne regiony Polski, a po zakończeniu wojny w Ukrainie także tam. – To gigantyczny projekt. Strategiczny dla województwa, który przyniesie korzyści regionowi, ale także gminie, choćby w postaci podatków od nieruchomości – przekonuje J. Kwiatkowski.
Bocznica kolejowa w Niedoradzu
O pozwolenia na taką inwestycję w Niedoradzu spółka zaczęła się starać już w 2023 roku. Burmistrz Barbara Wróblewska mówi, że dwukrotnie procedura była umarzana, bo przedsiębiorstwo nie dostarczyło wymaganych dokumentów. W ub. roku sprawy przyjęły inny obrót. W gminie pojawił się kolejny wniosek inwestora. – Znów niepełny – mówi B. Wróblewska, a jej pracownica tłumaczy, że inwestor nie wskazał, na jakich działkach miałaby powstać bocznica, ani jaką miałaby mieć powierzchnię. – Bez tej wiedzy trudno ustalić jakie oddziaływanie miałaby ta inwestycja, bo nie wiadomo z jakimi działkami będzie graniczyć – słyszymy w urzędzie.
Opowiadają tam, że inwestor napisał „tereny po dawnym Alpo”. Urzędnicy zaczęli odpisywać firmie prosząc o dosłanie dokumentów. M.in. mapek z numerami działek, zakresem oddziaływania inwestycji, uzupełnieniem karty informacji przedsięwzięcia.
Chcą, aby dokumenty dostarczyła im na płycie.
LCL odebrało to jako rzucanie kłód pod nogi. To, że w ub. roku przyśpieszono prace nad uzyskaniem pozwolenia nie było przypadkowe. Spółka budowę bocznicy w części chce sfinansować ze środków zewnętrznych (m.in. z programów FEnIKS i Krajowego Planu Odbudowy. Wniosek o dofinansowanie złożyła do Centrum Unijnych Projektów Transportowych (CUPT). Walczy o 62 mln zł, ale decyzja jest w zawieszeniu, bo CUPT uznał, że spółce brakuje pozwolenia z gminy. Nie do końca wiadomo także, czy przy tej inwestycji wymagane jest także decyzja środowiskowa. J. Kwiatkowski uważa, że nie i wskazuje na podobne tego typu inwestycje w Polsce. – Przy budowie bocznicy do 800 metrów nie potrzeba decyzji środowiskowej – przekonuje.

LCL odwołało się o decyzji CUPT do ministerstwa i czeka na rozstrzygnięcie. W firmie mówią jednak, że gdyby do wniosku dołączono pozwolenie z gminy, to dostaliby dofinansowanie i już mogliby się zabierać za budowę bocznicy.
Żarty się skończyły
Firma uważa, że gmina faworyzuje innego inwestora (przyt. red. – Panattoni).
– W Niedoradzu zainwestowaliśmy na terenie poprzemysłowym 15 mln zł, a rzuca nam się kłody pod nogi – mówi J. Kwiatkowski.
Relacje popsuły się do tego stopnia, że do urzędu wysłano wniosek o zapłatę 1,5 mln zł. – Tyle kosztowało uprzątnięcie śmietniska i utylizacja odpadów – tłumaczy J. Kwiatkowski.
– Nie zamierzamy tego płacić – odpowiada B. Wróblewska i odsyła do aktu notarialnego, w którym zapisano, że właściciel przejmował nieruchomości z całym dobrodziejstwem.
Właściciel gruntu przestał płacić podatek od nieruchomości. Z odsetkami to ok. 100 tys. zł. Urząd uruchomił więc procedurę windykacji przez Urząd Skarbowy.
Atmosfera się zagęszcza. Przedstawiciele firmy już jeżdżą po gminie i roznoszą ulotki.
– To już nie są żarty. Wszcząłem proces, który ma doprowadzić do próby odwołania władz gminnych – mówi J. Kwiatkowski. Chce wywołać w gminie referendum.
Sprawa dotycząca tej inwestycji dotarła na szczyty władzy, bo przedstawiciele LCL byli w Urzędzie Marszałkowskim, zabiegają o to, żeby została wpisana do strategii województwa lubuskiego. Władze województwa na stworzenie tego dokumentu mają czas do końca przyszłego roku.
Niczego nie blokujemy
B. Wróblewska te wszystkie ruchy ze strony inwestora odbiera jako formę nacisku na urzędników.
– Niczego nie blokujemy. Ale nie możemy wydać decyzji jeśli nie dostarcza się nam wszystkich wymaganych dokumentów. Nikt z nas nie chce tu później wizyty CBA – tłumaczy B. Wróblewska. Jej urzędnicy dodają, że gdyby na podstawie tego, co dziś dostarczyła firma, urząd dał jej zielone światło, to pod Niedoradzem LCL mogłaby wybudować, co tylko by chciała.

– Nikt nie będzie na mnie wymuszał decyzji. – dodaje B. Wróblewska.
– Mamy informację o planach budowy bocznicy kolejowej, ale zupełnie nie wiemy jak duży będzie plac wokół niej. Dziś jest tam las. Ile drzew zostanie wyciętych? Nie wiadomo co się stanie z dwiema rodzinami, które mieszkają pod lasem, którym bocznica odetnie drogę dojazdu? Jakie będzie natężenie hałasu przy rozładunku? Jaki będzie ruch przez miejscowość? – słyszymy od urzędników.
Dojdzie do porozumienia?
Firma uważa, że wszystkie wymagane dokumenty już dostarczyła i nie zamierza dosyłać kolejnych. Stoi na stanowisku, że decyzja środowiskowa nie jest wymagana.
Jest szansa, że całą tę zaognioną sytuację uda się załagodzić w przyszłym tygodniu, na zwołanym przez przewodniczącego rady spotkaniu. Mają być na nim przedstawiciele urzędu i firmy i radni. Jeśli nie dojdzie do porozumienia, to prawdopodobnie firma zostanie odmowną decyzję.