To był makabryczny widok. Mieszkaniec Gozdnicy (†55 l.) wbiegł na jezdnię, wprost pod nadjeżdżającą ciężarówkę. Zginął na miejscu.
W poniedziałek, 21 listopada, tuż przed południem, zatrzymał się autem na poboczu drogi między Iłową a Borowym. Nie wiadomo, dlaczego wbiegł na jezdnię.
– Z niewyjaśnionych przyczyn mężczyzna przebiegał przez ulicę. Wpadł prosto pod nadjeżdżającą ciężarówkę. Zginął na miejscu – informuje podinsp. Sylwia Woroniec, oficer prasowy KPP Żagań.
Rodzina jest w szoku.
– Tak naprawdę to jeszcze do mnie nie dociera, że Wiesiek nie żyje. Nie wiem, co robił na tej drodze. Na pewno nie chciał popełnić samobójstwa, bo był zadowolony z życia, szczęśliwy z rodziny, w grudniu miał zostać dziadkiem – mówi jego matka, Krystyna Mucha. – Dla mnie to straszne stracić drugie dziecko. Wcześniej zmarła mi córka, na raka. Miałam czworo dzieci, została mi dwójka. A jeszcze dwa dni wcześniej, w sobotę, był u mnie z żoną na kawie. Dużo rozmawialiśmy, było wesoło, cieszył się, że zostanie dziadkiem, a ja prababcią. Zostawił żonę, dwójkę dorosłych dzieci.
– Jest człowiek, za chwilę go nie ma. Brat był wesołym człowiekiem, taką naszą duszą w rodzinie. Lubiłem z nim łowić ryby. Ostatnio prowadził biznes, skup złomu – mówi Krzysztof Mucha. – Nie wiem, co robił na tej drodze. Na pewno nie chciał się rzucić pod ciężarówkę. Musiał być jakiś roztargniony, może czegoś szukał…
Rodzina pochowa 55-latka w sobotę, 26 listopada, na cmentarzu komunalnym w Gozdnicy (godz. 14.00).

