Krystyna Betiuk i Roman Stachowiak (pośmiertnie) zostali w poniedziałek (25.03) honorowymi obywatelami Nowego Miasteczka. Przede wszystkim za to, co zrobili dla dzieci i młodzieży.
Roman Stachowiak był cenionym pedagogiem. W 1989 roku otrzymał medal „Zasłużonego dla Postępu Pedagogicznego”.
– Z pasją wprowadzał [paywall] młodzież w podstawy techniki i fotografii – przypomniała radna Małgorzata Żmijowska, odczytując w poniedziałek treść uchwały nadającej R. Stachowiakowi tytuł honorowego obywatela. A z wyświetlanej prezentacji można było się dowiedzieć, że pracował z uczniami według autorskiego podręcznika i metod. Zresztą, pan Stachowiak wiele rzeczy robił samodzielnie, według autorskich pomysłów, a wszystko z myślą o dzieciach i młodzieży z Nowego Miasteczka. Organizował dla uczniów wycieczki. Prowadził kółko fotograficzne w ciemni, którą sam przygotował.
Fotografia była wielką pasją pana Stachowiaka. Nie rozstawał się z aparatem. Zdjęcia robił najpierw zenitem, który po latach zamienił na nowoczesny aparat cyfrowy i kamerę.
To pan Stachowiak założył w 2002 roku pierwszą stronę internetową w Nowym Miasteczku, która szybko stała się lokalnym serwisem informacyjnym. Można było tam znaleźć publicystykę, newsy, a nawet kronikę policyjną. Pan Stachowiak z reporterską dokładnością opisywał wszystkie gminne wydarzenia. Został za to nagrodzony w ogólnopolskim konkursie dla dziennikarzy obywatelskich.
Na stronie działało też forum mieszkańców. Wtedy nie było jeszcze mediów społecznościowych, więc mieszkańcy właśnie na forum stworzonym przez pana Stachowiaka wymieniali poglądy.
W 2005 roku wstąpił do Stowarzyszenia Przyjaciół Nowego Miasteczka, w którym działał do swojej śmierci, czyli do 2017 roku.
Z serca
Statuetkę dla zasłużonego mieszkańca odebrała wdowa po panu Stachowiaku, czyli pani Bożena.
– Jestem wzruszona, że mąż został wyróżniony tym najwyższym wyróżnieniem w naszej gminie – zaznaczyła. – Miał swoje powiedzenia. „Najpierw pomyśl, potem zrób” było hasłem przewodnim w pracowni technicznej, w której uczył. I drugie powiedzenie: „Skąd mam wiedzieć, co powiedzieć, zanim nie usłyszę tego, co powiem”. No i właśnie, co ja mam teraz powiedzieć? – zastanowiła się głośno pani Bożena. – Mąż miał różne pasje: nauczanie, wychowywanie młodzieży, modelarstwo, fotografia… Dużo tego było. Ale nie będę powtarzała tego, co przedstawiono w prezentacji. W życiu prywatnym troszczył się o rodzinę. Był ogrodnikiem. Bardzo lubił tworzyć. Interesował się tym wszystkim, co nas otacza. Nie wiem, skąd on brał na to czas. Informatyki nauczył się sam. Dużo czasu temu poświęcał, całe wakacje. I powtarzał: „Nie mogę być gorszy od moich uczniów”. I tak krok po kroczku poznawał komputer. W pewnym momencie powiedział: „Wiesz, Bożena? Ja tyle czasu nad tym siedziałem, a wystarczyło tylko przycisnąć”.
Pani Bożena była w poniedziałek bardzo wzruszona. – Łzy ukrywam, ale nie mogę dalej mówić – przyznała, ściskając statuetkę. – Myślę, że tam, na górze, on to słyszy, widzi i czuje.
Pani Bożena przyznała nam, że nie przygotowała w domu żadnego przemówienia, że wszystko, co powiedziała, płynęło z jej serca.
Dla dzieci
Tytułem honorowego obywatela Nowego Miasteczka wyróżniono też Krystynę Betiuk. To artystka i znana pedagożka, która poświęciła wiele lat na prowadzenie zajęć twórczych w Nowym Miasteczku. Zorganizowała tu wiele projektów, nie tylko z dziećmi i młodzieżą, ale też z seniorami. Zorganizowała też wiele wystaw artystycznych.
– Wychowałam profesorów, lekarzy, architektów, prawników, dyrektorów różnych instytucji… – wyliczyła pani Betiuk. – Gdziekolwiek bym nie pracowała, a tych instytucji było wiele, to Nowe Miasteczko zawsze było najbliższe mojej duszy. Miłość do mojej pracy i Nowego Miasteczka mam w genach. To choroba nieuleczalna. Przed laty pretensje o to mieli moi dyrektorzy, na przykład z ośrodka animacji kultury i muzeum. „Po co ci Nowe Miasteczko? Po co ci te dzieciary?” pytali. „Tu masz teatry i galerie” – pani Betiuk wskazała, że wielokrotnie namawiano ją, żeby ona, rodowita warszawianka, zostawiła Nowe Miasteczko i przeniosła się do dużego miasta. – Odpowiadałam, że to właśnie tutaj, w Nowym Miasteczku, jest potrzeba, żeby coś robić. Ponieważ młodzież i dzieci tego potrzebują.
Jeden z dyrektorów przyjechał przed laty do Nowego Miasteczka. Po czym powiedział do pani Betiuk: „Miałaś rację. Jeżeli ktokolwiek może tym dzieciakom dać trochę radości w życiu, uatrakcyjnić im to życie i czegoś nauczyć, to trzeba to zrobić”.
Pani Betiuk została w Nowym Miasteczku. Pracowała i pracuje tu do dziś. – Uważam, że to jest mój moralny obowiązek, żeby robić coś dla tych dzieciaków, to moja potrzeba – przyznała w rozmowie z naszą gazetą. – Dzieci stąd jeździły ze mną po całym świecie. Starałam się im pokazywać ten świat, dodawać im skrzydeł. Ktoś powiedział coś do nich po angielsku, ktoś po włosku. Jak wracaliśmy do Nowego Miasteczka, to dzieci mówiły „A może nam pani załatwi naukę jakiegoś języka?”. Bo wtedy uczono tu tylko rosyjskiego. Poprosiłam moją absolwentkę, żeby przyjeżdżała i uczyła je niemieckiego.
Owszem, pani Betiuk dostrzega zmiany na lepsze, do których doszło w minionych latach w takich gminach jak Nowe Miasteczko, czyli niedużych, nie najbogatszych. Ale dostrzega też zmiany na gorsze, którym paradoksalnie winny jest postęp technologiczny, czyli na przykład wszechobecne smartfony. – Zabijają w dzieciach wrażliwość – przyznała. – Ja dziś pokazuję dzieciom te same ćwiczenia, które pokazywałam ich rówieśnikom przed laty. Dziś dzieci, tworząc rzeźbę na moich zajęciach, na początku nie potrafią złączyć ze sobą dwóch elementów. Ich rówieśnikom przed laty przychodziło to z łatwością. Dziś dzieci są niesprawne manualnie. Dawniej każde dziecko potrafiło posługiwać się młotkiem, igłą. Teraz to zanikło. A przecież żyjemy w czasach niespokojnych, kiedy sprawność manualna jest bardzo ważna. W trakcie moich zajęć dzieci odzyskują tę sprawność, żeby mogły sobie poradzić na przykład podczas jakiegoś kataklizmu, żeby potrafiły przetrwać.
25
Poprzedni artykuł