Po zatruciu najbardziej toksycznym muchomorem we wrocławskim szpitalu o życie walczy dwójka mieszkańców żarskich Kunic, 58-letni mężczyzna i jego o 63-letnia partnerka.
Grzyby zjedli w niedzielę, 29.10. Na SOR 105. Szpitala Wojskowego w Żarach najpierw została przetransportowana 63-letnia kobieta. Po kilku godzinach trafił tam jej partner.
– Otrzymaliśmy dwukrotnie wezwanie na ul. Grunwaldzką w Żarach. Najpierw do kobiety, gdzie – jak wynikało z wywiadu – było podejrzenie zatrucia grzybami. Wówczas mężczyzna nie chciał jechać, twierdził, że czuje się dobrze. Po południu okazało się, że i u 58-latka doszło do wymiotów i biegunki – informuje Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego.
O sprawę dopytujemy w szpitalu. Okazuje się, że para była w żarskim szpitalu stosunkowo krótko.
– Po wykonanej diagnostyce pacjenci zostali przekazani do oddziału toksykologii we Wrocławiu na dalsze leczenie – informuje Justyna Wróbel, rzeczniczka żarskiego szpitala.
Pomylili muchomora z kanią?
O sprawie rozmawiamy z sąsiadami pechowych grzybiarzy. Są zaskoczeni.
– Sąsiad to raczej jest zapalonym wędkarzem, nie grzybiarzem – słyszymy.
Jego życiowa partnerka uchodzi za bardzo zaradną gospodynię, z prawdziwymi talentami kulinarnymi. Oboje są lubiani. Oboje po życiowych przejściach. Poznali się w sanatorium, od kilku lat byli parą.
– Ale jak to się stało, że oni grzyby jedli? Za bardzo to ich nie zbierali – słyszymy w budynku, gdzie mieszkają.
Jest podejrzenie, że pomylili trujące grzyby z kaniami.
– Widziałam karetkę, jak wróciłam z kościoła w niedzielę. Było koło wpół do jedenastej. Dopiero potem dowiedziałam się, kogo z sąsiadów zabierali. A spodziewałam się, że przyjechała do takich starszych osób, które tu mieszkają. Bo to człowiek zazwyczaj tak myśli… – słyszymy od jednej z sąsiadek.
Do mieszkańców kamienicy dotarła tylko informacja, że ich sąsiedzi byli transportowani do Wrocławia oddzielnymi karetkami.
– Bo musieli leżeć pod aparaturą, pod kroplówkami. A teraz to już jest ponoć mowa o przeszczepie wątroby. A sąsiad na operację czekał, na kręgosłup – słyszymy od zaniepokojonych sąsiadów.
Jedna z sąsiadek próbowała dzwonić do 63-latki. Ale jej telefon milczy.
Zatrucie sromotnikiem
Medycy z Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego im. T. Marciniaka we Wrocławiu już wiedzą, co wywołało tak ostre zatrucie.
– Para zatruła się muchomorem sromotnikowym – informuje Agnieszka Czajkowska – Masternak, rzeczniczka szpitala.
W to, że można pomylić kanie z muchomorem sromotnikowym z kanią, powątpiewa Wiesław Kamiński, grzyboznawca.
– Kanie bardziej przypominają muchomora plamistego. On też jest brązowany i ma łuski jak kania. Ale kania ma ruchomy pierścień, a muchomory mają stałe pierścienie, przyrośnięte do trzonu. Zarówno plamisty, jak i zielonawy, nazywany sromotnikowym. To łatwo zaobserwować. Muchomor zielonawy ma właśnie taki kolor, poza tym ma gładki kapelusz, a kania ma łuski – tłumaczy fachowo. Podkreśla, by zamiast używać nazwy „sromotnikowy” mówić o „zielonawym”. Bo ludzie nie wiedzą, że on ma taki właśnie kolor. I radzi: – Grzyby warto wyciągać w całości. Muchomor zielonawy wychodzi z pochwy – to taka bulwa, z osłoną z zewnątrz. Kania ma tylko zgrubienie. Muchomor plamisty ma zgrubienie i tak zwaną podwójną skarpetkę, jakby fałdy w dolnej części trzonu – tłumaczy W. Kamiński.
Sugeruje jednak, że mieszkańcy Żar mogli zjeść coś innego.
– Ludzie zbierają czasem czubajeczki, bo one przypominają kanie i ludzie myślą, że to taka mała kania. Wśród tych czubajeczek niektóre są tak toksyczne, jak muchomory zielonawe. Mają łuski, ale cieńszy trzon. Są znacznie mniejsze, nawet dziesięciokrotnie od kani. Kanie, nawet małe, mają grubszy trzon – zastrzega W. Kamiński.
Nie dotykać językiem
Co w sytuacji, gdy nie jesteśmy pewni, czy w naszym koszyku nie znalazł się trujący grzyb? Często słyszy się opinie, że trzeba dotknąć grzyba językiem.
– Najlepiej wyrzucić, jeśli mamy wątpliwości. Albo skontaktować się z kimś, kto się dobrze zna na grzybach. Na Facebooku jest też sporo grup. Wystarczy zrobić zdjęcie w świetle dnia i przesłać. Sam otrzymuję bardzo dużo zapytań w tej sprawie – podkreśla.
Metodę na próbowanie, czy grzyb jest gorzki, W. Kamiński zdecydowanie odradza.
– Ci, którzy zatruli się muchomorem zielonawym, umierali, a wspominali, że był smaczny. Z kolei goryczak żółciowy, zwany potocznie szatanem, jest zupełnie nieszkodliwy, a gorzki tak bardzo, że nie da się zjeść – wyjaśnia. I dodaje: – Myślę, że ludzie mylą muchomory zielonawe z zielonkami i zielonymi gołąbkami. I stąd się zazwyczaj biorą zatrucia najbardziej toksycznym muchomorem.
Walczą o życie
Zarówna mężczyzna, jak i kobieta przebywają wciąż we wrocławskim szpitalu. Lekarze nie chcą mówić o tym, jakie mają szanse.
– Pacjent jest na oddziale toksykologii w stanie ciężkim, ale stabilnym. Kobieta została przekazana na oddział intensywnej terapii w stanie bardzo ciężkim – kończy A. Czajkowska-Masternak.
34
Poprzedni artykuł