Sensacja? Pachniało. A właściwie gdzieś nad stadionem w Żarach unosił się lekki zapach niespodzianki, bo na mecz przyjechał dopiero jedenasty w tabeli Relax Grabice, a gospodarzom przyszło radzić sobie bez dwóch podstawowych obrońców. Igor Łuszczewski i Wojciech Fink odpoczywali po czerwonych kartkach, Karol Łyczko od trzech tygodni pauzuje z powodu kontuzji, więc defensywa Promienia wyglądała jak nowa wersja Call of Duty. Na szczęście Adam Durys i Krzysztof Wiliński pokazali, że nie tylko chemicy i muzycy potrafią eksperymentować ze świetnym efektem.
Nim jeszcze padły gole, stadion żył wyjątkowym wydarzeniem. W obecności rodziny nieżyjącego trenera i zawodnika Promienia Żary-Zygmunta Górskiego, przedstawicieli zarządu, zaproszonych gości oraz zawodników pierwszej drużyny odsłonięto pamiątkową tablicę klubowej Legendy. „Zyga” Górski dołączył symbolicznie do Sław Promienia i jest kolejną postacią, która zawisła na murach budynku przy ulicy Zwycięzców 38.

Danuta i Wiktor Piniutowie oraz Angelika i Mariusz Rybczyńscy-rodzina Zygmunta Górskiego.
Pierwsza połowa to głównie optyczna przewaga Promienia, kilka jęków na trybunach po zmarnowanych okazjach Bartłomieja Pruchniaka i Rafała Bryczkowskiego oraz jedna odpowiedź gości, która skończyła się tylko podniesionym ciśnieniem u kibiców. Gol przyszedł dopiero tuż przed przerwą. Kornel Szymański znalazł drogę do siatki i gospodarze na oddech schodzili prowadząc 1:0.
Zmiana paliwa wystarczyła
W szatni trener Piotr Makowski najwyraźniej użył właściwego tonu wychowawczego, bo po przerwie Promień wyszedł jak po zmianie paliwa z ekonomicznego na sportowe. W 58. minucie wreszcie celnie przyłożył Bartłomiej Pruchniak, a chwilę później ruszyła prawdziwa seria: w 62. i 63. minucie dwa szybkie trafienia Radosława Romanowskiego sprawiły, że publiczność zaczęła odliczać już tylko do piątki. I ta piątka przyszła w 67. minucie. Kto ją dorzucił? Ten sam, który rozpoczął strzelanie: Kornel Szymański. Wynik zamknięty, zadanie wykonane.
Reszta spotkania to już pełen relaks. Tylko nie dla ekipy z Grabic, bo ta nie miała żadnej klarownej sytuacji. Za to bramkarz Promienia, Marcel Sadowski, mógł sobie spokojnie podziwiać chmury nad stadionem i zmieniającą się aurę, sprawdzając czy warto po meczu zabrać parasol. Makuś dokonał 6 zmian, a ławkowicze dowieźli wynik do końca. Bez żadnego problemu.
Promień Żary wygrał 5:0, pozostał wiceliderem tabeli i wciąż goni Koronę Kożuchów, tracąc jedynie trzy punkty. Kibice mają prawo mieć dobry humor. Drużyna też. W końcu odrobina lokalnej dominacji jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
GALERIA

























































































