Strona główna » Górzynianie bezkonkurencyjni w finale Pucharu Polski na szczeblu podokręgu

Górzynianie bezkonkurencyjni w finale Pucharu Polski na szczeblu podokręgu

przez Małgorzata Fudali-Hakman

Finał Pucharu Polski na szczeblu podokręgu żarskiego miał wszystko, czego można oczekiwać od lokalnej piłki. Była pierwsza drużyna udająca drugą, był beniaminek wracający do B klasy po rocznej wycieczce do A klasy, był deszcz, były puchary i był przewodniczący, który po czwartej bramce uznał, że dalsze trzymanie wszystkich w niepewności nie ma większego sensu. Ostatecznie Kado II Górzyn pokonało WKS Łaz 5:0.

Faworyt bez tajemnic

Teoretycznie naprzeciw siebie stanęły druga drużyna Kado Górzyn i występujący w A klasie WKS Łaz. Tyle teoria. W praktyce górzynianie do boju posłali zawodników pierwszego zespołu, więc przewaga była widoczna jeszcze zanim sędzia zagwizdał po raz pierwszy. Zwłaszcza że WKS, choć jest beniaminkiem A klasy, po zaledwie jednym sezonie wraca do B klasy. Obecnie zamyka tabelę z siedmioma punktami i trudno znaleźć argumenty przemawiające za tym, że właśnie w finale pucharowym miało nastąpić wielkie odrodzenie.

Bez emocji, za to skutecznie

Pierwszy sygnał ostrzegawczy dla Łazu wysłał Michał Prokopowicz z karnego, otwierając wynik spotkania. Potem zrobiło się jeszcze mniej przyjemnie. Dwukrotnie do siatki trafił Kamil Dyderski raz z karnego, swoje trafienie dorzucił Fabian Grabowy, a wynik pięknym strzałem z bani ustalił Marcin Azarowski.

W międzyczasie emocje opuszczały stadion mniej więcej w takim tempie, w jakim rosło prowadzenie Kado.

Puchar oklejony przed końcem

W przerwie nad stadionem Syrena przeszła ulewa, która odświeżyła murawę. Nie odświeżyła natomiast widowiska, bo po zmianie stron wszystko toczyło się według scenariusza napisanego przez górzynian.

Po czwartej bramce przewodniczący Podokręgu Żary Wiesław Zaleszczak najwyraźniej uznał, że piłkarskich cudów tego dnia nie będzie i zabrał się za naklejanie tabliczek znamionowych na puchary.

Trudno uznać to za przejaw nadmiernego optymizmu. Przy stanie 4:0 większe były szanse na kolejną ulewę niż na powrót WKS-u do meczu.

Formalności dopełnione

Sam finał nie przejdzie do historii jako piłkarskie arcydzieło. Jeśli ktoś liczył na widowisko godne finału, mógł poczuć niedosyt. Jeśli jednak ktoś kibicował Kado, dostał dokładnie to, czego oczekiwał. Pewne zwycięstwo, pięć bramek i puchar, który ostatecznie trafił tam, gdzie przewodniczący przykleił tabliczkę jeszcze przed końcowym gwizdkiem.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz