Wilki Żary rozpoczęły drugą rundę III ligi dolnośląskiej w sposób daleki od oczekiwań. W sobotnie popołudnie, 3 stycznia, żaranie ulegli na wyjeździe TrustMate KKS Siechnice 78:93 (23:20, 26:15, 18:14, 26:29). Wynik końcowy nie oddaje w pełni skali problemów gości, którzy przez większą część spotkania musieli gonić dobrze zorganizowanych i konsekwentnie grających gospodarzy.gości, którzy przez większą część spotkania musieli gonić dobrze zorganizowanych i konsekwentnie grających gospodarzy.
Po sylwestrowej przerwie Wilki Żary Basketball udały się do Siechnic na inauguracyjne spotkanie drugiej rundy III ligi dolnośląskiej, zabierając ze sobą pozycję lidera grupy B i nadzieję, że sama ta okoliczność wystarczy, by mecz potoczył się po ich myśli. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te założenia.
Od pierwszych minut Wilki sprawiały wrażenie zespołu, który wprawdzie przyjechał na mecz, ale jeszcze mentalnie został przy noworocznych stołach. Krótka ławka, powikłania po chorobach i brak świeżości skutecznie utrudniały wejście w spotkanie. Pierwsza kwarta była bardziej walką z samym sobą niż z przeciwnikiem, a każda zdobyta piłka wyglądała jak efekt ciężkiej pracy w kopalni.
Dwie perełki Zeusa
Co prawda rzut Kacpra Burneckiego równo z syreną zmniejszył straty do trzech punktów i dał nadzieję, że „zaraz się zacznie”, ale była to nadzieja raczej życzeniowa. Druga kwarta w wykonaniu Wilków przypominała pokaz, jak nie należy grać przeciwko dobrze zorganizowanemu zespołowi. Gospodarze grali zespołowo, spokojnie i konsekwentnie, podczas gdy Żaranie szukali ratunku głównie w indywidualnych zrywach, licząc, że talent sam rozwiąże problemy. Niestety. Mimo że znów rzut rozpaczy Zeusa w ostatniej sekundzie pierwszej połowy zmniejszył rozmiar porażki do 14 punktów, to postawa Wilków nie nastrajała do optymizmu.

Lanie do końca
Po przerwie Wilki wyszły na parkiet zmobilizowane… przynajmniej w teorii. W praktyce gospodarze zagęścili środek, zamknęli dostęp do kosza i bardzo szybko rozszyfrowali ofensywne pomysły gości. Największe strzelby Wilków zostały wzięte pod szczególny nadzór, Kacper Reczyński plątał się po boisku zupełnie odcięty od podań, a Radek Barcz, wracający po chorobie, walczył bardziej z własną dyspozycją niż z obroną rywali.
Trzecia kwarta była już bardziej wyrównana, choć nadal pod pełną kontrolą drużyny z Siechnic, która prezentowała koszykarską dojrzałość godną zespołu doskonale wiedzącego, co i po co robi na boisku. Ostatnią kwartę Wilki co prawda wygrały 29:26, ale wówczas trener gospodarzy uznał, że to dobry moment, by sprawdzić młodszych zawodników i spokojnie dowieźć wynik do końca.

Punkty: Kacper Rzyczyński 19, Kacper Burnecki 12, Radosław Barcz 11, Łukasz Kowalczyk 11, Dawid Łyba 9, Filip Lidtke 6, Rafał Rutkowski 6, Leszek Korman 2, Tomasz Drozdowski 2 i Adrian Knasiak 0.
Lekcja pokory?
Podsumowując, był to zdecydowanie najsłabszy występ Wilków Żary Basket w obecnym sezonie. Mecz w Siechnicach boleśnie przypomniał, że nawet najlepsze indywidualności nie wygrają spotkania same, jeśli zapomni się o najprostszej koszykarskiej prawdzie: siła drużyny zawsze wygrywa z drużyną siły. Nowy rok zaczął się więc nie od fajerwerków, a raczej od solidnej lekcji pokory. Czy zawodnicy i sztab szkoleniowy wyciągną z tej potyczki jakieś wnisoski pokażą kolejne mecze.
Już 10 stycznia(sobota) Wilki podejmą w hali MOSRiW przy ul. Zwycięzców faworyta do wygrania ligi, czyli Górnika Kaltech Wałbrzych. Początek spotkania godzina 17.00.





















































































