Mieszkańcy Kożuchowa protestują. Bez ich zgody postawiono im pod oknami wieżę telefonii komórkowej. Od władz domagają się usunięcia „totemu”.
– To jest tragedia – mówi Zdzisława Warchoł z ul. Topolowej. – To paskudztwo widzę z ogrodu i prawie z każdego okna w domu. Ludzie są bulwersowani, bo nikt nas o nic nie pytał. Wracam z pracy, a tu nagle coś takiego stoi. Nie było z kim rozmawiać, nikt nic nie wiedział, tragedia.
Edward Gończowski antenę widzi nawet przed snem. – Z łóżka ją widać – mówi. – Ale tu nie chodzi o to, że ją widać, ale o to czy ona jest dla nas zagrożeniem. Jeżeli ona wytwarza pole magnetyczne, które jest szkodliwe to będziemy mieli problemy ze zdrowiem. Dużo ludzi ma stymulatory serc, tu prawie sami emeryci mieszkają, po co nam to?

– Ludzie są po onkologiach, różnych chorobach, a jeszcze nam się dokłada. – dodaje pani Zdzisława.
– Szok. Wracam do domu i widzę, że dźwig montuje totem. Ja go widzę z kuchni za każdym razem, gdy jem posiłek. Najgorsze jest to, że stało się to bez naszej wiedzy. Nikt nas nie uprzedził – mówi Józef Mindler.
Ile się zarabia w Kożuchowie? https://regionalna24.pl/ile-zarabia-sie-w-kozuchowie/
O lokalizacji decyduje inwestor
Złość i frustracja skupiły się na radnym Ryszardzie Żaku. Domagano się od niego wyjaśnienia sprawy. R. Żak tłumaczy, że o wszystkim dowiedział się podobnie jak jego sąsiedzi. Obiecał, że zrobi zebranie, ale zanim wyciągnął z urzędów wszystkie dokumenty mieszkańcy złożyli na niego skargę do rady. Skargę rozpatrzono 25 września na sesji. W uchwale nie wpisano nawet nazwiska radnego. – Rozpatrzenie skargi na radnego nie leży we właściwości rady miejskiej – tłumaczyła Barbara Augustyniak, przewodnicząca komisji skarg. R. Żak pytał na sesji o maszt.
– Czy nie było innej lokalizacji? Dlaczego mieszkańcy nie dostali informacji o planowanej inwestycji? – pytał R. Żak.

– O lokalizacji nie decyduje gmina tylko inwestor. W przypadku spraw sieciowych, to temat jest skomplikowany, ponieważ to nie może być dowolna lokalizacja, tylko wynikająca z planu rozbudowy sieci – tłumaczył Jacek Milewski, wiceburmistrz Kożuchowa. – Przy decyzjach o lokalizacji inwestycji celu publicznego procedura przy wydawaniu decyzji odbywa się w takim, a nie innym trybie. Dodatkowo Play postawił maszt, który ma mniej niż 50 metrów, a do tego typu inwestycji nie potrzeba decyzji środowiskowej.
– Nie potrafię odpowiedzieć, czy jest to celowe postępowanie inwestora, żeby przejść w tę uproszczoną procedurę, czy to wynika z uwarunkowań sieci. Nie mamy możliwości nawet o ubieganie się o raport oddziaływania takiej inwestycji na otoczenie. To jest przeprowadzane w kolejnym ruchu, a więc przy wydawaniu pozwolenia na budowę przez starostwo – tłumaczył J. Milewski.

Burmistrz Alina Śmigiel zaproponowała, że może zorganizować spotkanie w tej sprawie. R. Żak podchwycił temat. Burmistrz wzięła nawet od niego dokumenty, które uzyskał ze starostwa i z Play, ale do dziś żadnego terminu nie umówiła, a minęły już trzy tygodnie. Spytaliśmy, kiedy burmistrz planuje spotkać się z mieszkańcami. Bez odpowiedzi.
Obwieszczenie CP-48
R. Żak tłumaczy, że decyzje odnośnie lokalizacji zapadły w listopadzie 2024 roku. Dokument umieszczono w Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu. Po dwóch tygodniach zniknął. Co ciekawe mogły się z nim zapoznać strony, ale mieszkańcy tą stroną nie byli. Teoretycznie nic nie stało na drodze, żeby gmina zorganizowała spotkanie z mieszkańcami. W samorządach panuje jednak zasada „robimy tylko tyle ile musimy”. Podobnie było z decyzjami dotyczącymi fotowoltaiki, która blokuje teraz przebieg obwodnicy. Władze też nie robiły w tej sprawie żadnych spotkań.
– Żaden radny nie wiedział o tej inwestycji. Nikt nam nic nie mówił. Dopiero po fakcie zacząłem wyciągać dokumentację. Wynika z niej, że fale elektromagnetyczne są problemem w odległości 23 metrów od nadajnika, a nadajnik jest na wysokości 43 metrów – mówi R. Żak.
Czy ktoś nam pomoże?
– Ta wieża już stoi. Nie wiadomo czy już ją uruchomili, ale my jej tu nie chcemy – denerwują się mieszkańcy. Czekają na spotkanie z A. Śmigiel. – Pani burmistrz podchodzi do tematu jak do jeża. Mam wrażenie, że działa na przeczekanie – mówi pan Józef.
Mieszkańcy zapowiadają, że złożą petycję i będą protestować.
– Niech urzędnicy nam pomogą, w końcu to oni są dla nas, a nie my dla nich. Jak potrzebują coś od nas, na przykład ściągają z nas podatki, to wiedzą gdzie nas znaleźć, ale jak są potrzebni to ich nie ma. – denerwują się.