Strona główna » Zebrali pieniądze na leczenie kochanej bibliotekarki

Zebrali pieniądze na leczenie kochanej bibliotekarki

przez imperia

W gminie Siedlisko w miniony weekend odbył się turniej charytatywny. Zebrano ponad 20 tysięcy złotych. Pieniądze pójdą na zakup pompy insulinowej dla Katarzyny Śliwińskiej-Krowirandy.
Katarzyna, która jest bibliotekarką w Siedlisku i prowadzi tam drużynę harcerską, podzieliła się swoją historią. [paywall]
– 30 lat temu zachorowałam na łuszczycę. Choroba jest ze mną cały czas i nigdy nie zniknęła. Półtora roku później lekarze zdiagnozowali u mnie również alopecję, czyli łysienie. I tak od 16 roku życia nie mam włosów, a od 18 brwi i rzęs. Dla kobiety utrata włosów to straszna tragedia. Na początku nie potrafiłam się z tym pogodzić, wstydziłam się, bo tak bardzo chciałam wyglądać „normalnie” – opowiada.
Mijały lata. Katarzyna oswoiła się ze swoją sytuacją.
– Udało mi się wyjść za mąż i urodzić dwoje dzieci. Byłam szczęśliwa! Niestety, stabilizacja nie trwała długo. W 2012 roku zaczęłam odczuwać bardzo silne zawroty głowy. Po zrobieniu badań okazało się, że to choroba Hashimoto. I nie był to koniec moich problemów – wzdycha.
Kilka miesięcy później trafiła do szpitala.
– Zdiagnozowano u mnie cukrzycę typu 1. Insulina stała się nierozłączną częścią mojej codzienności. Byłam pewna, że to już wszystko, bo ile jeszcze można znieść? Bardzo się myliłam – mówi.
Wkrótce okazało się, że Katarzyna cierpi na celiakię i nie będzie mogła jeść glutenu.
– Od 2012 roku żyłam już z pięcioma chorobami autoimmunologicznymi, ale starałam się funkcjonować jak najbardziej zwyczajnie. Chciałam cieszyć się każdym dniem, być inspiracją dla innych i dawać im wszystko, co najlepsze. Los miał wobec mnie zupełnie inny plan.
W 2017 roku zdiagnozowano u Katarzyny raka piersi z przerzutami do węzłów chłonnych.
– Poczułam się, jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Całe życie z chorobami, a teraz jeszcze rak. Przyjmowałam chemię, przeszłam mastektomię z usunięciem węzłów oraz radioterapię. To były dwa lata walki o życie i o moją przyszłość – opowiada.
Zimą 2023 roku złamała żebro.
– Bardzo długo się nie zrastało, a ja wznowiłam diagnostykę. W czerwcu 2024 roku lekarze usunęli mi kawałek żebra i wtedy potwierdziły się moje najgorsze przeczucia. Przerzuty! Chcę wygrać tę nierówną walkę. Mój przeciwnik jest jednak bezwzględny. Potrzebuję specjalistycznego leczenia, bo tylko ono daje nadzieję na poprawę stanu zdrowia. Niestety, wiąże się to z bardzo wysokimi kosztami, których nie jestem w stanie sama pokryć – przyznaje.
Katarzyna zaapelowała o pomoc.
Zumba i turniej piłkarski
Bożena Skoczeń jest od niedawna dyrektorką Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu w Siedlisku.
– Nie miałam na początku świadomości, jak bardzo choruje koleżanka, z którą pracuję – mówi Skoczeń. – Później byłam zszokowana tym, ile chorób towarzyszy tej dziewczynie – przyznaje. – Na co dzień pani Katarzyna funkcjonuje z wielkim optymizmem. Ciągle coś robi dla mieszkańców, dla dzieci. Wbrew temu wszystkiemu, co się jej przytrafia, jest pełna życia. To godne podziwu. My się załamujemy z powodu codziennych problemów. Jasne, mamy do tego prawo. Stawiając jednak na szali coś błahego, z czego potrafimy zrobić dramat, z tym, co przechodzi pani Katarzyna, powinniśmy się zastanowić – zauważa Skoczeń. – My postanowiliśmy pomóc. Zdecydowaliśmy się zebrać pieniądze na pompę insulinową, żeby chociaż w ten sposób, wymiernie, trochę panią Katarzynę odciążyć.
W Siedlisku ruszyły przygotowania do maratonu zumby i turnieju piłki halowej, czyli dwóch imprez charytatywnych. Odbyły się tydzień temu, w weekend. Skoczeń zwraca uwagę na ogromne zaangażowanie sołectw i kół gospodyń.
– Nie tańczą z nami zumby, nie kopią w piłkę na naszym turnieju, ale pomagają w inny sposób – podkreśla. – Słodka kawiarenka, to ich zasługa. Kiedy rzuciliśmy hasło, że chcemy zrobić kawiarenkę, to pomyślałam, że może będzie kilka blach cista. A tych blach z ciastami przyjechało kilkadziesiąt!
Dzieci ją kochają
Anita Engher z Siedliska upiekła sernik i zaangażowała się w obsługę kawiarenki.
– Pracuję z Kasią w bibliotece, jestem tam pomocnikiem – mówi. – Kasię chyba wszyscy kochają. Jest wszechstronnie uzdolniona i dzieli się tym w bibliotece, w harcerstwie, czy po prostu pomagając innym. Ona oddaje swoje serce i nie oczekuje nic w zamian. A dziś to my walczymy o to, żeby Kasi udało się wybrnąć z tych wszystkich zdrowotnych rozterek. I żeby nadal była z nami – podkreśla Anita.
Maja Portka-Borczyk, mama pięciorga dzieci (najmłodsze ma półtora roku, a najstarsze dwanaście lat), gdy usłyszała o akcji, też przyszła i zaangażowała się w obsługę kawiarenki.
– Kasia jest moją przyjaciółką – mówi. – Dużo mi w życiu pomogła, dużo się uczę od niej. Przede wszystkim tego, że trzeba dzielić się swoim ciepłem z innymi. Od niedawna udzielam się w harcerstwie, tak jak Kasia. Ona wniosła bardzo dużo do Siedliska. Dzieci ją za to kochają, wszystkie, moje również.
Anna Gajewska mieszka w Siedlisku i jest nauczycielką.
– Współpracowałam z Kasią w ubiegłym roku przy Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy – wspomina. – To jest aż nie do uwierzenia, że Kasia, która ma tyle chorób, jest taka pogodna, radosna i z sercem na dłoni. Dzieci ją kochają. Zrobi dla nich wszystko. Ten turniej charytatywny, to jest nasz dar serca dla niej.
Tak do działa
Z odsieczą dla Katarzyny ruszyły też instruktorki zumby z okolicy i panie, które uczestniczą w takich zajęciach. Sporą reprezentację w Siedlisku miał Bytom Odrzański.
– To dla nas nie ma znaczenia, czy wydarzenie jest dla kogoś znajomego, czy dla obcego – mówi Iwona Wesołowska. – Trzeba pomóc i my po prostu to robimy. Dostajemy zaproszenie, reagujemy z entuzjazmem i jedziemy. Wystarczą chęci, energia i uśmiech – wylicza.
– Nasza pomoc nie kończy się na wrzuceniu pieniędzy do puszki – dodaje Marcelina Bogusz. – Chodzi też o to, żeby pokazać ludziom, że można pomagać poprzez zabawę. Osoba, która zmaga się z problemem, dostaje pozytywną energię. To ważne – zaznacza.
– A kto będzie pomagał, jak nie my? – pyta Alla Chaban, która siedem lat temu przyjechała do Polski z Ukrainy. – U nas takie towarzystwo! Świetne dziewczyny, takie perełeczki – zachwala. – Pomagamy kobietom, dzieciom, zwierzakom. Kto jak nie my? Ludzie nas widzą później na filmikach w internecie, na zdjęciach w gazecie. Dajemy im dobrą energię do życia. Mnie też to pomaga, bo czuję się potrzebna. Tak to działa.
Wdzięczność i wzruszenie
– Cieszę się z tego, że otwieram rano oczy, że mogę iść do pracy, spotkać ludzi – mówi Katarzyna. Jest wzruszona postawą mieszkańców. – Myślę, że los stawia na mojej drodze wspaniałe osoby, które dają mi ciepło. Teraz mój nowotwór jest uśpiony, rokowania są pozytywne. Ale cukrzyca mnie dobija. Potrzebuję pompy insulinowej. To mnie skłoniło, żeby powiedzieć, że potrzebuję pomocy – tłumaczy.
Nie ukrywa, że czuje się nieswojo w sytuacji, gdy to ludzie pomagają jej, a nie na odwrót.
– Pochodzę z domu, w którym pomaganie innym było czymś naturalnym – opowiada. – Tak mnie wychowano. Dziewczyny, przeskakując przez płot na prywatkę, rozdzierały sukienki. Żeby rodzice ich nie okrzyczeli, przylatywały do mojej mamy, która była krawcową. „Pani Weroniko! Zaceruje pani?” prosiły. I mama im pomagała. Moi rodzice prowadzili firmę. I pomagali potrzebującym. Jednej z rodzin dofinansowali na przykład leczenie. Podobnych sytuacji było więcej. Ja w tym rosłam. A teraz wychowuję tak moje dzieci, nie tylko te rodzone, ale też z harcerstwa.
Katarzyna jest bibliotekarką w Siedlisku. Prowadzi tu również harcerstwo, którym kształtuje nie tylko charaktery dzieci, ale też swój.
– Nie usprawiedliwiam siebie, że na przykład nie mogę czegoś zrobić, bo jestem chora. Zawsze szukam rozwiązania. Trzy miesiące po operacji pojechałam do Gdańska na zlot harcerski. Byłam tam współszefową harcerskiego gniazda, dla 500 osób. To mi dawało energię i moc. Harcerstwo stawia na to, żeby pokazać i wzmacniać w nas dobre cechy, bez względu na to, ile mamy tych słabych.
W trakcie maratonu zumby uczestniczki podchodziły do Katarzyny i mówiły, że przyszły w ciemno, żeby pomóc.
– Odwdzięczę się wszystkim, jak tylko stanę na nogach – odpowiadała Katarzyna.
Niedawno ktoś przysłał do niej wiadomość takiej treści: „To nie ty jesteś dłużna światu, tylko świat jest dłużny tobie”.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz