Zuzanna Jastrzębska, 17-latka z Nowej Soli, wystartowała w Otyliadzie. W basenie spędziła 12 godzin. Przepłynęła 34 kilometry i 200 metrów.
„Regionalna”: Opowiedz o zawodach.
Zuzanna Jastrzębska: Odbyły się w Bolesławcu. Trwały od godziny 18 do 6 rano. Mogłam opuścić basen szybciej. Chodziło o to, żeby przepłynąć jak najdłuższy dystans w czasie maksymalnie 12 godzin. Mogłam robić przerwy krótsze niż 15 minut. Nie było ograniczonej ilości tych przerw, jednak wiadomo, że jak ktoś robił ich dużo, to przepłynął mniejszy dystans. Ja zrobiłam około dziesięciu. W 12 godzin przepłynęłam 34 kilometry i 200 metrów.
I wygrałaś.
Pokonałam 57 osób. W skali kraju, w zawodach w różnych miastach, [paywall] wystartowało w sumie ponad 2.200 osób, a ja zajęłam 46. miejsce. Nie zakwalifikowałam się do ogólnopolskiego finału, ale i tak tam wystartuję. Zaprosili mnie chyba z uwagi na mój młody wiek i na to, że w Bolesławcu pokonałam wszystkich, nawet mężczyzn.
Pokonałaś też swoje słabości.
Tak, na przykład stres, bo ja łatwo się stresuję, tak w sporcie, jak i w życiu. Dzięki pływaniu uczę się ten stres zwalczać. Wyrobiłam w sobie umiejętność myślenia na chłodno. Wchodzę na słupek i potrafię się uspokoić, wyłączyć emocje. Nauczyłam się, że w tym jednym momencie, gdy czekam na gwizdek, muszę być pewna siebie, wierzyć w to, co robię. Dzięki pływaniu, w życiu też potrafię podchodzić do wielu spraw na chłodno. Kiedyś bardzo mnie stresował angielski. Pamiętam słowa mojej mamy. Powiedziała: „Dlaczego stresujesz się kartkówką w szkole, skoro potrafisz przezwyciężać siebie, swoje słabości i płynąć przez tyle godzin?”.
W jaki sposób przygotowywałaś się do zawodów?
Spędzałam przynajmniej 5 dni w tygodniu na basenie. Wstawałam po 4 rano, wyprowadzałam psa, jadłam śniadanie i szłam na godz. 6 na trening. Trwał nieco ponad godzinę. Nie mogłam pozwolić sobie na dłuższy z powodu szkoły. Sobotni trwał 2 godziny, a w niedzielę potrafiłam pływać nawet przez 4 godziny. Poza tym chodziłam na siłownię, biegałam, jeździłam na rowerze. Nie jestem wyczynowym sportowcem, robiłam to przede wszystkim dla siebie. Porządne przygotowania, takie z dziesięcioma treningami w tygodniu, rozpoczęłam w styczniu. Pływackie treningi rozpisywała mi trenerka, a resztę robiłam sama, we własnym zakresie. Z tą trenerką pracowałam jeszcze przed laty, gdy trenowałam pięciobój nowoczesny.
W jaki sposób przygotowywałaś swoją głowę do takiego wysiłku? Przecież płynęłaś przez kilkanaście godzin, od jednej ściany basenu do drugiej. To monotonne.
Dla wielu osób takie długie pływanie może być nudne. Tym bardziej, że dokoła są głównie kafelki i woda. Potrzebny jest spokój i cierpliwość. Mam wrażenie, że to chyba kwestia przyzwyczajenia. Trzeba to w sobie wypracować podczas treningów. W Bolesławcu, gdy płynęłam, robiłam wszystko, żeby nie myśleć o zmęczeniu. Podczas takich startów zdarzają się kryzysy. Mnie dopadł po 15. kilometrze. Czułam się słabo, było mi zimno. Żeby to przetrwać, nuciłam w głowie piosenki, wracałam myślami do różnych zdarzeń. Sama siebie zaskakiwałam tym, co mi mózg podpowiadał. Na takich wielogodzinnych zawodach najbardziej pomaga jednak obecność najbliższych.
Byli z tobą?
Oczywiście. Bardzo mnie wspierali podczas przerw. Rozbolał mnie żołądek, więc tata dał mi specjalny żel, a mama ciepłą herbatę. Jestem wierząca, więc pomodliłam się przez chwilę. Powiedziałam: „Boże, daj mi siłę, pomóż przezwyciężyć ten ból”. Spojrzałam na chwilę w lustro. Pomyślałam „Wykonałaś tak wielką pracę, zrobisz to”. Wróciłam do basenu i płynęłam dalej. Bez wsparcia rodziców bym tego nie osiągnęła.
Ludziom imponują twoje wyniki?
Przesyłają mi ciepłe słowa, gratulują. To mnie zaskakuje, bo przecież wiele osób osiąga lepsze wyniki ode mnie, startują w mistrzostwach. Kiedyś, gdy trenowałam pięciobój, moje starty na basenie trwały dwie minuty i nikt ich nie oglądał poza rodzicami. A teraz tyle osób interesuje się moim pływaniem.
Może ich szacunek dla twoich osiągnięć bierze się stąd, że pokonujesz swoje słabości, że cały czas pracujesz nad tym, żeby być lepsza?
Możliwe. I ja to bardzo doceniam, że oni o mnie myślą. Cztery moje najbliższe przyjaciółki, Hania, Oliwia, Dominika i Paulina, pojechały na zawody do Bolesławca pociągiem. Jechały 4 godziny, z przesiadkami. Spędziły całą noc na trybunie. Na basenie jest wilgotno i gorąco. Żadna przyjemność tam siedzieć. A one siedziały i mnie dopingowały. Zasnęły tylko na godzinę.
O czym to świadczy?
O tym, że mam wspaniałe przyjaciółki. O 3 nad ranem poszły na stację i przyniosły mi herbatę. W trakcie przerw rozmawiały ze mną. Ogromnie to doceniam. Gdy miałam kryzys, to pomyślałam również o nich, że przyjechały specjalnie dla mnie. Nie mogłam się poddać.
Co poczułaś po 12 godzinach w wodzie?
Zmęczenie, ale też radość i ulgę, że to już koniec, że się udało. Pamiętam, że wyszłam z wody szczęśliwa. Wręczyli mi medal.
Lubisz oglądać swoje medale?
Tak, szczególnie, gdy nie mam ochoty na trening. Spoglądam wtedy na medale i to mnie mobilizuje do pracy.
Jak zaczęłaś przygodę ze sportem?
Jesteśmy sportową rodziną, mama i tata dbają o siebie, ćwiczą, chodzą na siłownię. Zapisali mnie na treningi, bo chcieli, żebym nauczyła się pływać. Gdy zaczynałam, wcale nie byłam najszybsza. Skupiałam się na technice i często dopływałam ostatnia.
Nie załamywało cię to?
Załamywało. Wracałam do domu i potrafiłam płakać, bo w treningi wkładałam tyle pracy, co inni, a czasami nawet więcej, ale i tak przegrywałam. Przestałam wierzyć w siebie. Ale rodzice mnie wspierali. Nigdy nie oceniali. Jak mi nie poszło, to słyszałam, że świat się nie zawalił. To bardzo ważne, żeby mieć kogoś takiego przy sobie, kto w ciebie wierzy. Tłumaczyli, że muszę pracować, bo sukces nie przychodzi od razu.
Wspomniałaś o pięcioboju. Przestałaś go trenować przez kontuzję.
Tak, prawie 4 lata temu doznałam kontuzji na nartach, zerwałam dwa więzadła. Powrót po takiej kontuzji do wysokiego poziomu był raczej niemożliwy. Poddałam się i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Czułam pustkę, rozczarowanie, że musiałam pożegnać się z marzeniami. Na basen chodziłam, ale sporadycznie. Bardzo tęskniłam za sportem.
Co się wydarzyło, że wróciłaś?
Tata zabrał mnie na siłownię i tam znowu zaczęłam się cieszyć tym, że ćwiczę. Później były zawody szkolne w pływaniu. Zaczęłam przygotowania i chyba to był ten kop, żeby wrócić. Przekonałam się, że dalej jestem w tym dobra, że pływanie sprawia mi dużo radości.
Co czujesz podczas treningu?
Spokój. Odkąd znowu trenuję, czuję, że wszystko przychodzi mi łatwiej. Sport kształtuje mój charakter. To moja odskocznia.
Od czego?
Od szkoły, od stresów, od problemów, od braku wiary w siebie, od chorób najbliższych mi osób. Są w życiu ciężkie sprawy, do których nie chcę wracać myślami. Na basenie jestem w stanie od nich odpocząć. Zmęczenie fizyczne działa na mnie tak, że odpoczywam psychicznie. Gdy płynę, spędzam czas sama ze sobą. Mogę wszystko przemyśleć, przeanalizować w głowie, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Pływanie to taka stała rzecz w moim życiu. Nieważne, co się zadzieje. Ja wiem, że pójdę na basen i tam będzie tak, jak zawsze.
Marzysz o pływaniu na otwartych wodach?
To nawet nie marzenie, to cel. Jestem tak przyzwyczajona do basenu, że pływanie na otwartych wodach będzie dla mnie ciężkie i męczące. Ale chcę tego spróbować. Podziwiam ludzi, którzy pływają w morzach, wśród fal.