Za ponad 5 lat, 6 grudnia 2030 roku, do zasobu Skarbu Państwa wróci działka w Mirocinie Dolnym, na której od 2019 roku prowadzona jest pseudorekultywacja.
Nieco wcześniej działkę tę w użytkowanie wieczyste dostała spółka Irreco (wówczas AGC), żeby przeprowadzić tam rekultywację przy pomocy odpadów. Urzędnicy, samorządowcy i politycy pozwolili, żeby śmieciowi biznesmeni zarobili miliony na zwiezieniu blisko 230 tysięcy ton zmielonych śmieci, wątpliwej jakości. O kontrowersjach i przekrętach [paywall] z tym związanych, a także o ludziach zaangażowanych w ten proceder pisaliśmy wielokrotnie. Użytkownik wieczysty, czyli wspomniana spółka, do tej pory nie złożył wniosku o sprzedaż gruntu na jego rzecz. Sprzedaż wymaga zgody wojewody. Ten wydał stosowne warunki w tym zakresie, co raczej wyklucza możliwość zbycia prawa własności tej działki. Zatem od 6 grudnia 2030 roku będzie nią gospodarować starostwo.
Skąd pieniądze?
W poniedziałek, 24.03., w trakcie wspólnego posiedzenia komisji w Starostwie Powiatowym, do sprawy nawiązał Daniel Zych, naczelnik wydziału ochrony środowiska. Poinformował, że piłka leży teraz po stronie Urzędu Marszałkowskiego, że to właśnie marszałek powinien wymusić na spółce dokończenie prac. Trzeba jednak pamiętać, że dokończenie prac będzie sporo kosztować. Czy spółkę na to stać?
Wspomniana spółka prowadziła rekultywację w nieprawidłowy sposób. Ludzie z nią związani łamali przepisy i prawo. Sposób prowadzenia prac przypominał sadzenie drzew korzeniami do góry. Rekultywacji nie dokończono. Efektem jest tykająca bomba. Jeśli nikt nie zmusi spółki do dokończenia prac (czy to w ogóle możliwe?), jeśli Irreco stanie się spółką widmo (to jest prawdopodobne, sprzęt z Mirocina zabrano, od dawna nie trwają tam prace), to urzędnicy, samorządowcy i politycy pieniądze na rozbrojenie bomby wezmą najpewniej z kieszeni podatników.
22
Poprzedni artykuł