Strona główna » Żyła na swoich warunkach i tak odeszła

Żyła na swoich warunkach i tak odeszła

przez imperia

Dorotę Ciechanowicz (†60 l.), instruktorkę tańca w ŻDK, zmarłą we wtorek, 18.02., wspominają mąż Piotr Ciechanowicz, współwłaściciel firmy Tandem z Żagania i prezes Unii Kunice oraz ich dzieci, Diana i Daniel.
Dorota Ciechanowicz zmarła we wtorek, 18.02., nad ranem, w domu rodzinnym w Siodle.
– Trzeba przeżyć. 41 lat byliśmy razem – ze łzami w oczach mówi Piotr Ciechanowicz, mąż zmarłej i dodaje: – Poznaliśmy się na basenie w Kunicach, gdy miałem 17 lat, a Dorota 16. Później widywaliśmy się w dawnym Centrum Kultury Młodzieżowej przy ul. Zakopiańskiej, gdzie ja prowadziłem dyskoteki, a ona przychodziła potańczyć.
Taniec był pasją Doroty Ciechanowicz.
– Ukończyła studia choreograficzne. Kształciła się również w Kieleckim Teatrze Tańca u Elżbiety Szlufik-Pańtak, która była prekursorem tańca jazzowego w Polsce – wspomina Diana, córka zmarłej.
– Kiedyś odbywały się w CKM-ie mistrzostwa w kulturystyce i mama dała podczas nich pokaz tańca, przebrana za Michaela Jacksona. Brała też udział w ogólnopolskim turnieju tańca transmitowanym przez program drugi TVP i zajęła tam 10. miejsce. Była bardzo uzdolniona. Mogła zostać profesjonalistką, ale pojawiłem się ja i wszystko się zatrzymało – wspomina syn Daniel, który urodził się w 1984 r.
Polegali na niej
Przez wiele lat D.Ciechanowicz prowadziła zajęcia z tańca w filii ŻDK w Kunicach. W ubiegłym roku przeszła na emeryturę.
– Już w latach 90. pracowała w ŻDK, gdzie prowadziła grupy taneczne. Osoby, które wtedy chodziły na zajęcia, opowiadały mi, że mama prowadziła zajęcia, nawet jak była w wysokiej ciąży ze mną – wspomina córka Diana.
– Przez zajęcia prowadzone przez mamę przeszło wielu młodych ludzi, którzy często konsultowali z nią nie tylko sprawy dotyczące zajęć, ale również swoich wyborów życiowych. Wiedzieli, że mogą jej zaufać i że mogą na niej polegać. Często pomagała innym i robiła to z własnych środków finansowych. Pracowała z pasją, ale ze strony ówczesnych władz ŻDK brakowało zaangażowania i to było dla niej przykre. Musiała wykładać własne pieniądze, żeby móc realizować pomysły, które miała – dodają dzieci zmarłej.
Była tak zaangażowana w pomoc innym, że nawet kiedyś… zapomniała o córce Dianie.
– Do dzisiaj wszyscy ze śmiechem wspominają historię, jak mama po zajęciach odwoziła dzieci do domów. Zapytała, kto chce z nią jechać i gdy się zgłosiły trzy osoby, to dopytywała, kto jeszcze, bo ma jedno wolne miejsce. Wtedy musiałam ją zapytać, czy nie zapomniała o swoim dziecku, czyli o mnie – mówi córka Diana. 
Wiele zainteresowań
D. Ciechanowicz miała wiele pasji i zainteresowań. Często mówiła, że nie ma rzeczy niemożliwych.
– Mama uwielbiała aktywność fizyczną. Trenowała karate w młodości, a gdy byłem mały, zabierała mnie na zajęcia aerobiku. Była ratownikiem wodnym, nurkowała nawet na 24 metry głębokości. Grała na pianinie. Uwielbiała słuchać muzyki, która cały czas była w domu. Zrobiła też prawo jazdy na motocykl, ale nigdy z niego nie skorzystała. Spędzała dużo czasu na pracy w ogrodzie, ale nie lubiła prac kuchennych i gotowania. Cieszyła się, gdy te obowiązki od niej przejmowaliśmy – mówi syn Daniel.
W ostatnich latach przeszła na wegetarianizm.
Dookoła świata
Uwielbiała podróże i jej marzeniem była ta dookoła świata.
– Rodzice dużo podróżowali. Mnie się udało z mamą pojechać niedawno do Portugalii. Myślałem, że może w najbliższym czasie polecimy do Japonii. Miała marzenie – podróż dookoła świata. Jak chodziłem jeszcze do podstawówki, to często o tym mówiła. Później, gdy dostałem się w Niemczech na filologię angielską, to mama mówiła, że pojedziemy razem do Indii, a ja będę jej tłumaczem, ale nie pojechaliśmy, nie zdążyliśmy – mówi Daniel.
Odporność
Kilka dni przed śmiercią D. Ciechanowicz pojechała z mężem do Międzyzdrojów, gdzie mają mieszkanie.
– Poczuła się gorzej, dlatego wróciliśmy do domu – mówi Piotr, mąż zmarłej. – Ta choroba należała do brutalnych. To był rak – dodaje.
Dzieci nie wiedziały o tym, jak poważnie jest chora ich mama.
– Ukrywała chorobę przed wszystkimi. Byliśmy trzymani w dużej niewiedzy. Coś wiedzieliśmy, bo w ostatnich miesiącach mamie bardzo obniżyła się odporność. Co chwilę chorowała. W ostatnich miesiącach była na skraju zdrowia, a – jak się okazało – także życia. Gdy próbowałem się wypytać o jej stan zdrowia, odwracała się i nie chciała rozmawiać. Wtedy nie wiedziałem dlaczego. Dopiero teraz to rozumiem – mówi Daniel i wspomina ostatnie tygodnie spędzone razem. – Jak leżała w domu, bo znowu dopadła ją jakaś infekcja, to często oglądaliśmy filmy i seriale science fiction. Zanim mama odeszła, to zdążyliśmy razem obejrzeć kilka serii serialu Star Trek. Było super – dodaje syn Doroty.
– Trudno pogodzić się z jej odejściem, ale przez ostatnie dwa, trzy tygodnie była ze wszystkimi najbliższymi, wszystkim pomogła na swój sposób. Gdy zachorował mój pies, to w czwartek i piątek dzwoniła ze mną do przychodni weterynaryjnej, żeby ustalić, co się dzieje – mówi córka Diana.
– Żyła na swoich warunkach i tak też odeszła – uważają bliscy zmarłej, która w czerwcu skończyłaby 61 lat.
Ostatnie pożegnanie
Pogrzeb Doroty Ciechanowicz rozpocznie się mszą św. żałobną w kościele p.w. Matki Boskiej Szkaplerznej przy ul. Wyzwolenia w sobotę, 22.02., o godz. 10. Pochowana będzie na cmentarzu komunalnym przy ul. Pionierów w Kunicach.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz