Piłkarzom z Brzeźnicy niewiele brakowało, aby sprawić niespodziankę w meczu z wiceliderem żarsko-żagańskiej klasy A, Spartą Grabik. Cieszyliby się z punktu, gdyby w końcówce meczu, przy stanie 0:1, wykorzystali rzut karny.
Przedostatnia w tabeli Zorza walczy o utrzymanie. A że do klasy B spadają co najmniej cztery zespoły, brzeźniczanom bardzo zależało, aby wygrać z wiceliderem tabeli. I mieli duże szanse, bo Sparta do Brzeźnicy przyjechała w niedzielę, 2 kwietnia, osłabiona.
– Potrzebujemy punktów jak tlenu, dlatego nie odpuszczaliśmy rywalom ani na centymetr. Niestety, zabrakło skuteczności, a najbardziej szkoda tego rzutu karnego, po zagraniu ręką przez gości w polu karnym, w 88. minucie. Niestety, Marcin Matczak nie wykorzystał jedenastki, ale tak bywa w futbolu – ocenia Paweł Najdek, trener Zorzy. – Wcześniej mieliśmy też kilka dobrych akcji z gry, ale zabrakło wykończenia. Trudno, nie poddajemy się, walczymy dalej, do końca o każdy punkt, przybliżający nas do utrzymania.
Jedyna bramka padła w 7. minucie. Piłkę wrzuconą w pole karne wybił obrońca Zorzy, doszedł do niej Emil Waga, który pięknie odegrał do Marcina Mościckiego, który z 7 metrów, plasowanym strzale umieścił ją w siatce.
Trener Sparty, Wojciech Aksamitowski, przyznaje, że drużyna zagrała w mocno osłabionym składzie.
– Trudny mecz na nierównym, pełnym kęp boisku. Dlatego cieszę się z trzech punktów, tym bardziej, że Zorza też miała swoje okazje. Sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy po zagraniu ręką w polu karnym, ale wcześniej nie widział podobnej sytuacji w szesnastce Zorzy – zaznacza.
