Nowa burmistrz Kożuchowa zastanawia się, co zrobić ze strefą płatnego parkowania. W grę wchodzi nawet zerwanie umowy z firmą.
Temat strefy płatnego parkowania w Kożuchowie przewinął się przez kampanię wyborczą. Alina Śmigiel pod osłoną nocy nagrała nawet film, na którym wyliczała, że koszt czteroletniej umowy na stworzenie strefy to 942 tys. zł.
– Analizując przychody można przypuszczać, że kwota inwestycji spłaci nam się po 9 latach – mówiła. W kampanii obiecywała, że przez pierwsze 30 minut będzie można parkować bezpłatnie.
Tuż przed wyborami rada miejska zrobiła ruch wyprzedzający i obniżyła stawkę za parkowanie za pierwsze pół godziny ze złotówki do 50 gr. Burmistrz Paweł Jagasek tłumaczy, że nie był to żaden chwyt pod wybory, ale po prostu wspólnie z radą wsłuchał się w potrzeby mieszkańców.
We wtorek na sesji (28.05.) A. Śmigiel wróciła do tematu parkowania. – Mam już umowę. Czekam jeszcze na informację, jakie mamy dochody za styczeń, luty, marzec. Pewien obraz już mamy. Konsultuje się jeszcze, jeżeli chodzi o możliwości zmiany warunków umowy czy w ogóle rezygnacji – powiedziała. Obiecała, że jeśli będzie chciała wprowadzić jakieś zmiany dotyczące strefy, to najpierw skonsultuje się z radnymi.
Z analiz, które wykonano przed powstaniem strefy wynikało, że w ciągu dnia parkowań do pół godziny jest ok. 240. Przy stawce 1 zł to dawało 60 tys. zł w skali roku. Przy obniżeniu stawki do 50 gr łatwo policzyć, że do budżetu wpadnie 30 tys. zł. W tym zestawieniu coraz trudniej osiągnąć taki stan, żeby przychód z parkowania bilansował wydatek na obsługę strefy.
Wpływy ze strefy w marcu wyniosły 12 tys. 185 zł.
33
Poprzedni artykuł