Odra odgryzła się za porażkę z drugiej kolejki. W Nowej Soli, podobnie jak wtedy w Bytomiu, padło sześć bramek. – Zasłużona wygrana Odry – komentuje Mateusz Reimann, trener KSD.
Odra przegrała w tym sezonie tylko jeden mecz, na początku rundy jesienniej, gdy Dozamet strzelił w Bytomiu aż pięć bramek, podczas gdy gospodarze zaledwie jedną. Ponad siedem miesięcy musiała czekać Odra, by móc się odgryźć. I choć motywować nikogo nie trzeba było, to profilaktycznie w bytomskiej szatni, odpowiednie wcześniej, zawisło zdjęcie z jesieni, na którym piłkarze KSD pokazywali słynne już pięć palców.
Odrze marzyła się zapewne zemsta idealna, czyli powtórka wyniku z jesieni, tyle tylko, że na własną korzyść. I trzeba przyznać, że ten scenariusz mógł się ziścić. Koniec końców faktycznie padło sześć bramek, tylko w nieco innych proporcjach.
O przebiegu meczu można powiedzieć tyle, że obie drużyny miały momenty dominacji, więcej oczywiście miała Odra, ale bywało też tak, że gra zwalniała i przenosiła się na środek pola. Odnotować należy też dwie sprawy: po pierwsze między słupkami KSD debiutował niespełna 16-letni Marcel Badecki, po drugie Odra potrafiła wbić dwie bramki grając w dziesiątkę.
Sześć bramek i jedna czerwona kartka
Jak padały bramki? Chwilę przed utratą pierwszej Dozamet był jeszcze na połowie rywala. Nowosolanie nie mogli jednak sklecić sensownej akcji, więc wycofali piłkę, która ostatecznie trafiła do Badeckiego. Ten podał do Romańskiego, który naciskany przez piłkarzy Odry szybko się jej pozbył. Niestety dla Dozametu, trafiła ona pod nogi Konsewicza, który przy pomocy Koppenhagena zakończył całą akcję bramką.
Niespełna 20 minut później Odra wywalczyła rzut z autu. W swoim stylu piłkę aż w pole karne wrzucił Kamil Chałupka, głową trącił Cieśla, a ta skozłowała przed Badeckim, minęła słupek i już było 0:2.
Na początku drugiej połowy bytomianie po raz trzeci wpakowali piłkę do bramki KSD, ale tym razem nowosolan uratowała podniesiona chorągiewka sędziego.
Chwilę później Dozamet zabrał się do odrabiania strat. Gdy obrońcy Odry rozgrywali piłkę między sobą, do Żukowskiego dopadł Nazar. Zabrał mu futbolówkę i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Żukowski chciał naprawić swój błąd, ale zrobił to mało finezyjnie i ujrzał czerwień. Całość miała miejsce tuż przed polem karnym, więc nowosolanie zamiast jedenastki zarobili „tylko” rzut wolny. Ale to wystarczyło. Co prawda za pierwszym razem Nazar trafił w środek muru, ale szybką dobitką udało się w końcu pokonać Ristoka.
Z bramki kontaktowej Dozamet cieszył się krótko. Niecałe 10 minut później nowosolanie cudem uniknęli straty kolejnego gola, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Chwilę później w sytuacji sam na sam z Badeckim znalazł się Wróbel. Przerzucił piłkę nad młodym bramkarzem i zrobiło się 1:3.
Czwarta bramka dla Odry to strzał zza pola karnego i kolejny lob nad bramkarzem KSD. Dziubański kopnął jakby od niechcenia i chyba sami piłkarze Odry byli zdziwieni, że się udało.
Bytomianie zapewne mieli już w oczach najsłodszy scenariusz zemsty, czyli wbicie piątej bramki, ale szyki pokrzyżował im Abiola. Nigeryjczyk pojawił się na boisku w 81 minucie. Trzy minuty później dostał podanie będąc niemal w środku pola karnego. Potańczył trochę z piłką, trochę wspomógł się Kołodziejem, strzelił i Ristok po raz drugi musiał wyciągać piłkę z siatki.
Z Marcela jestem zadowolony
Mimo czterech straconych bramek, trener Dozametu nie ma pretensji do młodego bramkarza. – Oczywiście, że zawsze można się lepiej zachować, ale w kontekście tego meczu, to jak na chłopaka, który nie ma jeszcze 16 lat, Marcel może zapisać sobie ten występ na mały plusik – mówi Mateusz Reimann. – Może przy tej pierwszej sytuacji bramkarz z większym doświadczeniem nie zagrałby do Grzegorza pod pressingiem, tylko wybiły piłkę. Ale to jest kwestia doświadczenia. Jeśli chodzi o jego występ, to jestem zadowolony – wyjaśnia.
Co do gry całego zespołu, to przyznaje, że na żywo był trochę zawiedziony, ale po dwukrotnym przeanalizowaniu nagrania, zmienił nieco zdanie. – Jestem zadowolony z dużych fragmentów gry. Oczywiście nie jestem z czterech bramek. Nie chcę mówić, że wynikały z błędów indywidualnych, bo takie błędy powoduje gra zespołu. Ale nawet jeśli przeanalizujemy pierwszą sytuację bramkową, to było tam wiele dobrych rzeczy, choć skończyło się źle dla nas. W 12 minucie mieliśmy sytuację ze stałego fragmentu, Tomczak miał głowę, gdybyśmy to strzelili, różnie to mogłoby się potoczyć – komentuje. – Trzeba przyznać, że w większości przypadków jakość zawodników Odry stanowiła różnicę. Może tylko nie zasłużyliśmy na cztery bramki. No. poszedł wynik w świat. Zasłużona wygrana Odry – kwituje.
Mały szpital w drużynie
Trener KSD przyznaje, że tak samo jak na początku jesieni, tak teraz zmuszony jest szukać optymalnego składu. To efekt kilku odejść, ale też kontuzji. Reimann przyznaje, że ma w drużynie „mały szpital” – Kuba Dębiczak ma poważne problemy zdrowotne. Piotrek Nitka kontuzja. Mateusz Juncewicz kontuzja. Marcin Tomczak kontuzja. No i oczywiście wielka dla mnie strata, Wojtek Uścio. To chyba było widać w meczu z Bytomiem, że to nie jest ten Wojtek, którego widzieliśmy w meczach sparingowych. Okazało się, że ma zapalenie Achillesów. Z Odrą grał na środkach przeciwbólowych i moim zdaniem było to widać. W drugiej połowie dostał świetne podanie od Michała Leśniaka i nie mógł uciec Cieśli. W normalnych warunkach Cieśla by go nie dogonił – opowiada. – Ale są też pozytywy, bo do bramki wraca Mateusz Chudziak – dodaje.
13
Poprzedni artykuł