Strona główna » Zarzuty dla prezesa

Zarzuty dla prezesa

przez imperia

Nowosolska prokuratura oskarżyła Józefa G. prezesa firmy, która prowadzi rekultywację w Mirocinie Dolnym.
Akt oskarżenia pojawił się pod koniec maja. Zarzuty są trzy. Pierwszy dotyczy zanieczyszczenia w świecie roślinnym i zwierzęcym. Grozi za to od 3 miesięcy do nawet 5 lat więzienia. Kolejne dwa dotyczą zniszczenia i przywłaszczenia mienia. Chodzi o skarpę, z której podbierany był piach.
Zawiadomienie w ub. roku złożyło Nadleśnictwo Nowa Sól. Leśniczy zauważyli, że firma, która wykonuje rekultywację na składowisku w Mirocinie Dolnym naruszyła granice Lasów Państwowych. Składowisko znajduje się w niecce, którą otacza wysoka skarpa, a na niej rośnie las. Nadleśnictwo zgromadziło dowody na to, że koparki podbierały piasek ze skarpy. Na tereny leśne wylała się jakaś substancja. Leśniczy zażądali jej usunięcia. Przy okazji pobrali też próbki i wysłali do analizy. W zawiadomieniu napisali, że firma zniszczyła las. Oszacowali też, że bez pozwolenia podebrała ze skarpy ok. 250 ton piachu.

Świętszy od papieża 
 Oskarżony to Józef G. prezes spółki. – Kierował wykonaniem tych czynów przez podwykonawców tej spółki. Polecił im wybieranie materiału ziemnego ze skarpy. Doszło też do zniszczenia drzew i zniszczenia w świecie roślinnym – tłumaczy Katarzyna Wojciechowska, zastępca prokuratora rejonowego w Nowej Soli.

Nie przyznał się do zarzutów. Wysłaliśmy do niego prośbę o rozmowę, ale nie odpowiedział. W jednej ze wcześniejszych rozmów pytaliśmy go o tę sytuację. Tłumaczył wtedy, że nie był świadomy, gdzie jest granica. To na moje zlecenie przyjechał geodeta. Jak się dowiedziałem, gdzie jest granica działki, to przerzuciłem wszystko na swoją stronę. Osad wylał się pół metra od granicy. Z nadleśnictwem mieliśmy porozumienie, że naszą działkę zrównamy poziomem z ich działką. Jak mogliśmy wykonać te prace nie wjeżdżając na ich teren? To nieprawda, że podebraliśmy skarpę. Nawieźliśmy im 100 samochodów czystej ziemi. Maszyny musiały wjechać, żeby to wypoziomować. Nie zniszczyliśmy żadnej skarpy. A jeśli mają jakiś dowód, że wzięliśmy chociaż kilogram ziemi, to niech pokażą” – mówił w grudniu ub. roku.
Kiedy w kwietniu wznowił rekultywację powtarzał zaś: „Teraz muszę być świętszy od papieża”.

200 tys. zł kary
 Na tym nie koniec problemów prezesa. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Zielonej Górze nałożyła na firmę karę w wysokości 207 296 zł. Do dziś przedsiębiorstwo nie zapłaciło złotówki. Odwołało się do Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, ale podobno z naruszeniem terminu. 
Sprawą rekultywacji zajmuje się także Samorządowe Kolegium Odwoławcze. Leży tam skarga Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska na decyzję starosty nowosolskiego. Chodzi o to, że zezwolił on na rekultywację bez opinii środowiskowej. Decyzję SKO mamy poznać do końca lipca. Możliwe, że rekultywacja odbywa się na podstawie pozwolenia, które ma wadę prawną. Jeśli tak będzie to odpowiedzialność spadnie na starostwo.
Na tym nie koniec, bo swoją kontrolę prowadzi na składowisku WIOŚ. Z wynikami ma się podzielić w przyszłym tygodniu. Kontrolerzy weryfikowali, co przywiozły ciężarówki i co trafiło na składowisko.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz