Strona główna » Żal chłopaka, żal ludzi…

Żal chłopaka, żal ludzi…

przez imperia

Chłopak traktuje klatkę schodową budynku przy Wróblewskiego jak swój dom. Sam z siebie pewnie nigdzie nie pójdzie. Może być niezaradny, być może z powodu problemów psychicznych, a na pewno z powodu narkotyków, które zażywał. Jak mu pomóc? Jak pomóc ludziom, którzy mieszkają w budynku przy Wróblewskiego?
Do redakcji przyszli mieszkańcy: kobieta i jej 27-letni syn. Kobieta miała na nosie maseczkę. Powiedziała, że to z przyzwyczajenia, że zakłada ją zawsze, gdy wychodzi z mieszkania w budynku przy Wróblewskiego, bo na klatce schodowej śmierdzi tak, że aż ciężko wytrzymać. – Chodźcie, powąchajcie, zobaczcie – poprosili.
Na podłodze 
W budynku przy [paywall] Wróblewskiego skargi na przykry zapach niosą się od parteru po najwyższe piętro. – To od niego – kolejni mieszkańcy wskazują na wystraszonego chłopaka w kapturze. – Śpi na korytarzu, nie myje się, często załatwia pod siebie – mówią kolejni mieszkańcy. – Zdarzyło się, że ścianę wysmarował odchodami.
Chłopak jest bardzo zaniedbany. Twierdzi, że ma 17 lat, choć w rzeczywistości skończył w tym roku dwadzieścia. 
– Który mamy rok? – dopytujemy.
– Chyba 2021 albo 2022 – odpowiada.
Mówi, że ktoś cały czas za nim chodzi, że ktoś go śledzi…
Mieszkańcy, gdy przechodzą obok chłopaka, zakrywają ostentacyjnie nosy i usta. A chłopak odsuwa się na kilka metrów, pod ścianę.
– Gdzie śpisz? – pytamy.
– Co jesz?
– Gdzie się myjesz?
Za każdym razem odpowiada: „U taty”.
– Nieprawda! – oponują mieszkańcy. – Przecież ojciec nie wpuszcza go do mieszkania! Chłopak śpi na korytarzu, na gołej podłodze!
U taty
Ojciec mieszka w tym samym budynku.
– Matka chłopaka wyjechała dawno temu, zostawiła mnie z trójką dzieci – opowiada. – To nie był zły dzieciak, grał w piłkę nożną. Problemy wychowawcze zaczęły się już w podstawówce. Nie chodził na lekcje, więc trafił do ośrodka wychowawczego. Jak wrócił z ośrodka, to załatwiłem mu pracę. Ale trafił w nieodpowiednie towarzystwo, zaczął ćpać i nie zachowywał się normalnie. Musiałem wzywać do niego policję, a nawet pogotowie, bo miał urojenia. Mówił, że chodzą po nim robaki, albo że ktoś go śledzi. Nie zachowywał się jak zdrowy człowiek. Przestał o siebie dbać. Nie mył się. W końcu zaczął załatwiać się pod siebie.
Ojciec wymeldował chłopaka z domu i wymienił zamki. Twierdzi, że mimo wszystko wielokrotnie litował się nad synem. – Wpuszczałem go do mieszkania, jak szedłem do pracy. A on wyjadał wszystko z lodówki, wynosił różne rzeczy z mieszkania. Potrafił zapaskudzić łazienkę, wysmarować fekaliami podłogę, ścianę, prysznic. Kilka razy włamał się do mieszkania.
Żal chłopaka, żal ludzi 
Mieszkańcy bloku oceniają, że ojciec ma syna gdzieś, że nie chce mu pomóc. Ojciec twierdzi, że stracił jakąkolwiek empatię i miłość względem syna. – To chyba nawet nie jest mój syn, przecież nie jest nawet do mnie podobny – mówi. Ma żal do sąsiadów. – Gdyby nie dokarmiali chłopaka, to nie siedziałby na klatce schodowej, tylko szukałby butelek, puszek, bo musiałby na siebie jakoś zarobić, musiałby sam sobie radzić – argumentuje ojciec.
– Dokarmiamy, bo żal nam tego chłopaka, przecież on ma dopiero 20 lat i chyba można go jeszcze uratować – wyjaśniają sąsiedzi.
– Jak go wezmę do mieszkania, jak umyję pod prysznicem i ubiorę w coś czystego, to sąsiedzi nie mają pretensji o nic – kontynuuje ojciec. – Wołają nawet chłopaka i proponują, żeby klatkę schodową posprzątał. A jak znowu chodzi śmierdzący, obszczany i obsrany, to mają pretensje.
Czy można się dziwić zachowaniu sąsiadów?
– Dokarmiamy, bo to jest jednak człowiek – mówią. – Tak, mamy pretensje, bo smród na klatce jest taki, że nie da się oddychać – denerwują się.
Amfetamina, ecstasy… 
– Chłopak ma chyba problemy psychiczne – podejrzewają mieszkańcy.
Podobne podejrzenia ma ojciec. Mówi, że chłopaka zabrano kiedyś na badania do Ciborza. – Lekarz stwierdził, że to może być nawet schizofrenia, ale żadnej oficjalnej diagnozy nie postawił – twierdzi ojciec. Prezentuje kolejne pismo sprzed kilku lat. I czyta: – Zaburzenia psychotyczne w przebiegu używania substancji psychoaktywnych… (chłopak był wtedy pod wpływem amfetaminy i ecstasy – red.).
– Może powinien pan spróbować ubezwłasnowolnić syna? – sugerujemy.
– Nie ubezwłasnowolnię – obrusza się ojciec. – Wtedy będę musiał go przyjąć do mieszkania, spadnie na mnie obowiązek opieki, a ja dłużej nie dam już rady.
Co robi MOPS? 
Potrzebę ubezwłasnowolnienia mogliby zgłosić w sądzie pracownicy MOPS, argumentując ją zagrożeniem zdrowia i życia dla chłopaka, a także dla innych mieszkańców. Czy zgłaszali taką potrzebę? Czy robią coś w tej sprawie? Jeśli tak, to co robią? 
Skontaktowaliśmy się z Adamem Kałuskim, dyrektorem MOPS. Próbowaliśmy zadać te pytania. Przerwał w połowie zdania i stwierdził, że jest RODO, więc nie może udzielać żadnych informacji.
Próbowaliśmy wyjaśnić, że mieszkańcy zwrócili się do nas z prośbą o pomoc, że szukamy ratunku dla nich i dla tego chłopaka. Dyrektor Kałuski odparł, że jest szereg instytucji, które można powiadomić w zależności od potrzeby. I zaczął wyliczać: – Straż miejska, policja, sąd rodzinny, prokuratura, szpital…
Zaznaczyliśmy, że w tego typu przypadkach MOPS ma obowiązek pomóc. Kałuski przyznał nam rację. Dodał jednak, że taki chłopak może przecież pójść do noclegowni.
Zaczęliśmy tłumaczyć, że ten chłopak traktuję klatkę schodową jak swój dom, że sam z siebie pewnie nigdzie nie pójdzie, że może być niezaradny, być może z powodu problemów psychicznych, a na pewno z powodu narkotyków, które zażywał.
– Mieszkańcy od ponad dwóch lat nagłaśniają ten problem, również w MOPS – zwróciliśmy uwagę dyrektorowi.
Na tę uwagę Kałuski znowu zasłonił się RODO.
Sprawa w sądzie 
W budynku przy Wróblewskiego mieszka sporo dzieci. Zaczepiają chłopaka. A on, zazwyczaj spokojny, robi się wtedy agresywny. Raz skoczył na nastoletniego syna jednej z mieszkanek i go poturbował. Sprawa trafiła do prokuratury. 
Chłopak się boi. 
– My też mamy prawo się bać – mówią mieszkańcy.
Ojciec prezentuje dokument. Wynika z niego, że sprawę badała prokuratura, że w 2023 roku skierowała do sądu akt oskarżenia. Ojciec nie ma jednak pojęcia, jak się zakończyła. Czy w ogóle się zakończyła?  Okazuje się, że nie. Na 9 listopada (czyli już po złożeniu tego wydania do druku) wyznaczono termin posiedzenia.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz