„Kochanemu synkowi rodzice” napisali na szarfie wieńca pogrzebowego podejrzani o jego zamordowanie Agnieszka M. i Andrzej Ć. z Jasienia. Zwłoki Pawełka znaleziono w latrynie.
Śledczy kolejny raz wpadli do mieszkania Andrzeja Ć. (59 l.) w środę (19.01.) po znależieniu martwego noworodka. Sąsiedzi mówią, że szukali czegoś w latrynie na podwórku. Długo przesłuchiwali domowników i szczegółowo sprawdzili każdy zakątek posesji przy ul. Lubskiej. Wiadomo, że zabezpieczyli kij od szczotki, od kilku dni leżący w wychodku. Czy to narzędzie zbrodni? Nie wiemy.
Urodził się żywy
Z ustaleń prokuratury wynika, że dziecko przyszło na świat w piątek, 14 stycznia. Sekcja zwłok wskazała, że chłopczyk urodził się żywy. Świadczą o tym znalezione w płucach pęcherzyki powietrza, którym dziecko zachłysnęło się tuż po urodzeniu. – Była to donoszona, 9-miesięczna ciąża – poinformowała Barbara Neneman-Szachnowska z żarskiej prokuratury. – Zgromadzony materiał dowodowy pozwolił postawić zarzut dzieciobójstwa obojgu rodzicom. Zatrzymaliśmy ich w czwartek, 20 stycznia, wieczorem, a następnego dnia, sąd aresztował ich na trzy miesiące.
Prokuratura nie podaje szczegółów zbrodni, zasłaniając się toczącymi się specjalistycznymi badaniami. Nie wyjaśnia również, co było przyczyną śmierci noworodka i czy na ciele chłopczyka były obrażenia wskazujące na to, że został skatowany. Ustaliliśmy, że podczas przesłuchania Andrzej Ć. milczał jak grób. Agnieszka M. (40 l.), matka zabitego dziecka, podobnie.
To jest matka?
Agnieszka M. ma 14-letniego syna. Chłopiec urodził się z lekką niepełnosprawnością. Mieszka u babci. Andrzej Ć. z dwóch małżeństw ma czworo dorosłych dzieci. Gdy na jaw wyszła zbrodnia popełniona na noworodku, w Jasieniu przypomniano sobie, jak drugiej żonie kazał zostawić w szpitalu trzecie dziecko. Alkohol, awantury, interwencje policji w jego mieszkaniu przy ul. Lubskiej były normą.
O ciąży Agnieszki M. wiedziało niewiele osób. Chyba tylko najbliżsi – matka, konkubent. Jest drobną kobietą i pod kurtką nie było widać brzucha.
– Przecież ona po urodzeniu tego dziecka bez skrupułów piła razem z konkubentem – oburza się Lucyna Ćwikłowska, sąsiadka. – To jest matka? Nie uwierzę w żadne bajki o szoku poporodowym. Powinni ją byli od razu zamknąć i tego jej konkubenta też.
Mogła zostawić dziecko w szpitalu
O zdarzeniu, które poruszyło mieszkańców Jasienia, pisaliśmy w zeszłym tygodniu. Agnieszkę M. widziano późnym wieczorem, 14 stycznia, jak kilkakrotnie wybiegała z mieszkania swojego konkubenta do latryny na podwórzu. To najprawdopodobniej tam urodziła dziecko. Martwego noworodka policja znalazła w wychodku dwa dni później, w nocy z soboty na niedzielę (16.01.). Policję zawiadomił anonimowy informator. Po znalezieniu zwłok noworodka, jego matka trafiła do szpitala z podejrzeniem zakażenia. Spędziła tam trzy dni. W środę rano (19.01.) wypisano ją do domu. Widok Agnieszki M. na wolności budził emocje w miasteczku. Pierwsze kroki skierowała do Urzędu Miasta. W Jasieniu plotkowano, że poszła tam po becikowe, ale burmistrz Helena Sagasz dementuje. – Była tu, ale po akt zgonu, chciała jak najszybciej pochować dziecko – wyjaśnia H. Sagasz. – Nawet nie wiedzieliśmy, że ta kobieta jest w ciąży, z gazet się wszystkiego dowiedzieliśmy.
Kierowniczka Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jasieniu twierdzi, że Agnieszka była dość zaradna. Sama sobie wyszukiwała prace dorywcze. – Wiedzieliśmy, że żyje w luźnym związku. Rzadko korzystała z naszej pomocy, zapewnialiśmy jej synowi wyżywienie w ośrodku w Lubsku i sporadycznie dawaliśmy jej zasiłki – mówi Ewa Urban, kierownik M-GOPS. I dodaje, że gdyby kobieta zgłosiła, że spodziewa się dziecka, na pewno znalazłaby się pod ścisłą opieką ośrodka, a wtedy być może nie doszłoby do tragedii. E. Urban uważa, że ciężarna wiedziała o możliwości pozostawienia dziecka w szpitalu, bo miała w rodzinie taki przypadek.
Tylko jedna data
W sobotę, 22 stycznia, na cmentarzu komunalnym w Jasieniu babcia pochowała Pawełka. Maleńki grób tuż przy kaplicy zdobiły dwa wieńce. Szarfa na jednym z nich z napisem „Kochanemu synkowi rodzice” przyprawia mieszkańców Jasienia o ciarki na plecach. Na tabliczce z nazwiskiem jest tylko jedna data – 14 stycznia.




