Zabił żonę. Wbił jej nóż w serce. – Mamo, żyj, bo masz dla kogo! – krzyczał ich syn, trzymając konającą kobietę na rękach.
– Krew z niej buchała jak z fontanny – opowiada Marzena Dołęga, sąsiadka, która pierwsza była na miejscu tragedii. – Potem nie mogłam zmyć jej z rąk. Cały czas ją widziałam. Chciałam pomóc, ale nie było możliwości – dodaje z płaczem.
Zabił nam matkę
W sobotę (21.05.), M. Dołęga siedziała przed domem. Widziała, jak przed godz. 21, Zenon S. (59 l.) szedł do piekarni. Po chwili wracał z bochenkiem chleba. M. Dołęga mieszka w budynku naprzeciwko miejsca tragedii.
– Siedziałam i paliłam papierosa, a tam już była akcja. Wszystko słyszałam, bo okno mieli na oścież otwarte – mówi sąsiadka. Nagle Darek, starszy syn Zenona S., wybiegł na ulicę. Rozpaczliwie krzyczał: – Ratunku, morderstwo! Co on narobił? Matkę nam zabił!
– Podlewałam ogród, jak przyleciał Darek z krzykiem, żebym dzwoniła na pogotowie i policję. Wrzeszczał: „Ojciec zabił nam matkę!” – opowiada Małgorzata Orkisz, mieszkanka budynku obok.
Zenuś, weź się w garść
Po 15 minutach na miejsce zbrodni w Łęknicy przyjechało pogotowie z Trzebiela. Druga karetka reanimacyjna była po około 40 minutach. Sąsiadka opowiada, że reanimacja trwała ponad pół godziny. – O 21.28 dzwoniłam na policję. Przyjechali około 22 – mówi M. Dołęga. Była już przy konającej Reginie S. (57 l.). – Podałam Zenkowi, jej młodszemu synowi poduszkę, żeby podłożył jej pod głowę. Leżała w kuchni w kałuży krwi, a on trzymał ją na ręku, strasznie płakał i krzyczał: „Mamo, mamo, żyj, bo masz dla kogo. Masz piękne wnuki, mamo, żyj”. Nóż był obok niej – zaciśniętym głosem wspomina M. Dołęga. W tym czasie mąż zabójca siedział w pokoju przed włączonym telewizorem. – Nawet do niej nie podszedł. Zero zainteresowania, tak jakby nic się nie stało – mówi sąsiadka. I przypomina sobie: – Krzyczałam: „Zenuś, weź się w garść, będzie dobrze”. Chciałam go podtrzymać na duchu. Cały czas mieliśmy nadzieję, że uda się ją uratować.
Co to jest sprawiedliwość?
Zenon S. wiele razy groził żonie, że ją zabije. Pracował w straży granicznej, później przeszedł na emeryturę. Sąsiedzi nie mają wątpliwości – tej tragedii można było zapobiec. – Oni często się kłócili – przyznaje sąsiadka. Kolejna dodaje: – Pół miesiąca temu Regina chodziła w ciemnych okularach, bo miała takie lima pod oczami. On ją ciągle bił. Kilka razy była tutaj policja. Regina żyła spokojnie, mieli ogród, o który dbała. A on jak zaczął pić, to pił tygodniami. To, że tragedia się tam stała, to też wina tych służb, które nic nie zrobiły, żeby go zamknąć czy wysłać na przymusowe leczenie.
Ci, którzy znali zamordowaną Reginę, przyznają: – To jest zaniedbanie urzędników, bo mogli coś zrobić. Jeżeli jest zagrożenie dla otoczenia, dla rodziny, to oni powinni reagować. A teraz co? Posadzą go i na państwowym wikcie będzie żył. Dostanie jeść, ciepło go ubiorą i będzie mu w więzieniu lepiej niż ludzie mają na wolności. Niektórzy nie mają co do garnka włożyć, a on będzie żył za nasze podatki. To jest sprawiedliwość?
Telewizor sobie oglądał
Feralnego wieczoru zamordowana kręciła papierosy dla męża. Nie wiadomo, dlaczego małżonkowie zaczęli się kłócić. Trwa wyjaśnianie wszystkich okoliczności.
Na razie wiadomo, że Zenon S. miał ponad 3 promile. W czasie kłótni wbił żonie nóż w prawą część klatki piersiowej, co spowodowało uszkodzenie aorty i wykrwawienie. Nie próbował uciekać z miejsca zbrodni. Świadkowie są zbulwersowani: – Nie dość, że żonę zabił, to jeszcze spokojnie sobie siedział na krześle. Telewizor sobie oglądał.
Młodszego syna policjanci wyprowadzili w kajdankach i powieźli bez sygnału. Krzyczał do ojca, że jak matka umrze, to on go zabije.
Policjanci skuli podejrzanego Zenona S. – Jak wychodził z domu na ulicę, to policjant mu powiedział: „Pożegnaj się z ludźmi, bo długo nikogo nie zobaczysz” – oburza się M. Dołęga. – A on się głupio śmiał i odpowiedział: No, ja wiem, że szybko nie wrócę”.
Zenonowi S. grozi od 8 lat więzienia do dożywocia.


