Agresywny i pobudzony mężczyzna wpadł do gabinetu burmistrza Szprotawy. Zaczął go wyzywać i rzucać dokumentami. – Bałem się o swoje życie – przyznaje Mirosław Gąsik.
Szalony petent przedarł się przez sekretariat szprotawskiego magistratu, wparowując do gabinetu burmistrza.
– To było kwadrans przed 8.00 rano. Dobrze, że nie byłem sam w swoim gabinecie, bo nie wiem, jakby się zakończył ten akt agresji – mówi M. Gąsik. – Omawialiśmy z prezesem SzWiK bieżące sprawy spółki, gdy ten agresywny człowiek wpadł do gabinetu, mimo protestów sekretarki i konserwatora. Zaczął rzucać jakimiś dokumentami, krzyczeć i wulgarnie mnie wyzywać. Facet był w niezłym amoku. Próbowałem go pytać, w czym problem, jak mu pomóc… Nie dał mi dojść do głosu. Po chwili zabrał wszystkie te papiery ze stołu i wyszedł. To wszystko działo się w dniu, kiedy szalony nożownik zabił lekarza w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Tym bardziej byłem przerażony.
O sprawie burmistrz powiadomił radnych (9.05.).
– Zadałem im pytanie, co możemy my, urzędnicy, w takich niebezpiecznych czasach zrobić. Takich agresji i ataków jest coraz więcej – dodaje Gąsik. – Jak mamy się przed nimi bronić? Zaopatrzyć w gaz pieprzowy? Prawnicy analizują ten atak agresji. Znam człowieka, który mi naubliżał. Nigdy wcześniej tak się nie zachowywał.
17