Wywołany do tablicy przez burmistrza Żar, Ewaryst Stróżyna, były naczelnik wydziału infrastruktury w Urzędzie Miasta, wytyka, że nikt się go nie poradził, gdy woda zalewała miasto.
O ubiegłotygodniowej nawałnicy E. Stróżyna mówi krótko: – Nie było mnie wtedy w Żarach, ale doradziłbym, gdyby ktoś mnie zapytał o zdanie.
Były naczelnik, wyrzucony z hukiem z pracy przez burmistrza Wacława Maciuszonka, zdradza swoje przeciwpowodziowe pomysły. – Należało zdjąć płyty pokrywające rzekę Żarkę na pl. Konstytucji 3 Maja oraz przyblokować wloty rzeczki przy ul. Zielonogórskiej. Zalane byłyby wtedy nieużytki przy ul. Skarbowej. Ucierpiałyby też pewnie ogródki działkowe, ale do wielu mieszkań na ulicy Żagańskiej woda by się nie wdarła – przekonuje E. Stróżyna. Zapewnia, że kilka nieskomplikowanych decyzji, niewymagających nakładów finansowych, mogło uchronić Żary przed tak poważnymi skutkami zalania. – Władze miasta powinny przejąć i zaadaptować na potrzeby zbiorników retencyjnych zlokalizowane przy ul. Św. Brata Alberta i przy ul. Piastowskiej zbiorniki p.poż. Dobrym sposobem na uchronienie dzielnicy Kunice byłoby wykorzystanie na zbieranie wody nieczynnego basenu na Leśnej. Trzeba też przyblokować spływ wody z Zatorza. Część powinna być gromadzona w zbiornikach retencyjnych, choć zalane zapewne byłyby również garaże przy ul. Witosa. W sytuacjach zagrożenia żywiołem, trzeba wybrać jednak mniejsze zło – kwituje E. Stróżyna.
Nie próbowali się dogadać?
Stróżyna przekonuje, że od lat nakłady na rozbudowę i modernizację systemu odprowadzania wody systematycznie rosły. – W 1996 roku wynosiły kilkadziesiąt tysięcy, w 2010 już milion. Wybudowane zostały dwa zbiorniki retencyjne i kilkanaście kilometrów kolektorów – wylicza były naczelnik. Wyjaśnia, że w mieście jest coraz więcej utwardzonych powierzchni i dużych dachów, z których woda spływa czasami w ilościach niemożliwych do odebrania przez kolektory. Wtedy drogą jej ujścia stają się ulice.
Stróżyna przekonuje, że kanalizacją sanitarną i deszczową powinna zajmować się jedna firma. – Burmistrz jednak wciąż zwleka z podjęciem sensownej decyzji – wytyka. – Już w grudniu informowałem o tym Wacława Maciuszonka. Wtedy kończyła się umowa z poznańską firmą wodociągową, która dotychczas obsługiwała kanalizację w Żarach. Trzykrotnie w ciągu bieżącego roku podpisywano krótkoterminowe umowy z żarskim Zakładem Wodociągów i Kanalizacji, zresztą bez procedury przetargowej. Dodatkowo władze Żar dotychczas nie próbowały dogadać się z Lubuskim Zarządem Urządzeń Wodnych i Melioracji, któremu podlega Żarka. Oni przecież też mają budżet do wykorzystania – wytyka E. Stróżyna.

