Wrzaski i krzyki, „szmaty, ku*wy, cwele, pozabijam was” są na porządku dziennym mieszkańców kamienicy przy ul. Krakowskie Przedmieście w Lubsku. Bo mieszkają z agresywną sąsiadką, na której wrażenia nie robi ani policja, ani mandaty, ani areszt, z którego zresztą dość szybko wyszła. I terroryzuje wszystkich dalej.
Zastrasza i atakuje sąsiadów. Odgraża się, obrzuca obelgami. Choć jej unikają, nie patrzą w jej stronę, to i tak lecą w ich kierunku wyzwiska, a czasem i coś cięższego. Przeszkadza jej wszystko. Czy to ktoś przechodzi przez korytarz, czy siedzi na podwórku, czy nawet idzie ulicą. Sąsiedzi budynku przy ul. Krakowskie Przedmieście w Lubsku boją się o swoje bezpieczeństwo. Opowiadają o wrzaskach po nocach i zarwanych nocach. Boją się o swoje bezpieczeństwo.
Groziła, że zabije
Uciążliwa sąsiadka oglądała już raz świat zza krat po tym, jak sąsiedzi w odruchu desperacji poszli po pomoc do policji i prokuratury. Ale wyszła. I koszmar wrócił.
Przypomnijmy. Do aresztu tymczasowego trafiła we wrześniu 2024 r. Śledczy na początku nie potraktowali jej z surowością. Miała postępowanie w sprawie gróźb. Były wówczas zastosowane wolnościowe środki zapobiegawcze – dozór policji oraz zakaz zbliżania się i kontaktowania. Niestety, nie zastosowała się do nich, dlatego trafiła za kratki.
– Ze stanowiska prokuratury wynikało, że były groźby pozbawienia życia ze strony Katarzyny Sz. (38 l.) wobec trzech osób. Dokładnie doliczono się 8 przypadków gróźb karalnych od czerwca do sierpnia, a także dwukrotnego naruszenia nietykalności cielesnej. Kobieta przyznała się do winy. Jednakże z uwagi na obawę matactwa, a także popełnienia czynów po raz kolejny, sąd zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztu – informował wówczas Robert Matysiak, wiceprezes Sądu Rejonowego w Żarach.
Ćpańsko i pijaństwo
Sąsiedzi opowiadają, jak to wygląda na co dzień.
– Jest bardzo agresywna. Wali, krzyczy, czymś rzuca. Nie wiemy, czy jest pijana, czy pod wpływem narkotyków. Na początku używała nazwisk. Teraz to już tylko wrzeszczy: „wy szmaty, wy cwele, ja was pozabijam, wypierd*lajcie”. A jak policja przyjedzie, to się okazuje, że sama do siebie krzyczy – opowiada Dorota Ławniczak, mieszkanka kamienicy przy ul. Karkowskie Przedmieście.
Mieszkańcy przyznają, że policja reaguje.
– Za każdym razem przyjeżdżają. Starają się. Ale jak przyjeżdża policja, to ona jest cicho. Ona jest cwana – tłumaczą.
– Moja 87-letnia mama szła do ubikacji. Mamy ją na zewnątrz. Gdy zobaczyła mamę, rzuciła rowerem sąsiadki o ziemię. Mama zapytała: „co ty, Kasia, robisz?”, to ona zaczęła wykrzykiwać: „ty ku…wo, ty suko” – dodaje D. Ławniczak.
– Kiedyś rzuciła we mnie niedojedzonym jabłkiem. A co by było, jakby to była butelka? Tak bez powodu. Ale to nie tylko to. Bo zawsze jak kogoś z nas, sąsiadów, widzi, to wtedy wrzeszczy, wali w śmietniki, w okna – tłumaczy Magdalena Jarynowska, sąsiadka.
– Jak jej nie było, to był spokój, jakiego dawno nie mieliśmy. Byliśmy w szoku, gdy się pojawiła na koniec listopada – mówią sąsiedzi.
-To był czwartek. Cpańsko i pijaństwo było już następnego dnia. Któregoś dnia stałam na ulicy, bo córka z mężem mieli po mnie podjechać samochodem. Zobaczyłam ją z daleka. A ona ruszyła na mnie, wymachując ramionami, jak jakiś osiłek. I nagle zaczęła: „i co ku*wa, szmato?”. Podeszła, pluła na mnie. Naprawdę się bałam. Na szczęście podjechała córka. Z auta wyszedł zięć, wysoki mężczyzna. Zapytał stanowczo: „co się tu dzieje?”. Dopiero wtedy poszła jak zmyta – wspomina pani Magdalena.
Trzy interwencje jednej nocy
W nocy z piątku na sobotę, 16/17.01., trzy razy interweniowała policja.
– Pierwszy raz byli minutę po północy, potem za piętnaście pierwsza. Odjechali, a za chwilę znów przyjechali. Była też karetka – relacjonuje pani Magdalena.
Potwierdza to policja.
– W nocy z 16 na 17 stycznia na ul. Krakowskie Przedmieście w Lubsku odnotowano trzy interwencje, jedna dotyczyła głośnej awantury, ale nie została potwierdzona. Druga interwencja dotyczyła zakłócenia spoczynku nocnego, w tym przypadku kobieta została ukarana mandatem w wysokości 500 złotych. Trzecia interwencja dotyczyła udzielenia pomocy medycznej kobiecie – wylicza nadkom. Aneta Berestecka, rzeczniczka żarskiej policji.
Mieszkańców budynku nie dziwi, że czasem jej nagannego zachowania nie uda się potwierdzić.
– W Nowy Rok zdemolowała korytarz na górze. Powywracała szafki, uszkodziła drzwi sąsiada, takiego starszego pana. Policjantów nie wpuściła. Udawała chyba, że jej nie ma. Odczekała. Jak pojechali, to wybiegła na ulicę, zobaczyła, że ich nie ma i poleciała dalej korytarz na górze demolować. Waliła, krzyczała – opowiada pani Dorota.
D. Ławniczak mieszka w przybudówce, do której trzeba przejść przez korytarz, obok drzwi agresywnej kobiety.
– Ostatnio sąsiadka mnie odprowadzała, bo się bałam iść przez ten korytarz. A ona chyba z uchem była przy drzwiach. Weszłyśmy do budynku, a ona nagle otworzyła drzwi i wrzeszczy: „a wy co ku*wy w moim korytarzu robicie?” Zawróciłyśmy. Często zresztą idę do domu tyłami, od ogródków – dodaje pani Dorota.
-Chodzi nam o to, żeby krzywdy komuś w końcu nie zrobiła – mówią zgodnie sąsiedzi.
Wiedzieli, że miała siedzieć w areszcie do 8.12., ale 28.11. odbyło się posiedzenie sądu w jej sprawie. Dostali zawiadomienie, że będzie sprawa, ale nie przypuszczali, że ją wypuszczą.
– Ja nie chciałam jechać, bo sama do psychologa chodzę, z tego stresu i nerwów. I mam syna, który cierpi na autyzm. Nie miałam siły na nią patrzeć – tłumaczy pani Dorota.
Dlaczego wyszła?
Z pytaniem, dlaczego kobieta została zwolniona z aresztu, zwracamy się do sądu. Jak się okazuje, siedząc areszcie tymczasowym doczekała posiedzenia sądu w swojej sprawie. I nie została surowo potraktowana.
– Została skazana na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. W związku z tym wyrokiem sąd musiał uchylić środek zapobiegawczy – informuje R. Matysiak. Czyli wypuścić ją z aresztu.
Sąd zdecydował, że kobietę ma sprawdzać kurator i przesyłać do sądu raporty. Ponadto Katarzyna Sz. została zobowiązana do nienadużywania alkoholu. Ale… wyrok nie jest nieprawomocny.
– Apelację złożyła prokuratura. Wobec tego, do czasu rozstrzygnięcia orzeczone środki nie są po prostu stosowane – wyjaśnia R. Matysiak.
Czy gdyby mieszkańcy pojechali do sądu, wyrok byłby surowszy? Nie wiadomo. Teraz przyjdzie im albo zacisnąć zęby i czekać na kolejne posiedzenie i nowy wyrok, albo po raz kolejny iść na prokuraturę.
– W przypadku gróźb wzbudzających uzasadnioną obawę, że będą spełnione, sprawca podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Ale ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego lub pokrzywdzonych – kończy A. Berestecka.
14
Poprzedni artykuł