Strona główna » Wszędzie smród

Wszędzie smród

przez imperia

W Sieniawie śmierdzi, w Kadłubii fetor, w Żarach ciężko oddychać. Życie tutaj do przyjemności nie należy.
– My perfumerią nie jesteśmy, tylko firmą, która oczyszcza zanieczyszczenia, produkowane przez miasto – bez ogródek mówi Czesław Krywiński, dyrektor spółki Złota Struga. Sam smrodu nie czuje. – Być może przez lata przyzwyczaiłem się do niego – przyznaje dyrektor. Mieszkańcy Kadłubii do fetoru nie mogą jednak przywyknąć.
– Strasznie śmierdzi, prawdziwy swąd. Jak mamy mecze na boisku w pobliżu oczyszczalni, to zespoły przyjezdne śmieją się z nas, że gramy w takim smrodzie. Czasem trudno nawet oddychać – mówi Patryk Korycki, mieszkaniec Kadłubii.
– Są takie dni, że trudno tutaj wytrzymać. Podejrzewam, że wtedy na oczyszczalni coś kombinują z technologią suszenia osadów, bo jak wszystko robią zgodnie z zasadami, to nie śmierdzi – mówi jeden z mieszkańców ul. Żurawiej, który „ze względu na swoją pozycję społeczną” nie chce ujawnić nazwiska.
– Czasami bardzo śmierdzi. Wtedy okna trzeba szybciutko zamykać. Najczęściej wtedy, gdy ruszają osad – skarży się Irena z Kadłubii. Z jej domu widać część budynków oczyszczalni.
 
To wina innych
– Mieliśmy problem z nieprzyjemnym zapachem jeszcze dwa lata temu, ale odkąd wybudowaliśmy suszarnię osadów, problemu nie ma. Nasze ścieki nie śmierdzą, bo są oczyszczane na bieżąco. Nie przetrzymujemy ich, dzięki czemu nie dopuszczamy do procesów gnilnych, które powodują smród – tłumaczy dyrektor Złotej Strugi. C. Krywiński źródło nieprzyjemnego zapachu widzi w innych źródłach. – Być może smród pochodzi z wysypiska, albo z wozów asenizacyjnych dowożących ścieki z szamb do oczyszczalni. Wiele z nich jest nieszczelnych i jak przyjeżdżają, musimy zamykać okna w budynku oczyszczalni. Ścieki w szambie nie powinny przebywać dłużej niż dwa tygodnie. Tymczasem w praktyce są tam dłużej i dlatego zaczynają śmierdzieć – odrzuca podejrzenia mieszkańców C. Krywiński.
– Tyle kasy poszło na suszarnie, a teraz są one otwarte i nie ma właściwie żadnej różnicy między tym, co było kiedyś, gdy osad był suszony na pryzmach, a tym, co jest teraz – nie dają za wygraną mieszkańcy.
 
 Mała rzeka, wielki smród
Sienica, dopływ Lubszy, rzeczka, która jest odbiornikiem ścieków z Kronopolu, nie daje spokojnie żyć mieszkańcom Sieniawy Żarskiej. – Odkąd jest tutaj Kronopol, to nie ma życia popołudniami. Smród nie do wytrzymania. Jest tragedia. Nie można otworzyć okien – mówi jedna z mieszkanek podżarskiej wsi. – Kiedyś łowiliśmy ryby i raki w tej rzeczce, teraz jest to ściek. Jako dzieci kąpaliśmy się w niej, teraz jak dziecko wpadłoby do wody, to by się zatruło – dodaje. Kobieta chce zachować anonimowość, bo jej syn pracuje w Kronopolu i boi się, że będzie miał problemy. Opowiada historię koleżanki, która kiedyś otwarcie wypowiedziała się, że dymy z Kronopolu zatruwają osiedle muzyków, to wyrzucili jej męża z pracy, mówiąc że jak im śmierdzi zakład, to pieniądze pewnie też.
– Miałem staw rybny, ale teraz muszę wszystko zasypywać, bo woda pochodziła z Sienicy, ryby wyginęły, został tylko fetor – skarży się Władysław Kotwicki. Przyjechał do Sieniawy zza Buga w 1958 roku. – Kiedyś łowiliśmy tutaj liny, karasie, kiełby i cierniki. Nawet parę węgorzy złapali, jak robili meliorację. Teraz w Sienicy nie ma nawet żaby, wskoczy do wody, to wyskoczy bez skóry – ubolewa wieloletni mieszkaniec wioski. Jego dom znajduje się nad samą Sienicą. – Smród taki, że nawet okna nie można otworzyć. Jak przyjdzie upał, to dopiero daje, słodko w gardle się robi. Jak tu oddychać tym syfem. Dzieci chorują, mają alergie. Na grilla nie można wyjść, a Kronopol woli płacić kary i puszczać ścieki do rzeczki – komentuje W. Kotwicki.
 
Zna problem
– Zanieczyszczenia, jakie ostatnio można było zaobserwować, nie pochodzą z naszego zakładu. Nasze spostrzeżenia zgłosiliśmy także do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Zielonej Górze. Instalacje do oczyszczania ścieków w Kronopolu pracują przez 24 godziny na dobę w sposób prawidłowy i nie było żadnych sytuacji odbiegających od normalnych – informuje Tomasz Rola, pełnomocnik zarządu ds. systemu zarządzania środowiskowego i BHP w Kronopolu.
Problem śmierdzącej Sienicy zna Wiesław Polit, wójt gminy Żary. Przez wiele lat zajmował się w gminie ochroną środowiska. Nic jednak wtedy w sprawie śmierdzącego problemu nie zrobił. Czy jako wójt będzie skuteczniejszy? Na razie zapowiedział, że zorganizuje spotkanie mieszkańców Sieniawy z przedstawicielami Kronopolu i zarządcami rzeki. Chce dyskusji o jakości wody w rzeczce. – Podczas spotkania poprosimy przedstawiciela firmy Kronopol o przedstawienie wyników przeprowadzanych kontroli dotyczących ochrony środowiska, funkcjonowania oczyszczalni wód opadowych i oczyszczalni ścieków – informuje W. Polit.
Zanieczyszczona Sienica to nie tylko problem mieszkańców Sieniawy. W Lipinkach Łużyckich też śmierdzi. Tutaj Sienica wpada do Lubszy, która jest dopływem Nysy Łużyckiej. – Zleciłem wykonanie badań wody w rzece. Chcę mieć niezależne wyniki – przekonuje Michał Morżak, wójt Lipinek Łużyckich.
 
Kasa za dobre słowo
Smród doskwiera również mieszkańcom Żar. Zanieczyszczenia powietrza formaldehydem czy benzoapirenem stanowią w mieście jeden z najpoważniejszych problemów. Wacław Maciuszonek, burmistrz Żar, przekonuje mieszkańców, że Kronopol nie zanieczyszcza więcej, niż mu na to pozwalają przepisy i on w takiej sytuacji nic nie może zrobić. Na spotkaniach z mieszkańcami tłumaczy również, że firma stosuje najnowocześniejsze technologie i nie ma możliwości przetrzymywania zanieczyszczeń.
W 2010 roku, jak wynika z oświadczenia majątkowego W. Maciuszonka, dostał on prawie 400 tys. zł od Kronopolu w ramach umowy o zakazie konkurencji. Gdy zapytaliśmy burmistrza, czy umowa dalej jest ważna i czy są w niej zapisy mówiące o tym, że burmistrz nie może źle mówić o Kronopolu, wykrzyczał, że to jego prywatna sprawa i nie powinniśmy się tym interesować, po czym zatrzasnął drzwi od burmistrzowskiego gabinetu.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz