W Otyniu otwarto nowy dom kultury. Powstał w dawnej, nieczynnej od lat stacji kolejowej. Otwarcie było z pompą. Przy stolikach zasiadły nie tylko władze gminne, ale też wojewódzkie – do Otynia zjechała wierchuszka lubuskiego PiS.
Przy stoliku dla najważniejszych przedstawicieli lubuskiego PiS zasiedli: wojewoda Władysław Dajczak, Grzegorz Maćkowiak, czyli doradca Dajczaka, który przybył w imieniu posła Marka Asta, posłanka Elżbieta Płonka, poseł Jerzy Materna, radna lubuskiego sejmiku Małgorzata Gośniowska-Kola, kuratorka lubuskiej oświaty Ewa Rawa i gospodyni imprezy burmistrz Barbara Wróblewska. Znalazło się też miejsce dla Katarzyny Maciejewskiej, wschodzącej gwiazdy lokalnego PiS, która robi [paywall] zawrotną karierę w lubuskich strukturach partii. W ubiegłym roku została kierowniczką nowosolskiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (bez konkursu). W piątek zajęła wprawdzie zaszczytne miejsce przy Wróblewskiej, ale przyjechał wojewoda, więc Wróblewska przesiadła się bliżej Dajczaka. – Kasia, podaj moją wodę – zwróciła się do Maciejewskiej.
Kilka plotek
Przed rozpoczęciem oficjalnej części imprezy, przy stoliku dla najważniejszych przedstawicieli PiS można było usłyszeć kilka plotek. Otwierano przybytek kultury, więc i plotki dotyczyły kultury. Dajczak nawiązał do obchodów dnia żołnierzy wyklętych. Z tej okazji w Zielonej Górze odbędzie się koncert. – Wystąpi Cugowski – rzucił wojewoda. – Słuuuugoooocki? – zdziwiła się jedna z kobiet (była to prawdopodobnie radna Gośniowska-Kola, ewentualnie posłanka Płonka). – Ale dlaczego Sługocki będzie śpiewać? – zapytała z niedowierzaniem (wszak Sługocki jest szefem lubuskich struktur PO i posłem z ramienia tej partii, więc jest przeciwnikiem PiS i być może kultu żołnierzy wyklętych). – CU-GOW-SKI – powtórzył wyraźniej Dajczak.
Obchody dnia żołnierzy wyklętych przypadają na 24 lutego. Tego dnia będzie też obchodzona pierwsza rocznica rosyjskiej agresji zbrojnej w Ukrainie. Dajczak wyraził nadzieję, że wszyscy potraktują ten dzień z należytą powagą, również na Facebooku. Że nie powtórzy się sytuacja z fotką Jacka Kurzępy, posła PiS, którą poseł zamieścił ponad tydzień temu. – Taka tragedia, tylu ludzi zginęło w trzęsieniu ziemi w Turcji, a Kurzępa wrzuca na Facebooka uśmiechnięte zdjęcie – oburzył się Dajczak. Kurzępa uśmiecha się szeroko obok wpisu, w którym dziękuje polskim strażakom i ratownikom niosącym pomoc ofiarom trzęsienia ziemi w Turcji i Syrii.
– Ciszej, bo obok stoi Regionalna – rzucił ktoś i towarzystwo momentalnie zamilkło. A po chwili ze sceny wybrzmiał głos Bogusławy Lewalskiej. – Gdy widzę kolor tęczy rozpiętej ponad dach… – śpiewała pięknie Lewalska, miejscowa artystka. Akompaniował Dariusz Cetner.
Tak się zaczęło
Dajczak pozwolił sobie na uwagę dotyczącą Kurzępy, który, choć zaproszony, to jeszcze się nie pojawił. Tymczasem na scenę weszła Wróblewska i przywitała wszystkich gości, w tym nieobecnego Kurzępę. – Nie widzę posła, choć mówił, że będzie – zdziwiła się. Wymieniała nazwiska kolejnych gości. Zaczęła oczywiście od stolika z najważniejszymi przedstawicielami PiS. Przywitała też Piotra Mickiewicza, czyli wykonawcę inwestycji. Przywitała Stanisława Serafińskiego, czyli ojca projektanta. Przybył w imieniu syna, bo ten nie mógł pojawić się osobiście.
Wróblewska powiedziała, że przez dwa lata nie mogła doprosić się pieniędzy na tę inwestycję w urzędzie marszałkowskim (rządzonym przez PO). – Dwa lata byłam wodzona za nos, a projekt leżał w szufladzie – mówiła nam w kuluarach. – Nagle urząd marszałkowski zmienił zasady gry. Na dofinansowanie łapały się tylko drogie projekty, warte ponad 10 milinów złotych. Więc co? Miałam w miesiąc podwyższyć koszta inwestycji do 11 milionów? Nie stać nas na to – tłumaczyła burmistrz.
Z odsieczą przyszedł PiS. Dajczak wizytował okolice Otynia przy okazji inwestycji drogowej. Wróblewska zawiozła wojewodę w okolice zrujnowanej, od lat nieczynnej stacji PKP. I tak się zaczęło.
– To był piękny, wrześniowy dzień… – wspominał w piątek Dajczak ze sceny. Wojewoda nie wierzył wtedy, że to może się udać, a później patrzył z uznaniem. – Nie ukrywam, że wspierałem mocno ten projekt – zaznaczył.
I wszyscy zaczęli się modlić
W piątek ze sceny w Otyniu wojewoda mówił o wielkich pieniądzach, które PiS daje małym miejscowościom. – Gmina Otyń jest doskonałym przykładem, że jeśli samorząd współpracuje z administracją rządową… – tej myśli Dajczak nie dokończył, więc można się tylko domyślać, że jeśli ktoś współpracuje z rządem PiS, to może liczyć na takie dotacje, jak Otyń.
Wróblewska w piątek poskarżyła się, że siostry z zakonu Elżbietanek likwidują przedszkole w Otyniu i na barki gminy spadnie ponad 70 dzieci (o sprawie pisaliśmy na naszych łamach tydzień temu). – Kilka dni temu byłem w Warszawie, miałem kilka spotkań z ministrami, między innymi byłem u ministra Czarnka – powiedział Dajczak, nawiązując do wizyty u ministra edukacji. – Za chwilę będzie program, pan minister go przygotowuje. I już dzisiaj proszę, żebyście wspólnie ze zgromadzeniem przygotowali pismo do ministra, że jest taka sytuacja, że trzeba ratować 70 miejsc przedszkolnych – zwrócił się do Wróblewskiej i otyńskich radnych. – Jest szansa, że dostaniecie na to wsparcie – ogłosił. I wszyscy zaczęli klaskać.
Po chwili na scenę wbiegł spóźniony Kurzępa. – Myślałem, że to na 11, a nie na 10 – rzucił. Swoją przemowę odczytał z kartki. Ta, zdaniem niektórych, przypominała kazanie. – Współcześnie żyjemy w świecie zdominowanym przez chaos normatywny… – rozpoczął patetycznie.
Po Kurzępie głos zabrał ksiądz Zbigniew Tartak, proboszcz z Otynia, znany w okolicy egzorcysta. Powiedział kilka słów, machnął kropidłem i… wszyscy zaczęli się modlić.

Czują się jak u siebie
O tym, że Otyń rzeczywiście współpracuje z rządem PiS i nie od dziś jest przyjaznym miejscem dla członków tej partii, świadczyć może między innymi wizyta Elżbiety Witek. Odwiedziła Otyń latem 2021 roku, z okazji organizowanego tam „Pikniku zdrowia”. Wizyta marszałkini Sejmu miała Otyniowi zadać szyku. Skończyło się skandalem. „Piknik zdrowia” chyba najbardziej odchorowała burmistrz Wróblewska. Gdy na festynie zobaczyła transparent „TVP ŁŻE” i usłyszała hasła „wolne sądy”, ze łzami w oczach błagała protestujących, żeby odeszli. Tymczasem protestujący nadal skandowali, a Witek puściły nerwy. „Tu proszę pani jest Polska, a nie Unia!” – krzyknęła do jednej z protestujących. Słowa Witek obiegły krajowe media.
O tym, że PiS w Otyniu czuje się jak u siebie, świadczyć może też zebranie członków tej partii, które zorganizowali w ubiegłym roku, dzień przed dwunastą miesięcznicą pamiętnej wizyty marszałek Witek. Zebranie zorganizowano w Gminnym Centrum Kultury w Otyniu (w starym budynku), by osobiście poznać pełnomocnika z PiS dla okręgu wyborczego obejmującego powiaty nowosolski, wschowski, żagański i żarski, czyli Andrzeja Bielawskiego. Jest jednym z 94 takich pełnomocników powołanych w całej Polsce, którzy nominacje odebrali w Warszawie, w głównej siedzibie PiS, w obecności Kaczyńskiego i Morawieckiego. W trakcie tego zjazdu PiS, w okolicach centrum kultury kręciła się Wróblewska. – Byłam tam, ponieważ czekaliśmy na dzieci, które wracały z półkolonii – broniła się na naszych łamach w zeszłym roku, zaprzeczając, że wstąpiła do PiS.
Dostali miliony
Gmina Otyń, która chętnie gości u siebie polityków PiS, pozyskała w minionych latach ponad 22 mln zł dotacji na drogi z rządowego funduszu rozwoju dróg.
Z rządowego programu polski ład gmina Otyń pozyskała prawie 19 mln zł. Ponad 6 mln z tej kwoty poszło właśnie na przebudowę starego dworca w nowoczesne centrum kultury. Gmina do tej inwestycji dołożyła 650 tys. zł.
Na piątkowe otwarcie przyjechała Beata Kulczycka, radna wojewódzka z Nowej Soli, przyjaciółka Wróblewskiej. Kulczycka nie należy ani do PiS, ani do PO. – Panie wojewodo, bardzo dziękuję za wsparcie z polskiego ładu, również w imieniu pani Basi – zwróciła się do Dajczaka. Po czym wyjaśniła, dlaczego w urzędzie marszałkowskim nie udało się załatwić pieniędzy. – Ubiegaliśmy się o środki z RPO (Regionalny Program Operacyjny). Nie udało nam się, mimo że pisaliśmy elaboraty. Po dwóch latach ubiegania się powiedziano nam „NIE” – poinformowała Kulczycka.
Zwieńczeniem piątkowego otwarcia był między innymi suto zastawiony bufet (sałatki w słoiczkach, owoce, ciasta, koreczki, roladki z szynki…) i wielki tort. Frykasów, które goście pochłaniali w oka mgnieniu, donosiły zatrudnione na czas imprezy kelnerki. Laura Napieralska pracuje na co dzień w restauracji, a Zuzanna Wolska jest uczennicą trzeciej klasy o profilu mundurowym w Elektryku. – Cieszymy się z tego remontu – przyznały nam dziewczyny w kuluarach. – Dawniej jeździłyśmy rowerem i nieprzyjemnie było patrzeć na zrujnowaną stację. Teraz jest pięknie. Z Zakęcia do centrum kultury mamy dwie minutki rowerem. Na pewno będziemy zaglądać – zadeklarowały.
Zwieńczeniem imprezy, poza bufetem, było również uroczyste zawieszenie dwóch flag: gminnej i polskiej. Zaszczytu zawieszania dostąpili: Marcin Oleksy, mieszkaniec wsi Ługi w gminie Otyń, jeden z najlepszych ampfutbolistów na świecie i Damian Żelazowski, czyli trener piłki nożnej z Otynia.
Sztalugi już nie z piwnicy
– Smak i gust w tym wszystkim jest – komentowała nam w kuluarach Wiesława Hnat, sołtyska Konradowa, oceniając wygląd nowego centrum kultury. Pamięta czasy, jak się stało na stacji (jeszcze kolejowej) i czekało na pociąg. – Jeden jechał o 18, a drugi o 21. A potem to już nie było nic… – wspominała w piątek. – Ja jestem plastycznym antytalentem. Jedyne, co potrafię narysować, to statki na morzu. Jako dziecko, nauczyłam się od kuzynów. Ale na pewno będę tu przychodzić – zapowiedziała sołtyska, odbierając płaszcz z szatni.
W rolę szatniarki wcieliła się w piątek Natalia Sypniewska-Józwa. Na co dzień jest instruktorką w otyńskim centrum kultury. Uczy dzieci między innymi malować i tworzyć cuda z ceramiki. – W nowych, bardziej komfortowych warunkach na pewno stworzymy dodatkowe sekcje dla dorosłych – skomentowała nam. W starym domu kultury spędziła pięć lat. – Nowy da nam więcej możliwości, pozwoli się rozwijać – przyznała. – Nie trzeba będzie już targać sztalug z piwnicy, żeby dzieci mogły choć przez chwilę poczuć się jak artyści – Sypniewska-Józwa odetchnęła z ulgą.
Kultura wysoka, czy niska?
Wróblewska w kuluarach tłumaczyła nam, że zaprosiła polityków PiS, bo nie miała wyboru, skoro to rząd dał pieniądze. Tłumaczyła, że polityków PO zaprasza, gdy pieniądze daje lubuskie urząd marszałkowski, czyli PO. – Każdy mógł zostać ojcem tego sukcesu, każdy mógł tu teraz stać i przecinać wstęgę, czy to ktoś z urzędu wojewódzkiego, czy z marszałkowskiego – zaznaczyła. – Wyszło tak, że ojcem został pan Dajczak. A matką zawsze jestem ja, dopóki rządzę w tej gminie.
Politycy PO odwiedzili nowe centrum kultury w niedzielę, przy okazji spotkania dla mieszkańców. Przybył Grzegorz Potęga, radny wojewódzki z ramienia PO, przybył Wojciech Olszewski, czyli pracownik urzędu marszałkowskiego i członek PO, przybył senator Wadim Tyszkiewicz, wielki przeciwnik PiS oraz ponownie Kulczycka.
Krzysztof Gąsior, szef ośrodka kultury, zapowiedział, że nowy dom kultury ruszy już w marcu. – Chciałbym tu przede wszystkim prezentować prace naszych mieszkańców, w tym dzieci – skomentował nam Gąsior. – Nie chciałbym, żeby to miejsce było kojarzone tylko z kulturą wysoką – skwitował.
22
Poprzedni artykuł