Strona główna » W Zielonej Górze rządzą deweloperzy?

W Zielonej Górze rządzą deweloperzy?

przez PS

Ta historia pokazuje, że w Zielonej Górze to deweloperzy dyktują warunki urzędnikom, a nie odwrotnie. Mogą budować nawet niezgodnie z planem zagospodarowania.

Dwoje członków Wspólnoty Mieszkaniowej przy ul. Reja 3 w Zielonej Górze pod koniec 2023 roku przyszło na komisję miejską. Miastem rządził wtedy Janusz Kubicki, o którym mówiło się, że sprzedał Zieloną Górę deweloperom. Przed komisją wystąpiła Wiesława Klim, która jest członkiem wspólnoty. Poinformowała radnych, że przy ul. Aleja Wojska Polskiego, w sąsiedztwie zabytkowej kamienicy, powstaje budynek niezgodny z planem zagospodarowania. Wszystkim powinny się zapalić czerwone lampki, ale mało kogo to interesowało. 

– Czułam, że nie jesteśmy słuchani, więc powiedziałam: „Proszę państwa, miastem rządzą deweloperzy”, na co pani dyrektor jednego z departamentów powiedziała: „No tak, ale co my możemy?” – wspomina pani Wiesława. 

Dwa lata po tamtym wydarzeniu budowa stoi, a deweloper ma nieważne pozwolenie na budowę. Mieszkańcom przed sądem udało się dowieść, że mieli rację. 

Macie pięć dni 

W poprzedniej kadencji władze pozwoliły spółce z Zielonej Góry postawić budynek w miejscu dawnej stolarni, później drukarni, a na końcu sklepu Biedronki przy ul. Wojska Polskiego. O budynku było głośno, bo podczas każdej kampanii wisiały na nim ogromne banery, m.in. Łukasza Mejzy, z hasłem, że Donald Tusk chce ściągnąć imigrantów do Polski. 

O swojej decyzji prezydent Kubicki poinformował mieszkańców i wskazał, że na zapoznanie się z dokumentacją i wniesienie zastrzeżeń mają tylko 5 dni. 

– Tyle dostaliśmy na analizę obszernej dokumentacji dotyczącej tej inwestycji – komentuje W. Klim. 

Gdyby padło na zwykłych obywateli, którzy nie znają się na prawie budowlanym i nie potrafią czytać projektów architektonicznych, to nim zdążyliby się połapać, że jest coś nie tak, byłoby już za późno na odwołania. Trafiło jednak na Wiesławę Klim, architekta, która zorientowała się, że pozwolenie na budowę wydane przez urząd Kubickiego, jest niezgodne z planem zagospodarowania przestrzennego oraz prawem budowlanym.  

– Przede wszystkim z projektu jasno wynikało, że rozbudowa budynku jest większa niż dopuszczają zapisy planu i zdecydowanie wychodzi poza obrys istniejącego rzutu – tłumaczy pani Wiesława. 

Chodzi o to, że budynek dewelopera nie mógł być szerszy niż stara drukarnia, w miejsce której miał powstać. Warto wspomnieć, że blok miał mieć aż pięć kondygnacji, a to znów oznaczało, że powinien być odpowiednio oddalony od sąsiedniej kamienicy, żeby nie przysłaniać okien. Żeby było ciekawiej, inwestor piątą kondygnację nazwał „antresolą”. 

– Prawdopodobnie, żeby obejść przepisy pożarowe, które nakazałyby jeszcze bardziej odsunąć budynek – tłumaczy pani Wiesława. Natomiast sama rozbudowa, niezgodna z planem, miała dać zapewne więcej przestrzeni do sprzedaży.    

Wydawało jej się, że to nieporozumienie i jak wskaże urzędnikom naruszenie prawa, to projekt zostanie szybko skorygowany. Nic bardziej mylnego, bo okazało się, że prezydent nie zamierza zmieniać decyzji. 

Chcieli ukręcić sprawie łeb 

 W kwietniu 2023 roku Wspólnota Mieszkaniowa odwołała się od zezwolenia budowlanego wydanego przez urząd Kubickiego do wojewody Władysława Dajczaka (PiS). Ten w całości uchylił decyzję prezydenta Zielonej Góry i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia przez jego urzędników. Mieszkańcy dostali wtedy potwierdzenie, że mieli rację. J. Kubicki ponownie jednak dał deweloperowi zielone światło na budowanie, ale wykonano jeszcze chytry zabieg. Członkom wspólnoty indywidualnie odebrano prawo statusu strony w tym postępowaniu. 

– Co ciekawe, pod decyzją podpisała się urzędniczka, która nie ma nic wspólnego z budownictwem – mówi pani Wiesława. 

Uzasadnienie miało trzy zdania: „(…) nie zostali Państwo uznani indywidualnie za strony tego postępowania, o co wystąpili państwo pismem z dnia 19 czerwca 2023 r., ponieważ zdaniem organu nie wykazali Państwo indywidualnego interesu prawnego innego od interesu przysługującego całej wspólnocie, aby być stroną postępowania” – z upoważnienia prezydenta napisała kierownik Biura Użytkowania Wieczystego i Opłat. 

Osoby, o których mowa w piśmie, mają mieszkania w kamienicy, obok której bezpośrednio miał budować deweloper. 

– Dla nas był to dowód na to, że nie mieli już żadnych merytorycznych argumentów i chcieli nam odebrać głos, żeby ukręcić sprawie łeb – mówi pan Janusz, inny członek wspólnoty.  

Do akcji wkroczył wtedy mecenas Marcin Pawlina, który akurat też w kamienicy przy Reja ma lokal. Został pełnomocnikiem Wspólnoty Mieszkaniowej.  

– Urząd Miasta najbliższym sąsiadom, którzy są parę metrów od inwestycji, powiedział, że nie mogą wypowiedzieć się w sprawie –  mówi M. Pawlina. 

Co chcecie to załatwimy 

Wspólnota nie miała innego wyboru, jak walczyć o swoje prawa. Ponownie się odwołała, a Urząd Wojewódzki przyznał jej rację. Stało się to dwa dni po tym, jak W. Dajczak został zaprzysiężony na posła. 

W marcu 2024 r., tuż przed wyborami samorządowymi, J. Kubicki postanowił spróbować trzeci raz. Dał zielone światło deweloperowi. Wtedy stała się rzecz nieoczekiwana. Wspólnota odwołała się, ale nowy wojewoda Marek Cebula (KO) umorzył postępowanie odwoławcze. Powód? Odwołanie złożyły osoby „nie posiadające przymiotu strony”. 

– Ciężko dziś zrozumieć, dlaczego urzędnicy wcześniej uchylali decyzje prezydenta i uznawali wspólnotę, aż tu nagle stwierdzili, że wspólnota nie jest stroną – mówi M. Pawlina.  

Mieszkańcy przekazali sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gorzowie. W międzyczasie inwestor cały czas pracował nad tym, żeby rozmiękczyć wspólnotę. 

– Na spotkaniach z mieszkańcami pojawiało się dwóch panów, w tym jeden dobrze znany w Zielonej Górze, skazany na 1,5 roku bezwzględnego więzienia, 20 tys. zł grzywny oraz zakaz zajmowania stanowiska prezesa i prokurenta w spółkach prawa handlowego na okres sześciu lat – mówi nam osoba, która dobrze zna sprawę. – Dlatego ten pan nie widnieje w KRS spółki, ale podaje swój kontakt mieszkańcom, podpisuje się na wiadomościach dla nich i dzwoni do nich. A trzeba wiedzieć, że został skazany za to, że chciał przywłaszczyć sobie pożyczkę w wysokości 420 tys. zł, którą wziął bez wiedzy swoich wspólników – dodaje sygnalista.  

Na spotkaniach z mieszkańcami nie ma o tym mowy. Jest natomiast chwalenie się kontaktami i możliwościami. 

– Pamiętam ich słowa: „Co chcecie, to wam załatwimy”. Chwalili się, że wycięcie drzewa w mieście mogą załatwić w kilka godzin – wspomina pani Wiesława.  

Jedna z historii dotyczy pana Michała, właściciela lokalu, którego okno jest kluczowe w obliczeniach, czy budynek przesłaniania zbyt dużo światła. Inwestor chciał go przekonać, żeby podpisał oświadczenie. Powiedzieli, że kupią od niego 10 blach sernika w zamian za oświadczenie. A wcześniej bez jego zgody weszli do lokalu i zrobili zdjęcia, podając się za pracowników urzędu. 

Czy nowy prezydent to powstrzyma? 

W lutym tego roku, WSA w Gorzowie uchylił decyzję wojewody Cebuli i przywrócił mieszkańcom status strony. W wyroku podważył decyzję urzędników z Zielonej Góry i Gorzowa Wlkp. W lipcu 2025 r., mając taki wyrok w ręku, M. Cebula w całości uchylił pozwolenie na budowę, które na koniec kadencji wydał J. Kubicki. 

– Wojewoda odmówił zatwierdzenia projektu zagospodarowania terenu oraz projektu architektonicznego i budowlanego, a także udzielenia pozwolenia na przebudowę, rozbudowę i nadbudowę – mówi W. Klim. 

Inwestycja stanęła i stoi do dziś, chociaż niejasne jest, czy w ogóle powinna się zacząć, skoro pozwolenie budowlane było cały czas skarżone, a więc było nieprawomocne. Podobnie niejasne jest też, czy deweloper powinien w tym czasie sprzedawać lokale, skoro ważyły się losy pozwolenia.  

Mieszkańcy z nadzieją spoglądają teraz na nowe władze, czyli prezydenta Marcina Pabierowskiego. Pisali do niego, prosząc o opinię komisji architektoniczno-urbanistycznej, która działa przy prezydencie. M. Pabierowski odpisywał im, że komisja ma tylko funkcję doradczą. 

Wojewoda sprawę rozpoczętej budowy oddał do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. 

– Inwestor nie ma ważnego pozwolenia na budowę, rzecz idzie teraz o to, co ma się stać z tym, co zostało już wybudowane – mówi pani Wiesława.  

PINB zażądał od inwestora, żeby przedstawił ekspertyzę oddziaływania inwestycji na sąsiednie działki. 

– Taka ekspertyza powinna być elementem dokumentacji projektowej przed uzyskaniem pozwolenia na budowę. Po trzech latach zażądali ekspertyzy, która jest wymagana prawem na samym początku – mówi Janusz Klim, członek Wspólnoty Mieszkaniowej. 

Mieszkańcy obawiają się tego, co zrobi nadzór budowlany, bo już wcześniej PINB przymykał oko na to, że deweloper buduje, chociaż po wyroku WSA budowa powinna być przerwana, co potwierdził zresztą wojewoda w swojej ostatniej decyzji. 

– Tu kolejny raz dwa organy uważały inaczej. Jak w tym wszystkim ma czuć się obywatel? – zastanawia się pani Wiesława. 

Jesteśmy niewygodni 

Przez lata mieszkańcy zebrali kilka segregatorów pism, decyzji i wyroków. 

– Opieramy się wyłącznie na przepisach prawa. Wykonaliśmy już kilka analiz graficznych i opisowych. Nad losem zabytkowej kamienicy oraz przynależnymi do niej historycznymi piwnicami nie pochyliła się też Miejska Konserwator Zabytków. Dla urzędników jesteśmy niewygodni. Mamy wrażenie, że to, co nam odpisują, to treści przygotowane przez inwestora. A my nie chcemy blokować tej inwestycji, ale chcemy, żeby powstała zgodnie z prawem. Wystarczyłoby, żeby deweloper lekko zmodyfikował projekt do zgodności z prawem i byłoby wszystko w porządku – mówi W. Klim. 

Żeby budynek można było postawić w takim kształcie, jak chce deweloper, Rada Miasta musiałaby zmienić plan zagospodarowania. Inwestor mógłby też zmienić projekt budowlany i przemodelować plan lokali, ale wtedy odbyłoby się to kosztem mieszkań, tymczasem w księgach wieczystych budynku są już wpisane roszczenia właścicieli, którzy w przyszłym roku oczekują odbioru kluczy. 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz