Strona główna » W interesie miasta czy burmistrza?

W interesie miasta czy burmistrza?

przez imperia

Czy Wacław Maciuszonek, burmistrz Żar, zadbał o własne interesy i za publiczne pieniądze reklamował swoje prywatne tereny? Sprawę bada CBA.
 W publikacji „Żary. Tradycja i Nowoczesność” W. Maciuszonek reklamuje swoje prywatne działki jako „perspektywiczne tereny inwestycyjne”. Chodzi o 150 hektarów ziemi. Publikacja powstała za pieniądze publiczne na zlecenie żarskiego Urzędu Miasta w marcu 2011 roku, czyli zaledwie 3 miesiące po objęciu rządów przez nowego burmistrza. O publikacji zaczęło się głośno mówić, bo żarscy radni otrzymali publikację na grudniowej sesji Rady Miasta. Teraz sprawą zainteresowali „GR”.
 
Wykorzystał
Na komisji mienia komunalnego, w grudniu ub.r., Joanna Werstler-Wojtaszek, radna miejska, dopytywała się, czy prywatne osoby, których ziemie są reklamowane w publikacji, zapłaciły za to. Ireneusz Brzeziński, naczelnik wydziału gospodarki i promocji UM, przyznał, że nie. Tym samym W. Maciuszonek nie dołożył z prywatnych pieniędzy ani złotówki do powstania biuletynu.
– Zamieszczenie w publikacji, wydanej na zlecenie Urzędu Miasta w Żarach, informacji o 150 ha „perspektywicznych terenów inwestycyjnych”, które należą do burmistrza, nie jest właściwe. Trudno oprzeć się wrażeniu, że burmistrz wykorzystuje sprawowaną funkcję i pieniądze publiczne, aby zrobić reklamę należącym do niego terenom – komentuje Grażyna Czubek z sekcji Przeciw Korupcji w Fundacji im. Stefana Batorego.
 
CBA sprawdza
Sprawą zainteresowało się CBA, o czym poinformował nas rzecznik Biura. – Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeanalizują i zweryfikują te informacje. Na tym etapie nie przesądzamy, czy doszło w tym przypadku do złamania lub naruszenia prawa –  potwierdził Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA. 
Niejednoznacznie o sprawie wypowiada się Stanisław Krasko, przewodniczący żarskiej Rady Miasta. – Są motywy zbrodni i są przesłanki. Trzeba zbadać, co było motywem umieszczenia terenów burmistrza w publikacji opłacanej z pieniędzy publicznych. Sytuacja jest dwuznaczna. Czy to jest w interesie miasta czy Maciuszonka? Bo tereny znajdują się przecież poza granicami miasta. Nic mi też nie wiadomo, żeby w mieście były jakieś plany włączenia tych terenów do Żar. Jakaś niezręczność jest. Burmistrz powinien mieć większe wyczucie – komentuje S. Krasko.
 
Niezgodne z etyką
Publikacja powstała z myślą o potencjalnych inwestorach w Polsce i za granicą. Jest wydana w trzech językach, w nakładzie 2,5 tys. egzemplarzy, na kredowym papierze. Kosztowała, według informacji podanych przez Urząd Miasta, ponad 8 tys. zł. W publikacji kilka razy pojawia się mapa, a nawet zdjęcia terenów należących do W. Maciuszonka z informacją, że są to tereny dla inwestorów.
– To wykorzystywanie funkcji publicznej dla osobistych korzyści. Na pewno jest to niezgodne z etyką samorządowca, być może powinny zająć się tym organa ścigania – mówi Kazimierz Pańtak, prawnik i radny Sejmiku Województwa Lubuskiego.
Działki, obejmujące 150 ha należących do burmistrza i jego małżonki, znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie żarskiej strefy przemysłowej. Nie wchodzą jednak w obszar miasta, a należą do terenów gminy wiejskiej Żary. Podczas debaty przedwyborczej W. Maciuszonek zapewniał kontrkandydata, Romana Pogorzelca, że jego tereny przez 5 lat są nie do ruszenia, bo podpisał umowę z firmą, która wybuduje na jego polu wiatraki. Dlaczego więc nie wycofał swojej oferty z publikacji? – Chcę wierzyć, że jest to zwykłe przeoczenie – komentuje Jacek Niezgodzki, radny żarskiej lewicy.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz