Radny Robert Górski zaapelował do władz, aby zrobić porządek z nazwami ulic w Zielonej Górze. Chce likwidacji członów odnoszących się do przyłączonych przed laty do miasta miejscowości. Władze tłumaczą, że to wszystko porządkuje.
Na ostatniej sesji radni z Zielonej Góry podjęli uchwałę w sprawie nadania nazwy ulicy Nowy Kisieli-Świetlików. Przy tej okazji radny Robert Górski dopytywał, kiedy miasto planuje zlikwidować w nazwach ulic człony” Przylep, Nowy Kisielin, Łężyca, itp.
– One są zbędne i powodują niebezpieczne sytuacje, szczególnie w sytuacjach zagrożenia zdrowia, życia oraz mienia. Służby ratunkowe mają cały czas problem, osoby wzywające mylą adresy, w szczególności te, które są spoza Zielonej Góry. Straż pożarna jeździ na różne inne adresy, do innych sołectw, tak samo pogotowie ratunkowe, policja. Wracam do dyskusji na temat likwidacji tych przedrostków, one są zbędne i powinniśmy je usunąć, bo są niebezpieczne dla mieszkańców – mówił podczas sesji R. Górski.
Nazwy ulic by się dublowały
Jak poinformował nas Bartosz Czerniawski z departamentu prezydenta miasta, władze Zielonej Góry nie zamierzają zmieniać tego nazewnictwa. Z wyjaśnień biurze geodezji i katastru urzędu wynika, że nazwy tych ulic obowiązują od 2015 roku, a więc od momentu przyłączenia okolicznych miejscowości do Zielonej Góry.
To, że dodano przedrostki, wiąże się z tym, że wiele nazw ulic dublowałoby się z tymi w „starej” Zielonej Górze. Przy wzywaniu służb powstałoby jeszcze większe zamieszkanie.
– Logicznie rzecz ujmując, dochodziłoby do wielu trudności i nieporozumień logistycznych, gdyby te same nazwy ulic występowały w kilku rejonach miasta. Dodanie członu do nazwy ulicy logicznie odróżnia dwie tak samo nazwane ulice – tłumaczy B. Czerniawski.
Urzędnicy zauważają, że gdyby teraz wprowadzać rewolucję w tym zakresie, to spowodowałby chaos i spowodowało niepotrzebne koszta.
– Przedsięwzięcie związane z połączeniem miasta z gminą odbyło się kosztem wieloletniej, często trwającej jeszcze do dziś, pracy administracyjnej samego urzędu. Wyszczególnić tu należy np. dokonanie zmian w ogólnokrajowych rejestrach, np. TERYT lub PESEL – wyjaśnia B. Czerniawski.
Gdyby nagle zrezygnowano z przedrostków, to mieszkańcy musieliby powtórnie zmieniać w swoich dokumentach dane adresowe, co wiązałoby się z kolejnymi utrudnieniami i kosztami.