Paweł (22 l.) wysłał ukochanej smsa „życie bez Ciebie nie ma sensu, dlatego zabiję się”. Zamiast do pracy, pojechał nad Bóbr. Na brzegu zostawił motor i plecak.
Paweł Habirek wyszedł z domu tydzień temu, 23 lutego. Wsiadł na motor i pojechał do pracy. Od tego momentu poszukuje go rodzina, policja i strażacy. Ślad urwał się nad Bobrem, w szprotawskim parku. Zostawił tam motor. Strażacy i policja sądzą, że się utopił, choć ciała do tej pory nie znaleziono. – Podejrzewamy, że wskoczył do rzeki w miejscu, gdzie jest bardzo głęboko – przyznaje Waldemar Kasperowicz, rzecznik żagańskiej straży pożarnej.
Życie bez ciebie nie ma sensu
Paweł poznał 17-letnią Paulinę, gdy planował wyjazd do pracy w Holandii. Zakochał się w niej na zabój. Dla niej postanowił zostać w rodzinnych Kartowicach (gm. Szprotawa). W niedalekim Borowie znalazł pracę przy produkcji ozdób ogrodowych. Za znacznie mniejsze pieniądze niż w Holandii, ale przecież nie to się liczyło.
– Zupełnie się zmienił. Zmądrzał, przestał pić i palić – opowiadają jego rodzice, Stefan i Barbara Habirek.
Ale Paulina zaczęła mieć wątpliwości. Jak to nastolatka. Uczy się w jednej ze szkół średnich w Zielonej Górze i nie wiązała swojej przyszłości z wsią. Feralnego dnia, jadąc do pracy, Paweł dostał od niej smsa. Napisała mu, że z nim zrywa. Paweł odpisał Paulinie, że życie bez niej nie ma dla niego sensu i że się zabije. Zamiast do pracy, pojechał nad rzekę w Szprotawie. Nad brzegiem został tylko plecak z kanapkami i kawą oraz motor.
Moje złotko, oczko w głowie
Rodzice chłopaka tracą nadzieję. – Jak dowiedzieliśmy się, że strażacy znaleźli plecak i motor nad rzeką, załamaliśmy się. To był Romet, którego kupiliśmy mu dzień wcześniej – mówi pani Barbara. – Z początku liczyłam, że może gdzieś się ukrył, aby zrobić Paulinie na złość. Ale to mało prawdopodobne.
– To było moje złotko, oczko w głowie. Jak go poprosiłam, to drzewa i wody przyniósł do domu, babci nigdy nie odmówił – wspomina swojego wnuczka Teresa Kozik.
Paulina niechętnie opowiada o Pawle. – Gdy zagroził, że się zabije, odpisałam mu, aby nie mówił takich głupot. Paweł jest dorosłym człowiekiem, ale chyba nie zastanawiał się nad tym, co do mnie pisze – mówi dziewczyna.
Sama wychowa dziecko
Jeszcze rok temu Paweł planował ślub. Z Martą, z sąsiedniego domu we wsi, znali się od dziecka. Mieli się pobrać w październiku. Ojciec dziewczyny zarezerwował salę w świetlicy w Witkowie. Zamówił zespół. Młodzi zaprosili gości. Wszystko było już dograne, gdy nagle się pokłócili. Paweł nie chciał wrócić do Marty nawet wtedy, gdy dowiedział się, że spodziewa się jego dziecka. – Odwołaliśmy ślub, salę i zespół. To był trudny dla nas okres, bardzo to przeżyliśmy z żoną – wspomina ojciec Marty, Michał Bartczak. – Podobnie jak córka.
Marta Bartczak przyznaje, że chciała sobie ułożyć życie z Pawłem. Ale nie wyszło. W niedzielę, 27 lutego, już po jego zaginięciu, urodziła córeczkę. – Dałam jej na imię Patrycja. Córeczka będzie musiała się pogodzić z tym, że nie ma taty – wzdycha Marta.
To był nasz jedyny syn
W czwartek (3.04.) do akcji wkroczyli płetwonurkowie. Przeczesali dno Bobru…
– Dlaczego on nam to zrobił? Dlaczego musimy cierpieć? – rozpaczają rodzice Pawła. – To był nasz jedyny syn.




