„Jezu, nie oddycha mi dziecko!” – krzyczała zrozpaczona kobieta, która zadzwoniła na policję w Szprotawie. „Niech pani uciska, 30 uciśnięć i dwa oddechy” – mówił stanowczo policjant i tłumaczył, co ma robić, aby przywrócić dziecku oddech.
W czwartek, 23 lutego, kilka minut po godz. 6 rano, dyżurny komisariatu w Szprotawie, st. sierż. Robert Wawryn, odebrał telefon od zrozpaczonej kobiety. Jej syn stracił przytomność i przestał oddychać. Tylko dzięki instrukcjom policjanta, 8-letni chłopiec przeżył.
– Jezu, dziecko mi nie oddycha! – wołała kobieta. Niech pani uciska, niech pani uciska. 30 uciśnięć i dwa wdechy – podpowiadał szprotawiance policjant. Jednocześnie wysłał do niej pogotowie. – Niech pani ściśnie brzuszek. Niech pani zobaczy, czy ma coś w buzi – krzyczał policjant.
Dokładnie instruował kobietę, jak wykonać sztuczne oddychanie, a ta przekazywała wszystko mężowi.
– I jak? – dopytywał policjant.
– Oddycha, zaczął trochę oddychać – odpowiedziała już spokojniej kobieta.
– Niech państwo kontrolują cały czas, czy dziecko oddycha. Karetka zaraz będzie – zapewniał dyżurny.
– Dziękuję… – westchnęła jeszcze roztrzęsiona matka.
Po około dwóch minutach dziecko zaczęło samodzielnie oddychać. Lekarz pogotowia nie miał już nic do roboty Okazało się, że maluch zakrztusił się śliną.
Moim obowiązkiem jest służyć
– Nie czuję się bohaterem. Moim obowiązkiem jest służyć społeczeństwu – przyznaje skromnie policjant. – Myślę, że moi koledzy zachowaliby się podobnie. – To mój pierwszy taki przypadek, że przez telefon uratowałem życie człowiekowi. Tego samego dnia dzwoniłem do rodziny tego dziecka, pytałem, jak się czuje.
R. Wawryn pracuje w szprotawskim komisariacie od 9 lat.
18
Poprzedni artykuł