Strona główna » Uczeń przerósł mistrza

Uczeń przerósł mistrza

przez imperia

Z Patrykiem i Sławomirem Dudkami o pracy, relaksie i rodzinie.
Przed wami ostatni turniej cyklu Grand Prix. Można już wieszać na waszych szyjach medale?
Patryk: I co ja mam powiedzieć? (śmiech). Na teraz jestem wicemistrzem. Odpukać. Jak nic złego się nie stanie, to nim pozostanę. Potrzebuję troszkę szczęścia.
Sławomir: Patryk jest drugi w klasyfikacji. Wicemistrzem świata jeszcze nie jest. Na razie nie ma się co cieszyć. Jak się okaże, że Patryk zdobędzie punkt, a Maciek Janowski szesnaście – wylecimy z Australii bez medalu!
Patryk: Najważniejsze, żebyśmy bezpiecznie dotarli do celu, i żeby była ładna pogoda. No i chciałbym zobaczyć koalę i kangury. A reszta? Co ma być, to będzie.
Brzmi jak plan wycieczki…
Sławomir: Nie przesadzajmy. Jedziemy tam do pracy. Na zwiedzanie będziemy mieli tylko jeden dzień. Nie wiem tylko, czy koale tam po ulicach biegają?
Złośliwi mówią, że Dudek w tym roku ligę odpuścił, bo skierował wszystkie siły na Grand Prix?
Patryk: W 18 meczach zdobyłem 183 punkty. Na mecz wychodzi ponad 10. Czy to jest zły wynik?
Sławomir: Ciężko konstruktywnie rozmawiać, bo mało osób zna się na tym sporcie. Ostatnio pojechaliśmy do Holandii pakować motocykle. Towarzyszyła nam ekipa telewizyjna. Kamerzysta stwierdził, że w trzy godziny dowiedział się więcej o żużlu, niż przez kilka lat pracy. W tamtym roku nie wyszedł Patrykowi mecz po Grand Prix Challenge i od razu przypięto mu łatkę. W tym roku Jasonowi przydarzyła się wpadka. Był zmęczony, bo nocy nie przespał z emocji.
Patryk: Trudno się rozmawia z niekompetentnymi ludźmi. Imprez w tym roku nie było wcale więcej. W poprzednich latach też dużo startowałem. Sprawdziliśmy się w takich warunkach. Potrafimy jechać zawody dzień po dniu.
Jak ogarnęliście Grand Prix logistycznie?
Patryk: Daliśmy radę. Poza pierwszym zawodami. Wtedy byliśmy na stadionie już o dziewiątej rano, bo nie wiedzieliśmy, jak to wygląda.
Sławomir: Wyjazd do Melbourne zaczynamy już we wtorek (24.10.). Kilkadziesiąt godzin musimy spędzić w samolocie.
Sposób na relaks przed zawodami?
Patryk: Cały dzień spędzę w hotelu i na dwie godziny przed zawodami pojawię się na stadionie.
Sławomir: Trzeba zachować spokój. U polskich sportowców był taki problem, że zbyt dużo czytali o sobie. Przegrywaliśmy mentalnie. Protasiewicz, Dobrucki, Ułamek byli świetni, no ale…
…ale im się nie udało, a Patrykowi tak. Dlaczego?
Patryk: Nie mogę tego zdradzić (śmiech).
Sławomir: Nie rozdzielamy Grand Prix od zawodów młodzieżowych. W obu zawodach startują czasami ci sami zawodnicy…
Patryk: Trzeba mieć dystans do tego, co się robi. Żużel to moja praca. Niektórzy są mistrzami treningu, inni mistrzami na zawodach.
Sławomir: Prawda, niektórzy tak mają. A potem na zawodach głowa myśli, mięśnie się kurczą i nic z tego nie wychodzi. Bo wmawiają sobie: „Muszę to wygrać, muszę być najlepszy”. I na motocykl nie zawsze da się zwalić winy.
A jak pan to robi, że podchodzi do sportu na luzie, bez napinki?
Patryk: A czym mam się stresować? W Zielonej Górze jest taka presja na żużlowców i koszykarzy, że zdążyłem się z tym już oswoić. Już nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć. Dziesięć lat jeżdżę. Przez pierwsze pięć jeszcze się stresowałem. Znam swoją wartość, wiem kim jestem i czerpię z życia to, co najlepsze.
Nie macie się już dość na co dzień, skoro razem pracujecie. Mieszka pan jeszcze z rodzicami?
Patryk: Pół na pół.
Sławomir: Mieszkamy razem. Dom jest dwupoziomowy. Patryk ma swoje mieszkanie na górze, my z żoną Honoratą na dole.
Patryk: Dobrze dogaduję się z rodzicami.
Sławomir: Prawda. Nawet czasem herbatkę ma do łóżka przyniesioną.
Aż tak?
Patryk: A jak!
Sławomir: To jedynak i ma takie szczęście!
Patryk: Wyprowadzka obecnie nie ma sensu.
Wygodnie u mamusi?
Patryk: W niektórych sytuacjach tak. Nie mam potrzeby na razie mieszkać samemu.
Wspólne hobby poza żużlem? Słyszałem o gotowaniu.
Sławomir: Patryk chyba bardziej spełnia się w tej dziedzinie. Ja nie potrafię gotować, bardziej smakuję i doceniam kunszt kulinarny innych. Troszkę żałuję, bo mam pomysły na ciekawe eksperymenty.
Patryk: Gotuję z dziewczyną. Testuję potrawy z mięsem i różne przyprawy.
Jak ma na imię wybranka?
Patryk: Nie powiem, chronię prywatność (śmiech…). A co do hobby? Nie mam na nie za bardzo czasu.
Pani Honorata jeszcze udziela się w waszym teamie?
Sławomir: Przez połowę kariery mama Patryka jeździła z nami, była kierowcą, gotowała. Organizowała wyjazdy. Dzisiaj czasem się z nami zabierze, doradzi. Logistyką zajmuję się ja. Podobnie jak sprzętem i kontraktami. Patryk też w tym uczestniczy.
Na razie ma pan ważny kontrakt, ale za rok pewnie wróci temat „Dudek w Toruniu”. Mówi się, że to niewykluczone, bo ma pan tam rodzinę?
Patryk: Rodzinę mamy też pod Bydgoszczą.
Sławomir: W Lesznie też mamy. Co w tym dziwnego? Wiadomo, że po sezonie takie rozmowy się toczą.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz